O czym jest ten film
- Saylor twierdzi, że użył AI (ChatGPT) do zaprojektowania nowego instrumentu finansowego, który przyniósł jego firmie około 15 mld dolarów — pokazuje, jak dokładnie to działało.
- Wykłada swoją tezę o pieniądzu: dolar tracił średnio 7% wartości rocznie przez sto lat, a przeciętna waluta fiducjarna upada po ok. 29 latach.
- Porównuje aktywa: złoto +12% rocznie, S&P 500 +15%, NASDAQ +18%, Bitcoin +33% (dane za ostatnie sześć lat).
- Wyjaśnia, dlaczego kupno domu jest słabym magazynem wartości (podatek od nieruchomości, utrzymanie), a nieruchomość komercyjna lepszym.
- Odpowiada Elonowi Muskowi na tezę o „epoce obfitości”: dobra konsumpcyjne stanieją, ale dobra rzadkie i pożądane nie — pieniądz nie zniknie.
- Radzi, czego się uczyć: nie tego, co AI już potrafi, ale jak zlecać AI rzeczy, których nikt nigdy nie zrobił. Kluczowe pojęcie: krzywa S.
- Rozwija koncepcję „magicznej okazji” — momentu, w którym nowa technologia właśnie stała się komercyjnie wykonalna, a okno wynosi 12–24 miesiące.
- Omawia strategię wzrostu: budowanie na własnym fundamencie (analogia łodzika i ciągu Fibonacciego) kontra rozpraszające ekspansje.
- Podaje swoje 10 zasad dla młodych dorosłych — od skupienia energii po „ulepszaj świat”.
- Wyjaśnia, dlaczego sprzedał część bitcoinów po wieloletnim namawianiu innych, by nie sprzedawali — i jak wygląda struktura zadłużenia jego firmy.
Redakcyjne tłumaczenie
Wprowadzenie
Michael Saylor: Zarobiłem w zeszłym roku 15 miliardów dolarów, używając AI.
Steven Bartlett: Naprawdę?
Saylor: Tak, bo AI dało nam rozwiązanie problemu, z którym nikt nigdy wcześniej w historii świata się nie zetknął. Dlatego moja rada brzmi: nie próbuj przepracować robotów. To, co chcesz zrobić, to poprosić AI o coś, czego nigdy dotąd nie zrobiono. A jeśli chcesz tworzyć te niesamowite sukcesy, musisz namierzyć magiczną okazję. Wiem to, bo jestem przedsiębiorcą technologicznym — i jesteśmy największym nabywcą bitcoina na świecie. Jaka jest więc moja misja? Głoszę ewangelię cyfrowego upodmiotowienia. Bitcoin to cyfrowy pieniądz i będzie najlepszym długoterminowym aktywem kapitałowym. Możesz naprawdę coś posiadać, a ktoś potężniejszy od ciebie nie może ci tego odebrać.
Bartlett: Jak to — nie mogą ci odebrać bitcoina?
Saylor: To jest plik banknotów. Przechodzisz z tym przez lotnisko, pytają cię, czy masz gotówkę — i po prostu ci ją zabierają. Gotówka w formie fizycznej to problem. Więc co robisz? Wkładasz ją do banku. A wtedy bank decyduje, czy możesz ją zatrzymać i czy ją odzyskasz. Ale milion dolarów w bitcoinie mogę przenieść stąd gdziekolwiek — do Londynu, w dowolne miejsce cyberprzestrzeni — w kilka sekund. Dlatego ostatnią rzeczą na świecie, jaką chcesz oszczędzać, jest pieniądz.
Bartlett: A to? Dlaczego nie wsadzić wszystkich pieniędzy w złoto?
Saylor: Złoto rośnie 12% rocznie, ale bitcoin 33%.
Bartlett: A S&P 500?
Saylor: Z BTC dostaniesz dwukrotność tego, co dałby ci indeks S&P.
Bartlett: Czyli mam kupić dom?
Saylor: Powiem ci, dlaczego nie powinieneś kupować domu.
Bartlett: A potem sprzedałeś trochę bitcoinów — po tym, jak mówiłeś wielu ludziom: sprzedaj nerkę, jeśli musisz, ale zatrzymaj bitcoina. Dlaczego więc sprzedałeś bitcoina, a nie nerkę?
Co Saylor zbudował
Bartlett: Michael, ze względu na twój sukces jako przedsiębiorcy technologicznego jesteś — z moich obliczeń — multimiliarderem, a obecnie koncentrujesz się na waluty cyfrowych, konkretnie na bitcoinie. Co jeszcze powinniśmy o tobie wiedzieć, jeśli chodzi o to, co zbudowałeś i osiągnąłeś poza tym?
Saylor: Zawsze chciałem wnieść wkład techniczny. Pierwotny biznes dotyczył business intelligence: jak wydobyć inteligencję z wielkich, surowych źródeł danych. To robiło MicroStrategy — zbudowaliśmy globalną firmę business intelligence.
(Informacja dodatkowa: MicroStrategy, obecnie działająca pod nazwą Strategy, powstała w 1989 roku. Business intelligence to narzędzia do analizy danych firmowych i raportowania.)
Myślę, że w 2020 roku, kiedy przyszły lockdowny covidowe i świat wywrócił się do góry nogami, odkryłem swój największy pomysł — i nawet nie był to mój pomysł, był to pomysł Satoshiego. Odkryłem bitcoina w 2020 roku. Firma jest dziś warta 60 miliardów dolarów, a szczyt mieliśmy przy około 125 miliardach, więc od odkrycia bitcoina powiększyliśmy się od stu do dwustu razy.
Bartlett: A kiedy zwracasz się dziś do szerokiej publiczności, na przykład w podcastach takich jak ten, jaka jest esencja przekazu, który chcesz im przekazać?
Saylor: Bitcoin to cyfrowe upodmiotowienie, cyfrowy kapitał. Żyjemy w epoce cyfrowej transformacji aktywów — a to jest transformacja równie głęboka jak cyfrowa transformacja inteligencji. Prawdziwym przełomem bitcoina jest idea, że można wziąć energię ekonomiczną, przekształcić ją w formę cyfrową i mocno związać z osobą, rodziną, firmą — a nawet z krajem. Możemy sobie mówić, jak bardzo wszyscy nienawidzimy państw, ale historia świata to historia słabych krajów rozjeżdżanych przez wielkie kraje. Jeśli więc interesuje cię upodmiotowienie, uczciwość i równość dla małej firmy, małej rodziny, małego człowieka, małego kraju, dla słabych — jak to zrobić? Zasadniczo szyfrujesz pieniądz, umieszczasz go w cyberprzestrzeni i chronisz kluczem prywatnym. I teraz naprawdę możesz coś posiadać, a ktoś potężniejszy od ciebie nie może ci tego zabrać.
Pieniądz na pozwolenie
Bartlett: Leżą przed tobą dwa rodzaje pieniędzy. Są banknoty dolarowe, a mam też na stole parę bitcoinów. Co masz na myśli, mówiąc, że nie mogą ci zabrać bitcoina?
Saylor: Dobrze. To jest plik banknotów. Przechodzisz z tym przez lotnisko. Pytają, czy masz gotówkę. Jeśli masz — po prostu ją zabierają. Gotówka w formie fizycznej to problem. Więc co robisz? Wkładasz ją do banku. Ale bank to kontrahent. To bank decyduje, czy możesz je zatrzymać i czy je odzyskasz. Idziesz do banku i prosisz o zwrot. Mogą cię zapytać, dlaczego. Jeśli poprosisz o dużą sumę, składają formularz do Departamentu Skarbu. Jeśli poprosisz o zbyt dużo, zbyt szybko — ktoś zapuka do twoich drzwi.
(Informacja dodatkowa: w USA banki mają obowiązek raportowania transakcji gotówkowych powyżej 10 tys. dolarów. Analogiczne przepisy obowiązują w Polsce i całej UE w ramach regulacji AML.)
Problem z tym — to jest waluta fiducjarna — polega na tym, że posiadasz ją z łaski państwa narodowego. I nie tylko twojego państwa: praktycznie każdy kraj na Ziemi decyduje, czy będziesz mógł to wydać. A jeśli chcesz naprawdę przekazać komuś pieniądze w innym kraju, potrzebujesz zgody swojego banku, drugiego banku, banku centralnego jego kraju, banku korespondenta — może być siedem różnych banków, które muszą zdecydować, czy pieniądze dotrą stąd tam. To jest pieniądz na pozwolenie, zarządzany przez państwo.
