Lets talk about Codex (why i switched)

2026-08-24 Chris Raroque AI zagraniczne opinia waga 4/5 24 min czytania

Praktyczne porównanie Codeksa i Claude Code od twórcy aplikacji: o przewadze computer use i mobilnego workflow oraz o tym, ile realnie warto płacić za subskrypcje AI.

Robocza publikacja redakcyjna na podstawie publicznego transkryptu YouTube. Źródło: YouTube.

O czym jest ten film

  1. Autor, wieloletni użytkownik Claude Code, przeszedł na Codeksa jako główne narzędzie — ale nadal płaci za oba.
  2. Powód zmiany nie leży w jakości kodu: na najwyższych ustawieniach oba narzędzia dają zbliżone rezultaty.
  3. Decydujący okazał się user experience, a w nim przede wszystkim dwie rzeczy: computer use i wersja mobilna.
  4. Computer use w Codeksie działa w tle — można korzystać z komputera równolegle i uruchamiać kilku agentów naraz.
  5. Konkretne zastosowania: testowanie aplikacji iOS z gestami wielopalcowymi, konfiguracja paneli bez API, a nawet wyszukiwanie okazji lotniczych z realną weryfikacją w koszyku.
  6. Mobilny Codex pozwala uruchomić zadanie od zera z telefonu; Claude wymaga wątku wystartowanego na komputerze.
  7. Rozdzielenie Claude Code i Claude Co-work utrudnia łączenie pracy „kodowej” z resztą obowiązków — Codex jest w tym zunifikowany.
  8. >> Opus 5, przy czym Opus wygrywa w zadaniach projektowych.
  9. Autor lubi wzorzec „drugiego przebiegu”: Codex kończy zadanie, po czym uruchamia Claude Code, żeby zweryfikował wnioski.
  10. Rekomendacje finansowe: zaczynać od najtańszego planu; subskrypcje za 200 dolarów są mocno dotowane i taki stan nie potrwa wiecznie.

Redakcyjne tłumaczenie

Dlaczego w ogóle sprawdziłem Codeksa

W poprzednim filmie o moim workflow pokazałem wam swój warsztat, którego trzonem był Claude Code. Po tamtym materiale bardzo wielu z was napisało w komentarzach, że muszę sprawdzić Codeksa. No więc sprawdziłem — używam go od kilku tygodni i mieliście absolutną rację. To narzędzie jest tak dobre, że opłacam dwie subskrypcje po 200 dolarów miesięcznie. O tym, dlaczego akurat dwie, opowiem w dalszej części.

Jeśli trafiliście tu po raz pierwszy: nazywam się Chris i buduję aplikacje do produktywności. Od ponad roku używam Claude Code i go polecam. To był fundament wszystkiego, co tworzyłem. Ale od dziś moim podstawowym narzędziem jest Codex. Nadal korzystam też z Claude Code, więc do dwóch subskrypcji Codeksa dochodzi jeszcze plan Max za 200 dolarów.

Zanim przejdziemy dalej, chcę wyraźnie powiedzieć: oba narzędzia są znakomite i oba mają swoje miejsce. Nie namawiam nikogo do ślepego przesiadania się na Codeksa. Używajcie tego, co najlepiej pasuje do waszego sposobu pracy — ja dzielę się wyłącznie własnym doświadczeniem. I od razu zastrzeżenie, żeby uprzedzić komentarze: ten film nie jest w żaden sposób sponsorowany przez OpenAI.

Plan jest taki: najpierw opowiem, co zmieniło moje zdanie i skłoniło mnie do przejścia na Codeksa — a uprzedzam, że nie chodzi o samo kodowanie. Na koniec porozmawiamy o tym, kto za co powinien płacić, bo większość z was nie powinna wydawać 600 dolarów na subskrypcje AI. Albo może jednak powinna. Mam na ten temat sporo przemyśleń.

Czym jest Codex i czy pisze lepszy kod

Nigdy wcześniej nie mówiłem o Codeksie na tym kanale, więc krótki kontekst. Codex to agent kodujący od OpenAI, który mieszka w aplikacji desktopowej ChatGPT. Można go używać w terminalu, dokładnie tak jak Claude Code, ale ja osobiście pracuję z nim w aplikacji na Maca — i to jest fantastyczne doświadczenie.

Dlaczego więc się przesiadłem? Czy Codex po prostu pisze lepszy kod? Od kilku tygodni używam obu równolegle i to na absolutnie najwyższych ustawieniach. W Codeksie do prawie wszystkiego wykorzystuję GPT 5.6 Soul w trybie ultra. W Claude Code używam Opusa 5 w ustawieniach ultra code, a czasem Fable 5 na high albo również na ultra code. To pewnie kontrowersyjne, ale przy tych topowych modelach otrzymuję bardzo podobne rezultaty. Jest kilka niuansów, do których jeszcze wrócę, ale ogólnie rzecz biorąc efekty są porównywalne.