A z bitcoinem mogę wziąć milion dolarów. Mogę go zaszyfrować w chipie w fizycznej monecie — w monecie Casascius — i to jest milion dolarów. Przesuwam ci ją po stole i to dosłownie aktywo na okaziciela. To jedna z jego manifestacji. Ale możesz też umieścić go w formie informacji. Mógłbym ci to przekazać w postaci klucza prywatnego zapisanego na kartce papieru.
Bartlett: Ciąg liter, który mógłbyś mi dać.
Saylor: Tak. Albo mogę ci wysłać wiadomość. Zwykłego SMS-a. Powodzenia w przewiezieniu miliona dolarów w złocie stąd do Londynu, jeśli ktoś nie chce, żebyś to ruszał. A milion dolarów w bitcoinie mogę przenieść gdziekolwiek w kilka sekund. Chodziło o to, że nie chcę być zmuszony zaufać Apple’owi, Google’owi, Morgan Bankowi, bankowi centralnemu ani rządowi. W skrajnym przypadku dwoje ludzi może spotkać się w Afryce — mogę wymienić z tobą trochę bitcoina za twoją ciężarówkę i nie potrzebuję zgody siedmiu banków, szesnastu rządów i trzydziestu dwóch innych biurokratów, żeby tę ciężarówkę kupić.
Siedem procent rocznie przez sto lat
Bartlett: Czego większość ludzi, przeciętna osoba, nie rozumie w naturze pieniądza leżącego w ich banku — jeśli chodzi o jego psucie albo inflację? Bo większość myśli, że jeśli mają 10 tysięcy dolarów w banku i tam je trzymają, dostając może 4% odsetek rocznie, to będzie dobrze.
Saylor: To jest jakieś 10 tysięcy dolarów. Akr ziemi nad wodą w Miami Beach kosztował około 10 tysięcy dolarów sto lat temu. Wiem to, bo mam nad wodą dom i mam akt sprzedaży. Były to dwa akry, cena — około 20 tysięcy dolarów. Cały dom kosztował 100 tysięcy, a sama ziemia jakieś 20 tysięcy. Dziś ten sam akr nad wodą to 10 milionów dolarów, może 20 milionów. Wiesz więc, co się tu stało. To ten sam dolar. Wychodzi tysiąckrotny wzrost ceny.
(Informacja dodatkowa: akr to około 0,4 hektara.)
Kiedy ziemia idzie z 10 tysięcy do 10 milionów dolarów, to znaczy, że waluta — dolar, pieniądz — traciła około 7% swojej wartości ekonomicznej rocznie przez sto lat z rzędu. Jeśli tracisz 7% rocznie, to zostajesz przepołowiony — dziesięć razy.
Czego więc większość ludzi nie wie o pieniądzu? Nie zdają sobie sprawy, że najlepsza waluta — pieniądz jako środek wymiany, jednostka rozliczeniowa i magazyn wartości — czyli dolar, najlepsza waluta XX i XXI wieku, dolar amerykański, tracił 7% wartości każdego roku przez sto lat. I to jest najlepszy możliwy wynik. Dla wszystkich innych nie jest już tak dobrze. W większości innych krajów tracą 14% wartości. I upadają w około trzydzieści lat.
Masz więc sytuację, w której przechowując bogactwo w walucie, w pieniądzu danego społeczeństwa, pytanie brzmi tylko: czy stracisz większość pieniędzy w ciągu dziesięciu lat — to są słabe waluty, na przykład w Afryce, gdzie w większości nie utrzymałbyś bogactwa nawet dziesięć lat, może pięć — czy stracisz wszystkie pieniądze w ciągu trzydziestu lat. Hiperinflacja. Zdarzyła się w Brazylii, w Argentynie, w Meksyku. To większość miejsc i to jest status quo. Przeciętna waluta fiducjarna upada, jak sądzę, po jakichś dwudziestu dziewięciu latach. A w najlepszym wariancie: jesteś obywatelem najwspanialszego kraju świata i wygrywasz wszystkie wojny — wtedy po prostu stracisz wszystkie pieniądze przy okresie połowicznego rozpadu trzydziestu pięciu lat, czyli w ciągu stu lat.
Dlaczego nie kupować domu
Bartlett: Czyli mam kupić dom?
Saylor: Dochodzimy do kolejnego ciekawego punktu: 100 tysięcy dolarów z 1926 roku dziś to nadal 100 tysięcy dolarów. A ten dom w Miami Beach — 50 do 100 milionów. Więc dom jest lepszy. I faktycznie, jeśli próbujesz zachować bogactwo, musisz nabywać rzadkie, pożądane dobra. Twój wybór jest więc taki: kupuję nieruchomość mieszkalną? Komercyjną? Prywatną firmę? Spółkę publiczną, czyli akcje? Przedmioty kolekcjonerskie?
Powiem ci, dlaczego nie powinieneś kupować domu. Bo na Florydzie jest 2-procentowy podatek od nieruchomości, co oznacza, że kupując dom, płacisz co roku 2% jego wartości. Dwa procent oznacza, że co trzydzieści sześć lat oddajesz rządowi w podatku pełny koszt domu. Niezbyt dobry magazyn wartości, bo bierzesz na siebie ogromne obciążenie podatkowe i obciążenie utrzymaniem. Ale przy tym wszystkim to i tak lepszy interes niż trzymanie gotówki w banku albo w sejfie.
(Informacja dodatkowa: w Polsce podatek od nieruchomości mieszkalnych jest naliczany od metrażu i wynosi ułamek wartości nieruchomości, nieporównywalnie mniej niż amerykańskie 2% wartości rocznie. Ten konkretny argument Saylora dotyczy realiów USA.)
Nieruchomość komercyjna wygląda trochę lepiej, bo tam możesz zrównoważyć podatek, ubezpieczenie i koszty utrzymania czynszami. W praktyce zwykle wychodzi to tak: kupujesz nieruchomość komercyjną za milion dolarów, masz szereg opłat, pobierasz czynsz, czynsz kompensuje koszty utrzymania. Na czynszu tak naprawdę nie zarabiasz, ale bazowy milion dolarów zyskuje 7% rocznie, rok po roku. Możesz więc naprawdę budować majątek na nieruchomościach komercyjnych, jeśli tylko potrafisz pokryć koszty utrzymania.
Bartlett: Większości ludzi mówi się, że sposobem na budowanie majątku po ukończeniu studiów i wejściu w świat pracy jest kupienie domu. Więc większość tak robi: dostają pracę od dziewiątej do piątej, biorą z niej pieniądze, idą po kredyt hipoteczny, kupują dom i się do niego wprowadzają. Tak nam się mniej więcej implicite mówi. Czy to dobra strategia budowania majątku, twoim zdaniem?
Saylor: Jedyny sposób, w jaki to jest dobra strategia, to kupno domu w jurysdykcji, gdzie podatki od nieruchomości są znośne — wtedy tak, możesz zbudować pewien majątek. Ale jeśli to odwrócę i skończysz z 7-procentowym kredytem hipotecznym plus ogromnymi podatkami i ogromnymi kosztami ubezpieczenia, to ta sama inwestycja działa w drugą stronę i rozgniata cię na śmierć.
Generalnie lepszym pomysłem jest nieruchomość komercyjna — jeśli faktycznie masz wyczucie biznesowe, by wejść w ten rynek, bo tam wszystkie koszty możesz przenieść na najemców. Ale te rzeczy są trudne. Biznes nieruchomościowy jest trudny. Zakładanie własnej firmy jest trudne. Inwestowanie w cudze firmy jest trudne.
Rzecz konwencjonalna, bezpieczna, to: wkładam wszystkie pieniądze w fundusz rynku pieniężnego i dostaję 3%, a po podatku mam półtora procenta. A waluta traci 7% wartości rocznie — więc po prostu tracisz pięć czy sześć procent swojego majątku każdego roku swojego życia.
Dlatego bitcoin jest czymś tak przekonującym. Dlatego ludzie, którzy w niego wierzą, są nim zafascynowani — bo przeciętna osoba nie powinna musieć być ekspertem od nieruchomości. Nie powinna musieć być ekspertem podatkowym. Nie powinna musieć być zdolna do uruchomienia własnej restauracji, baru czy piekarni. Nie powinieneś musieć być selekcjonerem akcji. Dlaczego typowa osoba nie mogłaby po prostu wziąć swoich pieniędzy, wsadzić ich w aktywo, które rośnie 15% rocznie, i przestać się tym przejmować?
Porównanie aktywów: S&P, złoto, bitcoin
Bartlett: A S&P 500? Mogliby po prostu wsadzić to na rynek akcji.
Saylor: Tak. Prawdziwym wkładem Johna Bogle’a — i przyczyną sukcesu S&P 500 — jest idea, że waluta nie jest magazynem wartości. Nieruchomości są niepłynne, straszne, trudne, nieefektywne i kosztowne w utrzymaniu. Jakie jest więc płynne aktywo kapitałowe, które mogę kupić? Okazuje się, że to na przykład SPY — czyli S&P 500 w formie ETF-u. To dało 15% w ciągu ostatnich sześciu lat, a przez sto lat może 10%, coś w tym rzędzie. Rocznie.
(Informacja dodatkowa: John Bogle założył Vanguard i spopularyzował tanie funduszy indeksowe. SPY to najstarszy ETF na indeks S&P 500.)
I jeśli dolar traci 7% wartości — mierzonej w rzadkich, pożądanych dobrach — w skali stu lat, a ty dostajesz 10%, to masz 2–3% premii za zaakceptowanie zmienności rynku akcji. Ale to nie jest zły pomysł. Jeśli chcesz konwencjonalnie najlepszego sposobu na zachowanie majątku bez brania na siebie ryzyka pojedynczej firmy czy pojedynczej nieruchomości: kupuję indeks S&P i czekam.
Bartlett: A to? To jest złoto. Dlaczego nie wsadzić wszystkich pieniędzy w złoto?
Saylor: Kupno złota nie jest złym pomysłem. Złoto rośnie 12% rocznie w ciągu ostatnich sześciu lat. Więc S&P jest na plus 15, złoto 12, NASDAQ 18, bitcoin 33.
Generalnie, jeśli patrzysz na świat i pytasz, gdzie chcesz oszczędzać — chcesz kupić aktywo kapitałowe — złoto jest zwycięzcą, S&P jest zwycięzcą, zdywersyfikowane spółki technologiczne są zwycięzcą, bitcoin jest zwycięzcą. Teraz powiesz mi: no dobrze, ale dlaczego bitcoin? Odpowiedź jest taka, że jeśli żyjesz w Turcji, w Argentynie, w Brazylii przed upadkiem waluty, w Meksyku, w Wenezueli albo w jakimkolwiek kraju Afryki — nie dostajesz złota, nie dostajesz S&P, nie dostajesz QQQ, nie możesz kupić zdywersyfikowanych nieruchomości w USA. Te opcje, które wymieniłem, to konwencjonalne aktywa kapitałowe świata zachodniego.
Wielki błąd: nie inwestuj w aktywa niekapitałowe. Nie wkładaj wszystkich pieniędzy rodziny w soję. Nie kupuj baryłek ropy. Nie kupuj bawełny. Nie inwestuj w rzeczy, których fabryka, robot albo AI mogą wyprodukować w nieskończonej ilości. Kupujesz rzeczy, których roboty, AI i wielkie fabryki nie mogą wypompować milionami galonów. Czyli co to jest? To może uncja złota. To udział w pięciuset najbardziej pożądanych spółkach świata. To jeden z 21 milionów bitcoinów. Wszystko to są rzeczy, których roboty nie stworzą w nieskończonej ilości. To są aktywa kapitałowe.
Które aktywo kapitałowe — to funkcja tego, gdzie mieszkasz i jaki masz sposób myślenia. Jeśli żyjesz w strefie wojennej, moja rada to bitcoin, bo tego złota nie przeniesiesz przez punkt kontrolny. Jeśli musisz przejść przez lotnisko, chcesz mieć coś, co możesz zatrzymać i wziąć ze sobą.
Roboty, AI i epoka obfitości
Bartlett: Mówiłeś o robotach. Kiedy mówimy „roboty”, myślę, że mamy na myśli i eksplozję robotyki, i sztuczną inteligencję, która nada im bardzo wysoką inteligencję. Jak to zmieniło twoją tezę i sposób patrzenia w przyszłość? Bo dla nas wszystkich jest chyba głębokim zaskoczeniem, że AI przyspiesza w takim tempie.
Saylor: Technologia zawodzi, dopóki nie odniesie sukcesu. Kiedy byłem na MIT, ludzie próbowali sprawić, by rozpoznawanie mowy działało. Zwyczajnie nie działało. Przez tysiąc lat ludzie chcieli latać i nie wychodziło. W 1902 roku „New York Times” oświadczył, że każdy uczony naukowiec wie, że nigdy nie będziemy w stanie latać. A w 1903 roku lecimy. W 2023 roku AI zaczęło działać.
Widać, co się dzieje. Dokonaliśmy cyfrowej transformacji inteligencji, samochody będą się prowadzić same. Jest całkiem jasne, że wszystko, co wymaga masowej pracy ludzkiej — prawnictwo, pisanie umowy, komponowanie wiersza, scenariusza czy książki. Chcesz książkę? Powiedz AI, jakiej książki chcesz. Oto moje dziesięć punktów. Chcę, żeby to się działo w Londynie, chcę tych bohaterów, możesz to zrobić w ten sposób, dodaj więcej przemocy.
Wolter był imponujący, bo stworzył tyle literatury, a kiedy to robił, wychodziło to z umysłu jednego człowieka — i to było zdumiewające. I myślę, że zawsze będziemy podziwiać tych, którzy zrobili coś pierwsi. Ale AI będą myślały za nas. Wsadź AI do robota — nie jesteśmy tak daleko. Kiedy siedzę i rozmawiam ze swoim asystentem głosowym, czy to jest Chat, czy Grok, ona wie wszystko i coraz bardziej mądrzeje. Każdy tydzień mądrzeje. I co się stanie, kiedy wejdą do robotów? Możesz sobie wyobrazić miliard robotów, może będziemy płacić 200 dolarów miesięcznie za robota i robot będzie robił po prostu wszystko. Pytanie: chcesz, żeby ktoś robił wszystko — gotował, sprzątał, wynosił śmieci? Chciałbyś samochód autonomiczny? Oczywiście, że tak.
Jesteśmy na progu tych doskonałych produktów. Dojdziemy do momentu, w którym powiemy: naprawdę mieliście piekarnik, który przypalał rzeczy? Co? To było głupie. Był zbyt głupi, żeby wiedzieć, że przypali. Dlaczego po prostu nie wsadziliście inteligencji w urządzenie? Dlaczego w tym momencie, kiedy to eksponencjalnie tanieje, mielibyście kiedykolwiek mieć nieinteligentne urządzenie? Zdarzały nam się wypadki drogowe. Wielkie odwrócenie nastąpi, kiedy ludzie zrozumieją, że samochody autonomiczne są bezpieczniejsze niż prowadzone przez człowieka. Popełnialiście błędy.
Ironia polega oczywiście na tym, że dziś, gdy wysyłasz komuś wiadomość i chcesz dowieść, że pochodzi od ciebie, musisz w niej robić błędy. Jeśli są błędy, wierzę, że napisałeś ją sam. AI potrafi napisać tekst tak, jakby miało doktorat z anglistyki i dwadzieścia lat doświadczenia jako redaktor. Dochodzimy więc do punktu, w którym brak skuteczności to po prostu lenistwo. Jeśli napisałeś coś, co nie jest doskonałe, to dlatego, że jesteś leniwy, nie dlatego, że nie jesteś doskonały. AI tworzy doskonałe dokumenty. Robi doskonały research. Roboty wykonają dowolną ilość pracy. I myślę, że Elon ma rację, mówiąc, że zaraz potkniemy się o epokę obfitości.
Bartlett: Wierzysz, że to prawda? I co to mówi o bitcoinie? Bo patrzę na kilka cytatów Elona o epoce obfitości. Mówi: w przyszłości, gdzie każdy może mieć wszystko, nie potrzebujesz już pieniądza jako bazy danych do alokacji pracy. Jeśli AI i robotyka są wystarczająco potężne, by zaspokoić wszystkie ludzkie potrzeby, to znaczenie pieniądza gwałtownie spada. Nie jestem pewien, czy będziemy go mieli. Jeśli jesteś na bezludnej wyspie z bilionem dolarów, będzie to bezcelowe, bo nie ma pracy do alokowania. W łagodnym scenariuszu będziemy mieli powszechny wysoki dochód, nie tylko powszechny dochód podstawowy — czyli każdy może mieć dowolne produkty i usługi, jakich chce. Powszechny wysoki dochód w formie czeków wypłacanych przez rządy federalne to najlepszy sposób radzenia się z bezrobociem wywołanym przez AI i robotykę, bo AI i robotyka wyprodukują dobra i usługi w ilości daleko przewyższającej wzrost podaży pieniądza. Nie będzie więc inflacji. Praca stanie się opcjonalna. Trochę jak uprawianie sportu albo gra w gry. Możesz iść do sklepu i kupić warzywa albo iść i wyhodować je na podwórku, bo lubisz hodować. Tak będzie wyglądać praca. AI i robotyka wytworzą tyle rzeczy i dostarczą tyle usług, że skończą im się zajęcia dla ludzi. Pieniądz to fundamentalnie informacja. Prawdziwymi ograniczeniami przyszłości nie będą finanse. Będzie energia i masa.