Skoro w kodowaniu jest remis, to dlaczego wybieram Codeksa? Wszystko sprowadza się do jednego: do doświadczenia użytkownika. Składa się na nie mnóstwo drobiazgów, ale chcę wyróżnić dwie rzeczy.

Powód pierwszy: computer use

Pierwsza to computer use. Szczerze nie rozumiem, dlaczego mówi się o tym tak mało — mam wrażenie, że należę do jakiegoś tajnego klubu ludzi, którzy o tym wiedzą. Jeśli nie widzieliście tego w akcji: computer use to możliwość sterowania waszym komputerem przez Codeksa. Rusza myszą, pisze na klawiaturze, potrafi samodzielnie zrobić wszystko to, co wy.

Wiem, co niektórzy myślą: przecież Claude też ma computer use. Formalnie tak i sam tak sądziłem, ale te rozwiązania nie grają w tej samej lidze. Computer use w Claude desktop i Claude Code oceniłbym na pięć na dziesięć — zadanie zostanie wykonane, ale to wszystko. Wersję z Codeksa oceniam na dziewięć na dziesięć.

Różnic jest sporo, ale kluczowa jest jedna: computer use w Codeksie jest zoptymalizowany pod pracę w tle. W praktyce znaczy to, że możecie korzystać z komputera nawet wtedy, gdy Codex też z niego korzysta. Co więcej, możecie mieć kilku agentów Codeksa sterujących komputerem jednocześnie. Z Claude desktop to niemożliwe — kiedy używa on computer use, w zasadzie nie wolno tknąć pulpitu. Ma nad nim pełną kontrolę, a każde dotknięcie przerywa pracę. To czyni całość dość bezużyteczną, bo nie da się robić niczego innego równolegle — a przecież o to właśnie chodzi w agentach działających w tle.

W Codeksie wygląda to inaczej. Kiedy pracuję nad jakimś problemem, w tle Codex może analizować recenzje w App Store — dosłownie przechodząc przez listingi na moim komputerze. Drugi agent steruje symulatorem i coś testuje. Trzeci grzebie w Cloudflare i pomaga mi optymalizować ustawienia. Wszystko to dzieje się jednocześnie w tle, podczas gdy ja skupiam się na czymś innym. Prawie żaden inny agent kodujący tego nie potrafi.

Trzy przykłady, które pokazują, o co chodzi

Czuję, że nie oddaję jeszcze sprawiedliwości tej funkcji, więc dam kilka przykładów — może któryś zaskoczy.

Pierwszy jest typowo programistyczny. Do testowania moich aplikacji iOS używałem z Claude Code narzędzia o nazwie Xcode Build MCP. To fenomenalny MCP, który pozwala Claude Code sterować symulatorem, ale ma jedną wadę: nie obsługuje złożonych gestów przeciągania. Potrafi stukać w ekran symulatora, ale gdybym chciał na przykład przytrzymać element i zmienić kolejność listy w Ellie, nie da się tego sensownie przetestować.

(Informacja dodatkowa: MCP, czyli Model Context Protocol, to standard podłączania zewnętrznych narzędzi do modeli językowych. Ellie i Amy to aplikacje tworzone przez autora.)

Z computer use jest inaczej — skoro Codex ma pełną kontrolę nad myszą i klawiaturą, taki gest wykona bez problemu. Dzięki temu mam pełny przepływ testowy, jakbym testował własnoręcznie: Codex wprowadza zmianę, potem przez Xcode Build MCP buduje aplikację na symulatorze, a następnie przez computer use testuje ją w całości, ze złożonymi gestami włącznie. Może też testować kilka symulatorów naraz, co było nie do przecenienia przy integracji z Apple Watch w Amy — potrzebny był równoczesny dostęp do symulatora iPhone’a i zegarka, żeby sprawdzić synchronizację. Bez computer use byłoby to bardzo trudne.

Drugi przykład to wszelka konfiguracja w panelach administracyjnych — Vercel, AWS i tym podobne. Z computer use jest to nieporównywalnie łatwiejsze. Owszem, wiele takich usług ma CLI, MCP albo wtyczkę, zwłaszcza te bardziej nowoczesne jak Vercel czy Cloudflare. Ale mnóstwo narzędzi tego nie ma, szczególnie tych nieadresowanych do programistów.

Konfigurowałem niedawno Substacka pod mój nowy newsletter — swoją drogą, zapiszcie się — i jednym z kroków było podpięcie własnej domeny. Musiałem wejść do Substacka, potem do Cloudflare i pozmieniać garść ustawień DNS. Nic trudnego, ale byłem akurat w środku innej pracy, więc pomyślałem: dlaczego nie zlecić tego Codeksowi przez computer use? Powiedziałem po prostu: „skonfiguruj moją własną domenę, masz Substacka, masz Cloudflare, zajmij się tym”. I poszedł — poklikał wszystkie ustawienia, skonfigurował DNS, a po jakichś dziesięciu minutach wszystko działało. Mogłem przy tym obserwować całość na żywo i zweryfikować, co robi.