Saylor: Ma połowicznie rację. Zgadzam się z częścią tego, co mówi: dobra konsumpcyjne, konsumpcyjne dobra użytkowe staną się obfite. Ale zawsze będą istniały rzadkie, pożądane dobra, które obfite nie będą. I myślę, że przesadza. Pieniądz nadal będzie wartościowy. Bogactwo nadal będzie wartościowe.
Podam przykład. Henryk VIII nie miał czystej wody. Nie miał ogrzewania. Nie miał chłodzenia. Tych rzeczy król Anglii nie miał, a technologia dała je wszystkie klasie średniej. Jeśli żyjesz dziś w klasie średniej, możesz sobie usunąć wyrostek. Henryk VIII nie miał koron dentystycznych, nie miał prześwietleń. A ty dostajesz nowoczesną opiekę medyczną. Śmiertelność noworodków spadła, życie jest bezpieczniejsze, czysta woda, czyste powietrze, czyste jedzenie — technologia nam to dała. Wytłaczamy nieskończoną Coca-Colę, nieskończone batony Hershey’s, lody, bieżącą wodę, elektryczność. Wszystko to zostało dane klasie średniej i klasie pracującej w krajach rozwiniętych. Nie wszędzie, ale powiedzmy w świecie rozwiniętym.
Ale nie każdy dostaje dom w Hamptons. Nie każdy dostaje prywatny odrzutowiec. Nie dostaje własnego jachtu. Co się więc stało z eksplozją zamożności? Masowe użytkowe uprawnienia. Dużo samochodów — dobra, każdy dostaje samochód, ale ilu ludzi dostaje porsche? Z ludzkością dzieje się tak, że zawsze wynajdujemy samochód luksusowy. Wymyślamy aktywo trofeum. Ale większość ludzi tego naprawdę nie chce. Chcą móc wyżywić rodzinę i nie martwić się o rachunki.
Bartlett: Twierdzisz więc, że tym ludziom będzie dobrze? Nie będą musieli się martwić?
Saylor: Twierdzę, że jeśli twoją aspiracją jest dobre życie, jeśli chcesz nieskończonej żywności, nieskończonej energii, nieskończonej edukacji, nieskończonej rozrywki — prawdopodobnie to dostaniesz. Chodzi mi o to, że teoretycznie — dlaczego pieniądz ma dziś znaczenie? Bo każdy ma elektryczność i wodę, więc ludzie chcą kupować coś więcej niż wodę. Woda jest, nawiasem mówiąc, napojem proletariackim.
Bartlett: Co to znaczy?
Saylor: To znaczy, że jeśli idziesz do restauracji i nie możesz sobie pozwolić na nic innego, prosisz o szklankę wody. A jeśli masz trochę więcej pieniędzy, bierzesz sobie Coca-Colę albo napój gazowany za pięć dolarów. Jeśli masz więcej — kupujesz sobie wódkę. A kiedy masz jeszcze więcej, chcesz kupić specjalistyczną tequilę z najwyższej półki. I w końcu ludzie znajdują sposób, żeby wydać 38 dolarów na drinka. W Nowym Jorku widać to na każdym kroku.
Dlaczego chodzimy do restauracji i płacimy 300 dolarów za posiłek, kiedy można się wyżywić za trzy dolary dziennie? Odpowiedź: zawsze będzie istniała hierarchia zamożności i ludzie zawsze znajdą rzeczy, do których będą aspirować, wykraczające poza użytkowe minimum, które dostaje każdy. Jeśli dam ci powszechną opiekę zdrowotną, ludzie zechcą prywatnej. Jeśli dam każdemu dom, ktoś zechce domu dwa razy większego. Każdy zawsze będzie miał powód, żeby chcieć czegoś więcej.
Bartlett: Bo jesteśmy zwierzętami zorientowanymi na status.
Saylor: To cyniczny sposób patrzenia. Ale inny jest taki: chciałem siedzieć na szczycie góry i jeździć na nartach — ale nie na tym szczycie, bo tam śnieg jest tego tygodnia niedobry.
Bartlett: A na tym jest za dużo ludzi.
Saylor: Tak. I tam jest tłok. Zawsze będzie jakaś ekskluzywność. Zawsze będzie jakieś poszukiwanie. Więc nie sądzę, żeby pieniądz miał zniknąć. Wydaje mi się dość oczywiste, że jak się rozejrzysz, ludzie nadal potrzebują pieniędzy. Prawdą jest, że podstawowe potrzeby — podstawowy transport, podstawowa energia, podstawowa opieka zdrowotna — wszystko to da się produkować masowo i będzie stopniowo taniało. Nazwiemy je dobrami konsumpcyjnymi.
Praca, dyslokacja i wolny rynek
Bartlett: Jeśli praca umysłowa faktycznie zostanie przejęta przez roboty i AI, niektórzy mówią, że powstaną nowe miejsca pracy i wszystko będzie dobrze. Ale nie jest dla mnie jasne, czy powstanie ich dość szybko, by zaspokoić potrzebę ludzi, by mieć jakieś zajęcie zawodowe.
Saylor: Kiedyś każdy był farmerem. A potem nagle w Ameryce mamy nowe zawody: księgowi, prawnicy, producenci filmowi. Ty jesteś podcasterem. Twój zawód nie istniał dwadzieścia lat temu — nie istniał opis stanowiska, nie istniał biznes. Są ludzie, którzy zarabiają na życie nakładaniem makijażu i ubrań i publikowaniem na Instagramie, a to nie był zawód trzydzieści lat temu. Powstanie więc wiele nowych zawodów. Będzie dyslokacja. Będą niepokoje polityczne.
Co ja myślę? Myślę, że to najlepszy argument za sprzyjaniem wolnemu rynkowi i pozwalaniem, by nieuregulowane biznesy prosperowały. Bo jeśli masz społeczeństwo progresywne — a Stany Zjednoczone są, nawiasem mówiąc, dość progresywne…
Bartlett: Zdefiniuj „progresywne” w tym kontekście.
Saylor: Wolno ci założyć firmę. Wolno ci sprzedać produkt. Tworzenie nie jest nielegalne. Nie możesz robić tego, co robisz, na Kubie. W Korei Północnej nie mógłbyś tego zrobić.
Bartlett: Czytałem wczoraj coś szalonego o autonomicznych samochodach. Podobno prawnicy próbują blokować pojazdy elektryczne, bo ci konkretni prawnicy dużo zarabiają na procesach o wypadki drogowe.
Saylor: No bo nie chcielibyśmy, żeby ludzie przestali się rozbijać.
Bartlett: No właśnie.
Saylor: Chodzi o to, że istnieją wszelkiego rodzaju prawa i ograniczenia handlu — na przykład nie możesz mieć Airbnb — stojące na drodze nowoczesnej technologii. Jeśli masz nowoczesną technologię i tworzy ona dyslokację, a twoim celem jest przyjąć tę technologię, stworzyć maksymalną produktywność, a potem zminimalizować zakłócenie i podrażnienie, to im więcej stopni swobody oferujesz, tym mniej będzie bólu. Bo w bardziej wolnym społeczeństwie pojawi się dziesięć tysięcy nowych rodzajów biznesów albo sto tysięcy nowych możliwości biznesowych, których nikt nie skonceptualizował. Będą groźne dla status quo, ale będą racjonalne i będą tworzyć wartość. A potem stworzą zatrudnienie i zbudują majątek dla wszystkich ludzi wypchniętych przez technologię.
Jak AI dało 15 miliardów dolarów
Bartlett: Mówiłeś wcześniej, że można poprosić AI o napisanie książki. Myślałem o tym, gdy to mówiłeś — ciekawe jest to, że ja teraz pytam moje AI, jaką książkę powinienem przeczytać, i żeby mi tę książkę zrobiło, zamiast być wobec niego preskryptywnym. Bo ma ogromną pamięć o mnie. Wie, z czym się borykam, wie, jakie biznesy buduję, jakie mam problemy. Więc pytam po prostu: jakie pytanie powinienem ci zadać? Którą książkę powinienem przeczytać? A potem: możesz mi tę książkę zrobić? Zrób ją na dwadzieścia stron, lubię ten konkretny styl, bo to mój ulubiony autor, a potem chcę to pobrać jako MP3 i słuchać w drodze do pracy. Mam czterdzieści trzy minuty.
Saylor: Używasz tego jako przykładu, ale ostatecznie musisz zarządzać przestrzenią stanów. Każdy może powiedzieć: „jakie pytanie powinienem zadać”. Ale prawdziwa kwestia to: jakie są ograniczenia wejściowe? Jeśli jesteś piekarzem w Lagos w Nigerii, obowiązuje pewien zestaw warunków, inny niż gdybyś był strażakiem w Los Angeles. Jaka jest więc przestrzeń stanów, którą przeszukujesz, żeby stworzyć wkład?
Podam przykład. Użyłem AI. Użyłem AI, żeby zarobić 15 miliardów dolarów w zeszłym roku.
Bartlett: To prawdziwa historia?
Saylor: To prawda. I użyłem AI, żeby zarobić 15 miliardów w sposób, o jakim nikt by nie pomyślał, że można zarobić 15 miliardów.
Wróćmy do mnie w 2025 roku. Mamy firmę z miliardami dolarów w bitcoinie — 30 miliardami dolarów w bitcoinie. Chcemy pozyskać kapitał, żeby kupić więcej bitcoina. Wymaksowaliśmy rynki akcyjne. Zostaliśmy największym emitentem obligacji zamiennych na świecie i wymaksowaliśmy rynek obligacji zamiennych. To była nasza podróż w pierwszych pięciu latach z bitcoinem.
Bartlett: Upraszczając to dla Jenny i Dave’a: pożyczyłeś tyle pieniędzy, ile mogłeś, tradycyjnymi metodami. Żeby kupić bitcoina.
Saylor: Tak. Na początku 2025 roku wyemitowaliśmy tyle obligacji zamiennych, ile się dało. Byliśmy największym emitentem na świecie i to się nie skalowało. Potrzebowaliśmy więc wynaleźć nowy typ papieru wartościowego, nowy typ instrumentu kredytowego, którym mogliśmy pożyczać pieniądze na zakup kolejnego bitcoina.
Poszliśmy więc do AI. Poszedłem do AI i zacząłem badać, jak zaprojektować akcję uprzywilejowaną. Powiedziałem: chcę stworzyć papier, który nie jest akcją zwykłą, ale nie chcę też, żeby był obligacją. Chcę jakiejś hybrydy pośrodku. Akcja uprzywilejowana — dla laika — to po prostu papier, który może być czymkolwiek. Możesz mu nadać dowolne warunki. Mogę ci sprzedać akcję uprzywilejowaną i dać prawo odsprzedania jej mnie po dwunastu miesiącach, i wtedy wygląda jak dług. Mogę dać ci gwarantowany kupon. Mogę dać prawa konwersji i sprawić, żeby wyglądała jak kapitał.
Użyliśmy więc AI do zaprojektowania zamiennej akcji uprzywilejowanej o nazwie STRK. Kiedy to zrobiliśmy, nikt nigdy wcześniej nie stworzył akcji uprzywilejowanej opartej na bitcoinie, a my nigdy takiej nie emitowaliśmy. Było to więc połączenie inżynierii finansowej, inżynierii aktywów cyfrowych, pracy prawnej i prawa papierów wartościowych. Zbudowaliśmy to — a kiedy zapytaliśmy prawników i bankierów, powiedzieli: „no, nikt nigdy tego nie robił”. Ich odpowiedź brzmi zawsze: nikt nigdy tego nie robił, ludzie tego nie robią, więc uważamy, że pan nie powinien. A my na to: wszystko inne, co ludzie robili, już wymaksowaliśmy. Jesteśmy więc w punkcie, w którym nasz wzrost się zatrzyma, jeśli nie znajdziemy wyjścia z pudełka. Będziemy więc musieli zrobić coś, czego nikt nigdy nie zrobił, używając nowej technologii. Używamy cyfrowego kapitału, cyfrowej inteligencji i cyfrowej spółki skarbowej. Trzy nowe formy czegoś, żeby stworzyć wartość.
A po zrobieniu tych trzech rzeczy zdecydowaliśmy, że chcemy stworzyć instrument kredytowy o krótkim duration, który będzie się handlował stabilnie w okolicach 100 dolarów, w okolicach ceny nominalnej. Próbowaliśmy wymyślić, jak sprawić, by akcja uprzywilejowana handlowała się na stabilnym poziomie. Technicznie nazwałbyś to krótkim duration kredytowym, ale my próbowaliśmy stworzyć coś w rodzaju instrumentu rynku pieniężnego, gdzie ludzie mogą kupić po 100, sprzedać po 100, pobierać rentowność i nie martwić się o wahania w górę i w dół ani o wrażliwość na stopy procentowe.
Ale jeśli to robisz, to żeby cena była stabilna, musisz zmieniać stopę dywidendy. Stworzyliśmy więc instrument, w którym mogliśmy zmieniać stopę dywidendy co miesiąc. Czy ktokolwiek to kiedyś zrobił? Nie. W historii świata nikt nigdy nie stworzył akcji uprzywilejowanej ze zmienną stopą dywidendy. Czy to nielegalne? Nie. Dlaczego nikt tego nie zrobił? Nikt nigdy nie miał powodu. Nie pomyśleli o tym. Prawnicy, bankierzy, konwencjonalni inwestorzy mówią: „no, nigdy nie widzieliśmy, żeby to robiono, nie jesteśmy pewni, czy można”. Idziemy do AI. Pytamy: możemy to zrobić? A oni: oczywiście, że możecie, wystarczy zrobić to, to, to i to. No dobrze, ale oni mówią, że im się to nie podoba. To zrobimy tak, tak i tak.
Bartlett: Które AI?
Saylor: ChatGPT, OpenAI.
Bartlett: Czyli ChatGPT zarobił dla was 15 miliardów dolarów.
Saylor: Tak. Bo w skrócie: wprowadziliśmy ten instrument na rynek. Stał się IPO na 2,5 miliarda dolarów, największym IPO roku do tamtej pory. Potem założyliśmy na niego rejestrację półkową i sprzedaliśmy jeszcze 8 miliardów. Sprzedaliśmy więc 10,5 miliarda tego instrumentu plus 4 miliardy innych instrumentów. Zasadniczo sprzedaliśmy 15 miliardów dolarów kredytu, co w pewnym sensie odpowiada zarobieniu przez firmę około 15 miliardów.
(Informacja dodatkowa: rejestracja półkowa — shelf registration — to zgoda regulatora na emisję papierów partiami w dowolnym momencie w przyszłości, bez powtarzania całej procedury.)
Arbitraż inteligencji
Bartlett: Zastanawiam się, co to znaczy generalnie dla przeciętnego słuchacza. Bo wszyscy szukają pomysłów na biznes i nowych idei. A ty mówisz mi, że można teraz użyć AI do wymyślania nowatorskich pomysłów biznesowych i rozwiązań poza schematem, które wygenerują wartość dla ludzi. To niemal jak słyszeć, że istnieje okazja arbitrażowa w tej inteligencji. Czytałem niedawno, że tylko 2% gospodarstw domowych ma subskrypcję ChatuGPT czy innego AI. Sądzisz, że jest tam arbitraż dla ludzi, którzy pójdą teraz do AI i będą z niego budować pomysły biznesowe?
Saylor: Jeśli jesteś przedsiębiorcą, jeśli aspirujesz do stworzenia biznesu albo czegoś wartościowego, to bezmyślnie oczywiste jest, że powinieneś wybrać jedno albo więcej z tych AI, a może warto stać się biegłym w używaniu kilku. To po prostu różne narzędzia. To trochę jak powiedzieć, że musisz się nauczyć obsługi komputera i musisz się nauczyć czytać — czytanie, pisanie, arytmetyka, podstawy. A kiedy to zrobisz, musisz mieć jakąś ekspertyzę domenową w czymś.