Substack nie ma ani MCP, ani CLI do takiej konfiguracji. Cloudflare chyba ma MCP, ale dzięki computer use nie muszę się nad tym zastanawiać. Wiem, że dopóki istnieje panel, w który da się klikać — a to jakieś 99 procent przypadków — computer use sobie poradzi.

I owszem, to były tylko dziesięć minut. Ale takich drobiazgów robię z ćwierć setki dziennie i to naprawdę irytuje. Możliwość zrzucenia ich na asystenta, gdy sam skupiam się na jednym czy dwóch dużych zadaniach dnia, sumuje się w coś istotnego. To trochę jak mieć osobistego asystenta.

Trzeci przykład to szukanie okazji lotniczych. Zadanie polega na znalezieniu naprawdę dobrej oferty w określonych parametrach, opłacanej milami. I co ciekawe, każdy agent, którego do tej pory testowałem, poległ na tym zadaniu. ChatGPT poległ, Poe poległ, Claude też poległ. Mechanizm zawsze wygląda podobnie: agent znajduje jakąś okazję, zwykle na wątku z Reddita, a przy próbie realizacji okazuje się, że oferta jest nieważna. Zwykle bazuje na przestarzałych informacjach albo dotyczy jakiegoś szczególnego przypadku, do którego się nie kwalifikuję.

Dałem to zadanie Codeksowi. Pracował trzy do czterech godzin i pewnie spalił nieprzyzwoitą ilość tokenów, ale wrócił z wynikiem: bilety w obie strony w klasie biznes z Dallas do Japonii, bezpośrednio, za około 4 tysiące dolarów wartości punktów. Jeśli orientujecie się w milach lotniczych, wiecie, że to znakomita oferta — takie bilety kosztują zwykle około 16 tysięcy dolarów. A co najważniejsze, Codex zrobił to, co inni agenci pomijają: sprawdził, czy faktycznie się kwalifikuję. Przeszedł przez proces zakupowy na stronie Japan Airlines aż do momentu wpisania karty i kliknięcia „kupuję”, żeby upewnić się, że oferta jest realna.

I właśnie ten ostatni procent — potwierdzenie, że bilety naprawdę działają w prawdziwym koszyku — jest tym, w czym computer use błyszczy. Agent korzysta z waszej prawdziwej przeglądarki jak człowiek i weryfikuje rzeczy na miejscu. To rewelacyjne, jeśli przeglądacie oferty na Airbnb czy ogłoszenia nieruchomości: agent nie skrobie publicznego internetu, tylko przegląda strony tak, jakbyście robili to wy.

Dlaczego Codex jest w tym tak dobry

Zrobiłem się ciekaw, skąd ta przewaga i dlaczego Anthropic po prostu nie zrobi tego samego. Okazuje się, że OpenAI przejęło firmę o nazwie Sky, a z tego, co rozumiem, to zespół stojący wcześniej za Apple Shortcuts. Odeszli z Apple, żeby założyć Sky i zbudować agenta do obsługi komputera, a wtedy OpenAI ich przejęło i teraz pracują nad computer use. Odpowiedź jest więc prosta: computer use jest świetny, bo zajmuje się nim wybitny zespół z dobrym dorobkiem, skupiony wyłącznie na tym, żeby to doświadczenie było dopracowane.

Uczciwa wada computer use jest taka, że pożera tokeny. Nie wiem dokładnie ile, bo nie robiłem żadnych benchmarków, ale zauważyłem, że przy jego użyciu limity topnieją bardzo szybko. Model też ma znaczenie. Da się pewnie żyć z GPT 5.6 na high, ale specjalnie przy computer use zauważyłem wyraźnie lepsze rezultaty na 5.6 Soul w ustawieniach ultra. To duży powód, dla którego moje ustawienia wyglądają tak, a nie inaczej. Między computer use a normalnym kodowaniem limity wyczerpuję szybko — nie korzystam z trybu fast i staram się być oszczędny, a i tak tygodniowy przydział zużywam w jakieś trzy dni. To główny powód, dla którego opłacam dwie subskrypcje Codeksa po 200 dolarów.

Powód drugi: wersja mobilna

Dość o computer use. Drugi największy powód mojej przesiadki to doświadczenie mobilne. Claude Code ma swoją wersję mobilną — w sesji można użyć komendy remote control, sesja przechodzi do aplikacji mobilnej i tam ją kontynuujecie. Ale gdybym miał to ocenić, dałbym Claude’owi trzy na dziesięć, a Codeksowi dziewięć na dziesięć.