Pytanie: co zamierzasz zrobić? Albo chcesz stworzyć nowy produkt, albo nową usługę, albo radykalnie przekształcić istniejący produkt czy usługę przy pomocy AI, żeby był o wiele tańszy i lepszy. Ale ja bym próbował stworzyć coś magicznego. Na przykład: czy możesz stworzyć coś, co robi księgowość wszystkim, co wykonuje pracę miliona księgowych, i sprzedać to za dziesięć dolarów miesięcznie?
Czego się uczyć: krzywa S
Bartlett: Gdybyś miał teraz osiemnaście lat — albo gdyby twoje dzieci przyszły i zapytały: tato, co mam studiować na uniwersytecie, a czego nie studiować? Czy twoja odpowiedź byłaby teraz inna, gdy stoimy w przedgórzu tej nowej technologii?
Saylor: Chcesz studiować nową rzecz. Chcesz się uczyć nowej rzeczy. Jeśli spojrzysz na historię nauki, prawdziwe pytanie brzmi: co jest na krzywej S?
Cała teoria krzywej S jest taka: przez tysiąc lat próbujemy latać i nieskończona energia nie daje żadnego postępu. Nie da się latać. A potem w 1903 nagle da się jakoś latać. I w ciągu sześćdziesięciu sześciu lat przechodzimy od latania z prędkością 30 km/h do 500 km/h. Najpierw myśliwiec, potem samolot pasażerski. Potem mamy rakiety bezzałogowe, potem załogowe, potem takie, które wchodzą na orbitę, a potem takie, które lecą na Księżyc. To przykład krzywej S.
Ale potem, wiesz, co się stało w połowie lat siedemdziesiątych — zaprojektowaliśmy 737 i 747 i uderzyliśmy w ścianę. 737 nadal jest podstawowym samolotem na kolejne pięćdziesiąt lat. A jeśli spojrzysz na efektywność samolotu od 1975 do 2025 roku, przez pięćdziesiąt lat, nowoczesne samoloty są o 15% bardziej efektywne. Dostałeś więc malejące zwroty. Kiedy jesteś na krzywej S, rzeczy podwajają się co trzy lata — podwajasz, podwajasz, podwajasz, masz wzrost eksponencjalny. A potem uderzasz w malejące zwroty, potem stagnujesz, potem się zatrzymujesz — i rzeczy już się po prostu nie poprawiają.
Kiedy byłem na MIT, wszyscy garnęli się do elektrotechniki i informatyki, bo to była modna rzecz. Błąd, który popełniasz, idąc do szkoły, polega na tym, że trafiasz na koniec krzywej S. Zaczynasz studiować coś, co osiągnęło malejące zwroty. A kiedy raz uderzysz w te malejące zwroty, żaden istotny postęp może nie nastąpić przez sto lat. Może się okazać, że po prostu nie można się przebić. Technologia napędu jest czynnikiem ograniczającym. Dlaczego nie mamy samolotów, które lecą ponaddźwiękowo na tak niewielkim baku paliwa? Albo napędów fuzyjnych? Bo nie mamy.
Z drugiej strony półprzewodniki zaczęły eksplodować i technologia półprzewodnikowa nadal się rozwija. Jeszcze nie uderzyliśmy w ten limit. I dlatego przez ostatnie pięćdziesiąt lat dokonano tak głębokich przełomów w informatyce.
Bartlett: A to chyba uderzyło w krzywą S, prawda? Jako formfaktor — mój iPhone. Od iPhone’a 6 nie stał się właściwie cieńszy ani lepszy, bateria nie zrobiła skoku. Więc szukamy teraz innego formfaktora do interfejsu z komputerami.
Saylor: Tak. iPhone 1 nie miał kopiuj-wklej. Nie dostaliśmy kopiuj-wklej aż do wersji trzeciej. Nastąpiła więc szybka poprawa od wersji jeden do sześć albo jeden do siedem. I w tym punkcie zaczynasz uderzać w malejące zwroty. Gdybyś zrobił jakąś funkcję użyteczności i ocenił ją w skali od 1 do 100, poszedłbyś szybko z pięciu do siedemdziesięciu, potem z siedemdziesięciu do dziewięćdziesięciu przez kilka kolejnych iteracji, a potem masz 91, 92 — uderzasz w ten limit. I teraz, jeśli zakładasz firmę, nie tworzysz kolejnego iPhone’a.
Prawdziwe pytanie brzmi teraz: czy mogę stworzyć inteligentne okulary, które są jak moje przeciwsłoneczne Maui Jim? Zakładam je, nic nie ważą, mają kamerę, widzą to, co ja widzę, słyszą to, co ja słyszę, wiedzą, gdzie jestem — i wtyka to w AI. I wtedy mogę po prostu powiedzieć: hej, Eve, co to jest? Gdzie jestem? Powiedz mi o tym. Dlaczego mam jeszcze cokolwiek wpisywać?
Bartlett: Kiedy spotkałem Marka Zuckerberga, pokazał mi urządzenie, które jest w drodze od Mety. To nie tajemnica, bo wiem, że mówili o tym publicznie. To była zwykła opaska na przegub bez ekranu, ale połączona z okularami. A w okularach, kiedy się rozglądałem, widziałem wszystkie swoje ekrany. I dzięki tej opasce, gdy tylko kliknąłem, klikało wszystko. Siedziałem więc z tą małą opaską — a opaska była jak cienka bransoletka z bawełny — i rozglądając się, mogłem klikać wszystko, otwierać rzeczy, dzwonić do ludzi, wchodzić na YouTube. A to wszystko było tu, w moim widzeniu obwodowym. Wyobraź to sobie na krzywej S. W pewnym momencie będzie to coś w rodzaju szkła kontaktowego.
Saylor: Nawiasem mówiąc, dlatego powinieneś studiować fantastykę. Bo w światach magii oni to mają. Zakładam mój talizman, mam naszyjnik. Czym się różni? A, czyni mnie wszechwiedzącym, wszechmocnym, nieśmiertelnym, niezniszczalnym, żyję na wieki. No dobrze, a co musisz zrobić, żeby produkt działał? Nic. Noszę opaskę, idę, każde drzwi się przede mną otwierają i rzeczy się dzieją.
I tu Elon ma rację: numerem jeden wśród błędów inżynierskich jest to, że inżynierowie chcą optymalizować część, która nie powinna istnieć. Spraw, żeby części zniknęły. Zaczynamy od tematu, co studiować — studiuj technologie, które pozwalają ci tworzyć magiczne rzeczy, jakich twoi rodzice nigdy nie mogli. Jeśli twoi rodzice powiedzieliby „to magia”, jesteś na dobrej drodze. Co jest lepsze od opaski? Wszczepiasz sobie jedną pastylkę.
Bartlett: Neuralink?
Saylor: Tak, może Neuralink. Może to jest tak, że przy narodzinach dostajesz mały implant i teraz mogę rozmawiać z AI w cyberprzestrzeni na wieki.
Bartlett: Ale czy powinieneś to studiować, jeśli to prawdopodobnie sztuczna inteligencja i roboty będą tymi, którzy tę technologię stworzą — skoro mają doktoraty ze wszystkiego i to przyspiesza?
Saylor: No dobrze, wracamy do pytania, co studiować. Powinieneś studiować cyfrową inteligencję albo aktywa cyfrowe. Jeśli umiesz generować białka, jakiekolwiek formy życia, enzymy, białka i tym podobne — może to jest ciekawe. Ale jeśli chodzi o AI: nie chcesz się uczyć robienia rzeczy, które AI potrafi. Chcesz się nauczyć, jak poprosić AI o zrobienie czegoś, czego nigdy dotąd nie zrobiono. Gdybym miał wrócić do szkoły, 95% tego, czego się uczyłem, prawdopodobnie bym nie studiował.
Bartlett: A chirurg? Chciałbyś być chirurgiem?
Saylor: Nie.
Bartlett: Prawnikiem?
Saylor: Nie.
Bartlett: Księgowym?
Saylor: Nie.
Bartlett: Kierowcą?
Saylor: Nie. W pewnym momencie musisz zadać — właściwie nie odpowiadam jeszcze na pytanie — ale musisz zadać jakiekolwiek pytanie marginalne, na które cywilizacja jeszcze nie odpowiedziała. Może zajmę takie stanowisko: sposób, w jaki tworzysz wartość w świecie, polega na tym, że wnosisz do niego coś, czego wcześniej tu nie było.
Co robić w obliczu przejścia do robotów
Bartlett: Poza samym kupowaniem bitcoina — czy są jakieś konkretne kroki, które klasa pracująca powinna teraz podjąć, żeby przygotować się na to robotyczne przejście, o którym mówisz?
Saylor: Konkretnym krokiem jest uczyć się. Rozumieć cyfrowość. Na przykład: ile treści jest teraz dostępnych na YouTubie?
Bartlett: Nieskończenie dużo.
Saylor: Co możesz dostać za darmo na YouTubie i co możesz stworzyć wartościowego? Jeśli jesteś w biznesie tworzenia treści, moja rada byłaby taka: badaj kanały cyfrowe. To jak pytanie: mam iść zostać aktorem teatralnym na Broadwayu? To rzecz o wiele mniejsza. MrBeast może zdobyć 100 milionów subskrybentów. Ty możesz zdobyć 20 milionów. Nie zdobędziesz 20 milionów subskrybentów, jeśli będziesz robił to, co robili rodzice twoich rodziców. Myślę więc, że warto patrzeć na platformy cyfrowe. Jest komunikacja cyfrowa jak X czy Instagram. Jest YouTube i podobne. Ale jest też cyfrowa inteligencja.
Bartlett: Poddajmy ten pierwszy punkt próbie wytrzymałości. Wielu twórców treści myśli teraz — z powodu tych modeli granicznych, które produkują wideo, treści, obrazy — że dzieciak w Mumbaju albo na Manhattanie, gdzie teraz jesteśmy, może ustawić agenta, kiedy śpi, i powiedzieć: opublikuj sto filmów, gdy śpię, na każdej platformie. Właściwie zrobię pięć agentów i każdemu każę opublikować po sto filmów. Będziemy więc mieli — w kategoriach podaży i popytu — szok podażowy. Nadciąga tsunami szlamu. A jeśli spojrzysz na popyt na uwagę w sieci, jest on prawdopodobnie stały. „Financial Times” opublikował raport, że młodzi ludzie zaczynają wręcz spędzać online mniej czasu. Trochę starsze generacje startują z niższej bazy — nadal rosną, ale z niższej bazy. Masz więc tsunami szlamu w podaży i stały popyt.
Nawet ten biznes czuje się trochę niepewnie. Właściwie wielu głównych podcasterów jest w dół na YouTubie. Jeśli patrzę na tych, których uznałbym za pierwszą piątkę podcasterów w mojej niszy, każdy z nich jest w dół o co najmniej 50% w ciągu ostatnich dwunastu, dwudziestu czterech miesięcy.
Saylor: Rozwiązaniem z pewnością nie jest nie zwracać uwagi. Jeśli jesteś teraz w biznesie tworzenia treści, zadałbyś pytanie: czy mogę wzmocnić treść przy pomocy AI albo czy mogę ją lepiej sprzedawać i dystrybuować przy pomocy AI?
Bartlett: Co jest fosą?
Saylor: Fosą będą najbardziej utalentowane treści — osoba tworząca najlepsze rzeczy, które wszyscy chcą zobaczyć. Powstają filmy typu: oto przejście przez XVI-wieczny okręt wojenny. Nie wiem, czy widziałeś — facet konstruuje cały okręt od stępki, tworzy wręgi, pokazuje dolny pokład i balast, prowadzi cię przez każdy krok. To trójwymiarowa animacja, trwa około godziny i jest absolutnie porywająca. Nie mam żadnego powodu, by interesować się XVI-wiecznymi okrętami, ale nie mogę oderwać oczu, bo to po prostu fascynujące — patrzeć, jak on wszystko wyjaśnia.
Bartlett: Mówisz, że fosą wciąż jest kreatywność? Albo zrozumienie tego, czego ludzie chcą, i dostarczenie tego — co, jak sądzę, też jest kreatywnością.
Magiczna okazja i moment na krzywej S
Saylor: Weźmy przykład Led Zeppelin. To, co widzisz w historii ludzkości, jest takie: w ciągu dziesięciu lat od pojawienia się nowej platformy technologicznej znajduje się kilku geniuszy, popychają ją do granicy i robią 95% wszystkiego, co da się zrobić — i wszystko to dzieje się w ciągu dziesięciu lat, a oni żyją wiecznie.
Dlaczego nikt przed Beethovenem nie robił rzeczy z fortepianem? Pojawia się fortepian, jakiś geniusz robi z nim rzeczy. I między Beethovenem, Chopinem i kilkoma innymi — nie jest dla mnie jasne, czy gdyby ludzie próbowali jeszcze dziesięć tysięcy lat, zrobiliby dużo lepiej. Z Led Zeppelin: miałeś gitary elektryczne, miałeś wzmacnianie i wszystko jakoś kliknęło pod koniec lat sześćdziesiątych. Brzmienie z początku lat sześćdziesiątych nie było jeszcze do końca gotowe, a do 1971–72 dało się robić niesamowite rzeczy. Jeśli pomyślisz o całym klasycznym rocku między 1970 a 1980, masz ludzką kreatywność popychającą granicę w tak wielu kierunkach. A potem uderzasz w malejące zwroty.
I wtedy pojawia się sampling. I dostajesz Swedish House Mafia i Aviciiego, i to jest nowa technologia. I oni popychają ją do skrajności. A potem pojawia się YouTube i Justin Bieber wyskakuje z nicości, i MrBeast wyskakuje z nicości, i oni popychają to do skrajności. W każdej generacji widać to samo: daję ci nową rzecz — fortepian, gitarę elektryczną albo internet. Pomyśl o Facebooku i Marku Zuckerbergu i o tym, co zrobił dokładnie w momencie, kiedy dało się to zrobić z siecią. A potem pomyśl o wczesnych aplikacjach mobilnych, WhatsAppie i podobnych.
Jeśli chcesz tworzyć te niesamowite sukcesy, chcesz namierzyć magiczną okazję dokładnie w tym punkcie krzywej S, w którym właśnie stało się to komercyjnie wykonalne. To moment przejścia od zera do jedynki i chcesz tam być. Chcesz być pierwszą osobą, która zastosuje tę technologię do nowej idei.
Co zrobiła nasza firma, żeby przejść z niczego do 60 miliardów dolarów — albo z jednego miliarda do sześćdziesięciu? Byliśmy pierwszą firmą, która wzięła cyfrowy kapitał, czyli bitcoina, i połączyła go z cyfrowym kredytem i cyfrowym modelem skarbowym. Stworzyliśmy instrument kredytowy, papier wartościowy, jakiego nie dało się stworzyć wcześniej. Dziesięć lat temu nie dałoby się go zrobić. Nie dałoby się go zbudować na czymkolwiek innym niż bitcoin. Musieliśmy dojść do punktu, w którym mieliśmy 10 albo 20 miliardów dolarów kapitału, i wtedy mogliśmy stworzyć tę wielomiliardową rzecz — i to rezonuje. A to okno ma jakieś 12 do 24 miesięcy. Przechodzisz przez nie i tworzysz coś, co może być rzeczą wartą sto miliardów. Bo gdybyś przeszedł trzydzieści sześć miesięcy za wcześnie, rozwaliłbyś się o ścianę i poniósł porażkę. A dziś nasza firma jest dwadzieścia razy większa niż następna, pięćdziesiąt razy większa niż firma robiąca coś podobnego.
Czy to zaplanowaliśmy? Wcale nie. Znaleźliśmy jakąś nadzwyczajnie fajną rzecz. Zobowiązaliśmy się do niej całym serceni duszą i oświadczyliśmy, że zmusimy ją do działania, choćby piekło zamarzło. I dostaliśmy sto razy w twarz. I za każdym razem, gdy natknęliśmy się na problem, zatrzymywaliśmy się, rekalibrowaliśmy, szliśmy w innym kierunku.
Proces tworzenia czegoś pięknego — a piękna rzecz to na przykład to, że każdy chce mieć konto bankowe płacące 10%. Jeśli więc potrafisz wymyślić, jak dać ludziom tę rzecz, której chcą, przy pomocy nowej technologii, która była niemożliwa i nie istniała pięć czy trzy lata wcześniej — wtedy rezonujesz w społeczeństwie. Idziesz wiralowo. Byliśmy po prostu pierwsi i to eksplodowało. Gdybyś dał mi teraz miliard dolarów i powiedział: przeprowadź kampanię marketingową — nie byłaby tak skuteczna. Nie kupisz takiego sukcesu za miliard dolarów marketingu. Chłopcy z Led Zeppelin nie wydali miliarda dolarów na marketing. Musisz być w odpowiednim miejscu i czasie, i musisz mieć odwagę zaoferować ludziom nową rzecz.