Kilka konkretów. W Claudzie nie da się w ogóle zacząć nowego wątku od zera — musicie użyć wątku wcześniej uruchomionego na komputerze. W Codeksie otwieram aplikację, klikam przycisk i po prostu zaczynam nową rozmowę, co jest po prostu logiczne. Podobnie z folderami: w Claudzie każdy wątek musi żyć w jakimś folderze, a w Codeksie mogę zacząć rozmowę w folderze albo zupełnie bez niego, co robię często przy jednorazowych zadaniach. Do tego dochodzi mnóstwo drobiazgów: zdalne sterowanie w Codeksie jest po prostu stabilniejsze, strumieniuje odpowiedzi równiej i jest wyraźnie bardziej dopracowane.

Sprawdziłem, skąd ta różnica, i sądzę, że OpenAI zatrudniło naprawdę dobrych inżynierów iOS do pracy nad mobilnym Codeksem. Jeśli używaliście obu aplikacji intensywnie, tę różnicę po prostu czuć. A ponieważ jest to tak dobre doświadczenie, łapię się na tym, że korzystam z Codeksa na telefonie bardzo dużo.

Gdy połączy się mobilność z computer use, robi się naprawdę ciekawie, bo nie muszę być przy komputerze — mogę po prostu zlecać zadania. Załóżmy, że jestem gdzieś poza domem i ktoś pisze do mnie mailem, że aplikacja Amy nie działa. Z telefonu otwieram Codeksa, zaczynam nowy wątek i mówię: „sprawdź ostatniego maila, ktoś pisze, że aplikacja jest zepsuta — znajdź błąd i napraw”. Codex jest podłączony do Gmaila, więc pobierze ten wątek. Ma dostęp do repozytorium, więc naprawi rzeczywisty problem. Ma computer use, więc otworzy symulator, przetestuje i doprowadzi rzecz do końca. Potem wdroży poprawkę i przygotuje projekt odpowiedzi do użytkownika. Wszystko z jednego polecenia wydanego z telefonu.

Tego konkretnego przepływu z Claude Code na razie zrobić się nie da. Głównie dlatego, że Claude rozdziela rzeczy między Claude Code, który służy do kodowania, i Claude Co-work, który obsługuje pozostałe zadania robocze. Są to osobne byty, które ze sobą praktycznie nie rozmawiają, więc nie mogę tak po prostu przekazać wątku z Gmaila do Claude Code i kazać im się dogadać. Do tego Claude Co-work właściwie nie działa na telefonie — trzeba korzystać z czegoś, co nazywa się Dispatch, a to dziwne rozwiązanie, w którym można mieć tylko jeden wątek sterujący komputerem naraz. To jest po prostu bałagan i nie ma dla mnie sensu. Mobilne doświadczenie Codeksa, w którym wszystko jest zunifikowane i po prostu działa, ma sensu znacznie więcej.

To zresztą kolejna duża różnica, która ciągnie mnie w stronę Codeksa: zunifikowanie spraw zawodowych i kodowania. Nie każdemu to podejdzie, zwłaszcza jeśli używacie tych narzędzi w firmie, ale u kogoś takiego jak ja, gdzie jedno przeplata się z drugim, bardzo ułatwia życie. W Claudzie trzeba skakać między Co-work a Code i to, że one słabo się ze sobą komunikują, jest po prostu mylące. Zakładam, że Anthropic pracuje nad ich zjednoczeniem, bo widzę drobne kroki w tym kierunku, ale na dziś Codex wyraźnie wygrywa w tej kategorii.

Dygresja: jak rozmawiam z agentami

Krótka dygresja, ale dotyczy wszystkiego, co pokazałem. Jak właściwie rozmawiam z tymi agentami? Rzadko piszę na klawiaturze — prawie wszystko dyktuję. Narzędzie, które polecam, to WhisperFlow, i wielkie podziękowania dla nich za sponsorowanie tego filmu.

Zarówno Codex, jak i Claude mają wbudowane dyktowanie, ale nie używam żadnego z nich. Powodów jest kilka, a główny jest taki, że WhisperFlow zapisuje dyktowanie na wypadek awarii. Dyktuję długie rzeczy — naprawdę potężne prompty — i zdarzało się, że wbudowane dyktowanie wysypywało się, bo zerwało internet albo coś się zacięło, a wtedy dziesięciominutowe nagranie znikało bez możliwości odzyskania. W WhisperFlow jest zapisane: mogę ponowić próbę albo po prostu skopiować tekst i wkleić ręcznie.

Poza tym jest też po prostu dokładniejszy — bardzo dobrze radzi sobie z terminologią programistyczną i potrafi poprawiać się w trakcie transkrypcji. Pokażę, o co chodzi. Jeśli powiem: „przesuń to o trzy piksele w lewo, nie, chwila, przepraszam, miałem na myśli pięć”, WhisperFlow to posprząta i nie zapisze „trzy”, tylko od razu poprawi na „pięć”. Wbudowane narzędzie w Codeksie przy tym samym zdaniu ślepo przepisze wszystko słowo w słowo.

WhisperFlow ma też aplikacje na iOS i Androida, więc można używać go na telefonie — i tak właśnie dyktuję, kiedy pracuję z Codeksem zdalnie. Niezależnie od tego, którego agenta wybierzecie, tak właśnie polecam z nimi rozmawiać. Link zostawiam w opisie, jest tam kod na miesiąc za darmo. Nie musieli tego robić, sam o to poprosiłem, więc wielkie dzięki.

Modele: mój ranking i sposób pracy

Wróćmy do Codeksa, a konkretnie do modeli, bo tu kryje się mnóstwo niuansów i to jest główny powód, dla którego nadal płacę za Claude Code.

Mój aktualny ranking modeli do kodowania — znów: to tylko moje doświadczenie, nie ogłaszam żadnych faktów. Na szczycie jest Fable 5. To zdecydowanie najlepszy model do kodowania i myślę, że wielu się ze mną zgodzi. Nieco niżej pod względem możliwości jest GPT 5.6 Soul, którego używam w ustawieniach ultra. Trochę niżej Opus 5 w ustawieniu ultra code. Wszystko to na najwyższych ustawieniach.

Fable 5 uważam za najlepszy, ale problem polega na tym, że jest tak drogi, że realnie nie da się używać go do wszystkiego — rezerwuję go dla najtrudniejszych problemów. GPT 5.6 Soul to bardzo solidny model i to on jest moim koniem roboczym; naprawdę dobrze rozwiązuje problemy. Opus 5 jest moim zdaniem odrobinę słabszy od GPT 5.6, ale za to lepszy od niego w zadaniach związanych z projektowaniem.

Mój obecny workflow wygląda więc tak: GPT 5.6 do prawie wszystkiego, a zadania projektowe przekazuję Opusowi 5 na ustawieniach ultra code. Jeśli oba modele się męczą, oddaję zadanie Fable 5 na high. Przy naprawdę złożonych rzeczach — Fable 5 na max.

Jest jeszcze wzorzec, który uwielbiam. Kiedy Codex skończy coś dużego, mówię mu wprost: „uruchom Claude Code z Opusem na najwyższych ustawieniach i zleć mu drugi przebieg, sprawdź, czy dojdzie do tych samych wniosków”. Uwielbiam mieć dwa modele porównujące notatki, bo zwykle coś się przy tym odkrywa. Przy większości naprawdę trudnych zadań kończę właśnie na tym schemacie. Jeśli i to nie wystarczy, przechodzę na Fable 5 na high, a potem, w ostateczności, na Fable 5 na max. Uwaga: Fable 5 na max potrafi wyparować tygodniowy limit trzema promptami, więc używam go bardzo oszczędnie. Modele Claude’a nadal mają więc miejsce w moim warsztacie i dlatego dalej płacę za plan Max za 200 dolarów.

Czy naprawdę trzeba używać absolutnie najwyższych ustawień? Oczywiście, że nie. Testowałem niższe poziomy przy wielu zadaniach programistycznych i da się osiągnąć te same rezultaty, tylko trzeba znacznie staranniej pisać prompty. W moim przypadku wolę zapłacić premię i grzać na maksa, żeby móc być trochę leniwszym przy promptowaniu.

Ile za to płacić

Skoro o tym mowa, porozmawiajmy o finansach, bo 600 dolarów miesięcznie na subskrypcje AI to dla większości ludzi absurd. Za co więc naprawdę warto płacić?

Moja rekomendacja brzmi dość oczywiście: zacznijcie od najniższego możliwego planu i podnoście go wraz z rosnącym zużyciem. Startujecie od planu za 20 dolarów, potem 100, potem 200 — wyłącznie w miarę potrzeb.

Jeśli nigdy nie używaliście żadnego z tych narzędzi, polecam zacząć od Codeksa, bo bardzo lubię to, jak łączy kodowanie z resztą spraw życiowych. To świetne doświadczenie i dla wielu osób będzie intuicyjne. Ale jeśli jesteście już w ekosystemie Claude’a albo po prostu bardzo lubicie jego wyniki, weźcie subskrypcję Claude’a za 20 dolarów. A jeśli zajmujecie się głównie projektowaniem albo pisaniem — ja piszę na przykład sporo scenariuszy na YouTube — to kolejny powód, żeby wykupić Claude’a. Uważam, że modele Anthropica są w tych zadaniach wyraźnie mocniejsze.

Jeśli chodzi o ustawienia przy samym kodowaniu, większości osób radzę zacząć od GPT 5.6 Soul na medium. Jeśli macie wrażenie, że radzi sobie dobrze, zostańcie przy tym, a nawet spróbujcie zejść niżej i sprawdzić, czy da się to udźwignąć. Podnoście dopiero wtedy, gdy przestaje wystarczać. Szczerze mówiąc, ja sam pewnie poradziłbym sobie z GPT 5.6 na high przy większości zadań programistycznych — używam ultra tylko dlatego, że jestem szalony i nie chce mi się pracować nad umiejętnością promptowania.

Przy zadaniach niezwiązanych z kodowaniem również polecam zacząć od GPT 5.6 na medium. U mnie obsługuje jakieś 90 procent takich zadań, ale przy computer use, jeśli zauważycie, że sobie nie radzi, prawdopodobnie trzeba będzie podbić do high albo ultra.

W przypadku Claude’a: na planie za 20 dolarów używajcie po prostu Sonneta na najwyższych ustawieniach do większości zadań. Na planie za 100 dolarów sięgnijcie po Opusa 5 — myślę, że ustawienie high wystarczy do większości rzeczy. Limity są tam całkiem hojne: jeśli używacie modelu do zadań niezwiązanych z kodowaniem, prawdopodobnie z trudem wyczerpiecie tygodniowy przydział, nawet grzejąc Opusa na maksa bez przerwy. Ale jeśli jesteście tacy jak ja i wolicie zapłacić premię za możliwość bycia leniwszym w promptach i nierozmyślania nad tym wszystkim, po prostu ustawcie wszystko na maksimum. Ja robię to non stop, mam dwie subskrypcje Codeksa po 200 dolarów i jedną Max za 200 dolarów, i jest zupełnie w porządku.

Dlaczego uważam, że to i tak okazja

To około 600 dolarów miesięcznie na subskrypcje, co brzmi bardzo drogo. Chcę jednak odnieść się do kwestii kosztów, bo uważam, że dostaję za to naprawdę dobry deal.

Ja oczywiście wyciągam z tych narzędzi znacznie więcej niż 600 dolarów wartości, inaczej bym tego nie robił — dla wszystkich jest jasne, że robię to zawodowo. Ale powiedzmy, że wy nie zarabiacie tym na życie. Czy nadal warto płacić tyle za narzędzia?

Dzięki Bogu, że nikt tego filmu nie sponsoruje, bo ani Anthropic, ani OpenAI nie pozwoliliby mi powiedzieć tego, co powiem. Otóż subskrypcje za 200 dolarów, i u OpenAI, i u Anthropica, są mocno dotowane przez inwestorów. Kiedy ostatnio sprawdzałem, przy pełnym wykorzystaniu subskrypcji Claude Code za 200 dolarów Anthropic traci na tym jakieś 4 tysiące dolarów. Podobnie jest z Codeksem — OpenAI traci chyba 4–5 tysięcy. Nie znam dokładnych liczb, ale te firmy ponoszą olbrzymią stratę na abonamentach za 200 dolarów. Po prostu na nich tracą.

Po co to robią i jak to w ogóle możliwe? Odbijają to sobie na zastosowaniach korporacyjnych. Duże firmy pokroju Capital One nie mogą korzystać z subskrypcji za 200 dolarów — muszą płacić według cennika API. Żeby uzyskać to samo zużycie, które wy dostajecie w abonamencie, muszą wyłożyć jakieś 5 tysięcy dolarów w rzeczywistych kosztach API. Tak właśnie zarabiają: na wersji konsumenckiej wprost tracą, a nadrabiają po stronie korporacyjnej.

Kiedy spojrzy się na to finansowo, moje trzy konta po 200 dolarów miesięcznie to efektywnie równowartość blisko 15 tysięcy dolarów zużycia API. Z tej perspektywy to bardzo dobry interes.

(Informacja dodatkowa: to wyliczenie autora oparte na jego szacunkach kosztów, nie na oficjalnych danych dostawców.)

Ale uważam, że jest to okazja wyjątkowo dobra również dlatego, że tak nie będzie zawsze. Miejmy nadzieję, że te firmy utrzymają rentowność po stronie korporacyjnej i będą mogły dalej dotować naszą wersję konsumencką. Jeśli jednak nie, zaczną ciąć — a właściwie już zaczęły. Pamiętacie, jak jakieś siedem miesięcy temu subskrypcja Claude Max nie miała limitów pięciogodzinnych ani tygodniowych? Pamiętacie, jakie to było wspaniałe? Można było wziąć plan Max za 200 dolarów i naliczyć na nim równowartość stu tysięcy dolarów opłat API. To już nie istnieje, bo po prostu nie miało sensu. Sądzę, że tak będzie dalej: limitów będzie coraz więcej, a dotacje będą się kurczyć.

Najlepsza analogia, jaka przychodzi mi do głowy, to sytuacja sprzed dziesięciu lat, gdy byłem na studiach i Ubery kosztowały dolara. Nie wiem, czy ktoś to pamięta, ale dosłownie można było zamówić Ubera za dolara. Jeździliśmy więc z kolegami wszędzie, bo było to tanie — bo było dotowane przez inwestorów. Dokładnie to dzieje się teraz z narzędziami AI do kodowania.

Ta subskrypcja za 200 dolarów miesięcznie może wyglądać teraz drogo, ale kto wie — za trzy, cztery lata, jeśli koszty inferencji nie spadną, możemy patrzeć wstecz i mówić: „pamiętasz, jak subskrypcja Claude’a kosztowała 200 dolarów, a teraz kosztuje 5 tysięcy? To było szaleństwo”. Szczerze sądzę, że tak właśnie się stanie, jeśli nie zbijemy kosztów inferencji. Nie wiem, jak długo to potrwa, ale nie sądzę, żeby trwało wiecznie. Staram się więc wycisnąć z tego okresu maksimum i dlatego opłacam takie subskrypcje — bo obiektywnie to bardzo dobry interes. Tak samo jak dolarowe Ubery sprzed dekady były obiektywnie świetnym interesem, gdy się na to teraz patrzy.

Podsumowanie

Powiedziałem chyba dość o Codeksie. Myślę, że rozumiecie już, dlaczego się na niego przesiadłem i dlaczego płacę za dwie subskrypcje. Powtórzę raz jeszcze: to mój osobisty warsztat. Niezależnie od tego, czy wybierzecie Codeksa, czy Claude Code, oba są bardzo zdolnymi narzędziami, a ostatecznie liczy się to, co z nimi zrobicie i czy wykonują robotę.

10 najważniejszych takeaways — z kontekstem zastosowania

1.Na topowych ustawieniach o wyborze narzędzia decyduje UX, nie jakość kodu

Na czym polega: Autor przez kilka tygodni pracował równolegle na Codeksie (GPT 5.6 Soul, ultra) i Claude Code (Opus 5, ultra code) i uzyskiwał porównywalne rezultaty. Przewagę dała warstwa doświadczenia użytkownika.

Jak stosować: Przy wyborze narzędzia przestańcie porównywać wyłącznie benchmarki modeli. Oceniajcie to, co realnie zajmuje wam czas: liczbę przełączeń kontekstu, obsługę z telefonu, stabilność, możliwość pracy równoległej.

Na co uważać: Ten remis dotyczy najdroższych ustawień. Na niższych poziomach różnice między modelami mogą być wyraźniejsze, a wtedy wnioski autora nie muszą się przenosić.

2.Computer use działający w tle zmienia charakter pracy z agentem

Na czym polega: Codex steruje myszą i klawiaturą, ale w sposób zoptymalizowany pod pracę w tle — użytkownik może korzystać z komputera równolegle, a agentów może być kilku naraz. W Claude desktop dotknięcie pulpitu przerywa pracę agenta.

Jak stosować: Zlecajcie w tle rzeczy, które da się zweryfikować wzrokowo: przeglądy recenzji w sklepach z aplikacjami, testy w symulatorze, zmiany konfiguracji. Zostawcie sobie jedno–dwa duże zadania do samodzielnej pracy.

Na co uważać: Agent klika w waszym imieniu, na waszych zalogowanych kontach. Ograniczajcie mu dostęp do systemów, w których błędne kliknięcie kosztuje — płatności, produkcja, uprawnienia.

3.Computer use nadrabia braki tam, gdzie nie ma API, CLI ani MCP

Na czym polega: Substack nie ma MCP ani CLI, więc konfiguracja własnej domeny z DNS-em w Cloudflare zajęła agentowi dziesięć minut klikania w panelach. Zasada: jeśli istnieje klikalny panel, computer use sobie poradzi.

Jak stosować: Traktujcie computer use jako uniwersalne obejście dla narzędzi nieprogramistycznych — panele bankowe, CMS-y, systemy fakturowe, ustawienia SaaS-ów.

Na co uważać: Klikanie w panelu jest wolniejsze i mniej niezawodne niż API. Tam, gdzie CLI lub MCP istnieje, nadal jest lepszym wyborem; computer use to plan B, nie domyślny.

4.Prawdziwa przeglądarka pozwala zweryfikować wynik, a nie tylko go znaleźć

Na czym polega: Przy szukaniu okazji lotniczych inne agenty zwracały nieaktualne oferty z forów. Codex przeszedł przez realny proces zakupowy aż do momentu przed potwierdzeniem płatności, potwierdzając, że oferta jest ważna dla tego konkretnego konta.

Jak stosować: Przy zadaniach typu „znajdź ofertę” wpisujcie w prompt wymóg weryfikacji na docelowej stronie, do ostatniego kroku przed zobowiązaniem. To dotyczy też noclegów, nieruchomości czy dostępności towaru.

Na co uważać: Jednoznacznie określcie punkt zatrzymania — „dojdź do ekranu płatności, ale nic nie potwierdzaj”. Zadanie trwało trzy do czterech godzin i zużyło ogromną liczbę tokenów, więc nie nadaje się do rutyny.

5.Wybór modelu przy computer use ma większe znaczenie niż przy kodowaniu

Na czym polega: Autor zauważył, że przy sterowaniu komputerem GPT 5.6 Soul na ultra daje wyraźnie lepsze wyniki niż wersja high — i to głównie dlatego trzyma stale najwyższe ustawienia.

Jak stosować: Zacznijcie od medium do zadań niekodowych, ale przy computer use, gdy widać, że agent gubi się w interfejsie, od razu podbijajcie poziom zamiast dopracowywać prompt.

Na co uważać: Wyższe ustawienia przy computer use to najszybszy sposób na wyczerpanie limitów. Autor zużywa tygodniowy przydział w trzy dni, mimo oszczędnego korzystania i bez trybu fast.

6.Mobilny agent ma sens tylko wtedy, gdy pozwala zacząć zadanie od zera

Na czym polega: W Codeksie można z telefonu otworzyć nowy wątek, także bez przypisania do folderu. Claude wymaga wątku uruchomionego wcześniej na komputerze i osadzenia go w folderze.

Jak stosować: Testując dowolne narzędzie pod kątem pracy mobilnej, sprawdźcie najpierw jedno: czy da się rozpocząć zadanie z telefonu bez wcześniejszego przygotowania na komputerze. To odróżnia realną mobilność od zdalnej konsoli.

Na co uważać: To ocena stanu z sierpnia 2026. Anthropic według autora wykonuje kroki w stronę ujednolicenia, więc różnicę warto zweryfikować przed decyzją.

7.Połączenie telefonu, poczty, repozytorium i computer use daje pełną obsługę incydentu z jednego promptu

Na czym polega: Zgłoszenie mailem o awarii aplikacji autor obsługuje jednym poleceniem z telefonu: Codex pobiera wątek z Gmaila, znajduje błąd w kodzie, testuje poprawkę w symulatorze, wdraża ją i przygotowuje projekt odpowiedzi.

Jak stosować: Jeśli podobnie łączycie pracę i sprawy własne, warto podpiąć agentowi pocztę i repozytorium, żeby cały łańcuch obsługi zgłoszenia zamykał się bez przesiadek między narzędziami.

Na co uważać: Ostatni krok — wysyłka odpowiedzi do użytkownika i wdrożenie — powinien być projektem do zatwierdzenia, nie automatem. Autor mówi o „drafcie” maila, i to jest właściwy poziom autonomii.

8.Rozdzielenie narzędzi „do kodu” i „do reszty pracy” ma realny koszt

Na czym polega: Podział na Claude Code i Claude Co-work sprawia, że oba byty słabo się komunikują, a Co-work praktycznie nie działa mobilnie — wymaga Dispatcha z jednym wątkiem sterującym komputerem naraz.

Jak stosować: Oceniając stos narzędzi, policzcie, ile razy dziennie musicie ręcznie przenosić kontekst między aplikacjami. To ukryty koszt, który nie pojawia się w żadnym porównaniu funkcji.

Na co uważać: Unifikacja pracy i spraw prywatnych w jednym agencie nie zadziała w firmie z wymogami zgodności i rozdziału danych. Autor sam to zastrzega.

9.Wzorzec drugiego przebiegu: niech jeden model sprawdzi wnioski drugiego

Na czym polega: Po skończeniu dużego zadania autor każe Codeksowi uruchomić Claude Code z Opusem na najwyższych ustawieniach i wykonać niezależny przegląd, żeby porównać wnioski. Zwykle coś się przy tym wykrywa.

Jak stosować: Rezerwujcie to dla zadań trudnych i kosztownych w razie błędu — migracji, zmian w krytycznej logice, decyzji architektonicznych. Prośba ma brzmieć „sprawdź, czy dojdziesz do tego samego wniosku”, a nie „popraw to”.

Na co uważać: To podwaja koszt zadania. Nie ma sensu przy prostych zmianach, a przy braku eskalacji dalej (Fable 5 na high, potem max) łatwo utknąć w pętli dwóch modeli przerzucających się tą samą hipotezą.

10.Dzisiejsze ceny są dotowane — traktujcie je jako okno, nie jako normę

Na czym polega: Zdaniem autora abonamenty za 200 dolarów są głęboko dotowane, a dostawcy odbijają sobie straty na kliencie korporacyjnym płacącym według cennika API. Zniknięcie planów Max bez limitów sprzed siedmiu miesięcy to zapowiedź dalszego zaciskania.

Jak stosować: Jeśli te narzędzia realnie zarabiają na siebie w waszej pracy, korzystajcie z okna teraz, ale budujcie warsztat tak, żeby dało się go przenieść — bez uzależnienia od jednego dostawcy i jednego poziomu limitów.

Na co uważać: Liczby (4–5 tysięcy strat, 15 tysięcy wartości API) to szacunki autora, nie dane oficjalne. Nie budujcie na nich modelu finansowego, a rekomendację „zaczynaj od najniższego planu i podnoś w miarę potrzeb” traktujcie jako punkt wyjścia.