Czy da się jeszcze być wielkim jak Michael Jackson?
Bartlett: Dużo myślałem o tej idei, że za miliard dolarów nie zrobiłbyś takiego wirala. Gdyby ktoś przyszedł dziś i wydał kupę pieniędzy, nie stałby się tak wielki jak, powiedzmy, Michael Jackson. Oglądałem niedawno dokument o Michaelu Jacksonie i on był na poziomie sławy, jakiego, jak mi się wydaje, od tego czasu nie widzieliśmy. I myślę, że częściowo dlatego, że istniało wtedy ograniczenie kanałów dystrybucji. W moim domu było tam dwadzieścia albumów, boxsety, a Michael Jackson to były trzy z nich. A drugi sposób konsumpcji to był telewizor tam, było jakieś sześć kanałów, jeden z nich to MTV — i tam był Michael Jackson cały dzień.
W świecie, w którym żyjemy teraz, moje doświadczenie telefonu jest kompletnie inne niż twoje, przez AI. AI uczy się, co lubię, i pokazuje mi moją własną wersję świata. Zastanawiam się, czy da się być tak wielkim, jak Michael Jackson kiedyś był. Zastanawiam się, czy sława albo bycie twórcą treści czy muzykiem wyglądało kiedyś jak wysoki sufit — jesteś znany przez sto lat jak Michael Jackson — a teraz, z personalizowanymi algorytmami, wygląda tak: krócej i płycej. Da się jeszcze być wielkim?
Saylor: Mógłbyś powiedzieć: no, nie mogę być tak wielki jak Michael Jackson. Ale z drugiej strony Elon Musk stał się wielki. Są rzeczy, które stają się wielkie. Firmy stają się wielkie. OpenAI przeszło z nicości do — ile? — użytkowników w kilka miesięcy. Myślę więc, że można powiedzieć: pójście wiralowo to trafienie w częstotliwość rezonansową cywilizacji, czy to artystyczną, czy polityczną, czy techniczną.
Tak, są rzeczy, gdzie będzie nadmiar. Weźmy Instagram: z jednej strony miliard ludzi ma tam opublikowane złe zdjęcia, ale z drugiej są ludzie, którym udaje się zdobyć osiem milionów obserwujących, są Kardashianki — masz ludzi, którzy stają się masowo wielcy, i to jest druga strona równania. Nie wiem więc do końca, jak to się rozegra, poza tym, że wydaje się jasne: jest miejsce na ludzką kreatywność i innowację.
A jeśli twoim celem jest wnieść wkład — jeśli jesteś w latach pracy, chcesz ulepszyć świat, zrobić różnicę i zostać za coś zapamiętany — to dość prosta zasada brzmi: nie rób tej samej rzeczy w kółko, pracując coraz ciężej z roku na rok, walcząc z nowoczesną epidemią automatyzacji. Nie próbuj przepracować robotów.
Lamentujesz nad tym, jak trudno jest twórcy treści. Ale pozwól, że ci przypomnę: kiedyś zostawało się profesorem, uczyło się dwustu studentów rocznie przez dwadzieścia lat i miało się poczucie, że wkładem twojego życia było cztery tysiące ludzi, których umysłów dotknąłeś. A teraz masz cztery tysiące ludzi na sekundę. Oceniasz się więc względem następnej rzeczy. Ale jeśli spojrzysz w przeszłość, technologia dała nam zdolność wzmacniania naszego intelektu i naszej kreatywności w sposób bez precedensu w historii ludzkości.
Trudne i rzadkie jako fosa
Bartlett: Myślę, że po części — zastanawiam się teraz, czy technologia powiedziała: dobrze, możesz dotrzeć do większej liczby ludzi, telewizja, radio, wszystko to. A teraz, z inteligencją, mówi: o, możemy dokładnie wykombinować, czego chce Michael. Zaczynamy więc żyć w mniejszych bańkach informacyjnych, a dotarcie twojego kreatywnego pomysłu do wielu ludzi staje się trudniejsze, bo algorytmy stoją na drodze i decydują, kto co widzi, i optymalizują pod monetarne pragnienie platformy.
Rzecz, która wydaje mi się naprawdę interesująca i którą przetrawiam od kilku miesięcy, jest taka: to, co jest naprawdę trudne i rzadkie — a można właściwie powiedzieć, że trudne i rzadkie to to samo, bo stworzyć coś rzadkiego jest też trudne, jak zrobiłeś z tym instrumentem finansowym. Bardzo niewielu ludzi na Ziemi mogłoby go stworzyć. My nie prowadzimy spółek publicznych, nie mamy informacji. Albo ten youtuber, o którym mówiłeś, który oprowadza cię po XVII wieku — to jest bardzo trudne do zrobienia. Wysunąłem teorię, że właśnie ściganie tego, co trudne i rzadkie… Sprowadzenie cię tutaj dziś nie było łatwe. To jest w pewnym sensie moja fosa. Michelle Obama przychodząca i siadająca tu ze mną to nadal moja fosa. I to jest to, w co powinniśmy celować. Co myślisz o tym jako o teorii?
Saylor: Zgadzam się. Powiedzmy, że masz biznes, jakikolwiek jest twój biznes w tej chwili — właściwą rzeczą do zrobienia jest spędzić intensywny czas z AI, rozważając, jakie są wszystkie sposoby, w których możesz ulepszyć produkt albo usługę, którą tworzysz. Na przykład: kiedyś robiłeś to po angielsku, a problem jest taki: co z japońskim, chińskim, francuskim? Trudny sposób to nauczyć się dwudziestu języków. Albo jak radzi sobie twój gość? Albo tłumaczymy to? Kiedyś wydawaliśmy pieniądze na zatrudnianie tłumaczy, ale teraz mógłbyś kazać AI przetłumaczyć to na sto języków. Pytanie brzmi: powinieneś czy nie? Czy mogę to wzmocnić? A następny krok: czy mogę to lepiej sprzedawać albo dystrybuować? A następny: czy tworzę coś, co będzie wartościowe za dekadę? A czy będzie wartościowe za sto lat?
Bartlett: To chyba dobry moment, żeby o tym wspomnieć. Dwadzieścia cztery miesiące temu zaczęliśmy dokładnie to. [Odtwarza fragmenty w innych językach.] Arabski.
Saylor: I zapytaj siebie, ilu ludzi robiących wywiady w podcastach oferuje taki poziom jakości treści. Myślę, że wyprzedzasz — nie znam nikogo innego, kto to zrobił.
Bartlett: Ja też nie. Zaczęliśmy prawie trzy lata temu i pierwsze dwadzieścia cztery miesiące to była tragiczna porażka. Mieliśmy więc analityków danych w kącie biura, którzy przez dwadzieścia cztery miesiące ponosili porażkę. A potem, jakieś dwanaście miesięcy temu, po raz pierwszy zobaczyliśmy, że technologia tłumaczenia pod nami się poprawiła i że możemy uzyskać wyższy czas oglądania po hiszpańsku niż po angielsku.
Saylor: A ile miesięcy, myślisz, Jimmy Page spędził na próbie opanowania gitary elektrycznej?
Bartlett: Więcej niż dwadzieścia cztery.
Saylor: Tak. Dużo więcej. Moja rada dla przedsiębiorcy: skupiasz się, zobowiązujesz się. Jeśli odniesiesz sukces w mniej niż cztery lata, miałeś szczęście. Jeśli zajmie ci to dziesięć lat — cóż, między czterema a dziesięcioma latami jest bardzo, bardzo normalne. Jeśli nie odniosłeś sukcesu do dziesiątego roku, prawdopodobnie nie jesteś stworzony do tego biznesu.
Ale to, co robisz, jest całkowicie logiczne. Pytanie: czy AI przerobi tę branżę? Pierwsza kwestia: czy możesz zrobić produkt lepszym? Druga: ile jest wart? Czy dostaniesz za to zapłatę? A nawiasem mówiąc, nawet gdybyś nie dostał zapłaty, argumentowałbym, że twoja publiczność ma ograniczoną uwagę. Nie mam czasu wysłuchać każdego Lexa Fridmana, każdego Joe Rogana, każdego Diary of a CEO i każdego z następnych dwudziestu. Stanę się więc lojalny. Stanę się klientem i fanem tego, kto poda mi najlepszą treść. A już z pewnością jeśli jestem native speakerem portugalskiego albo rosyjskiego — ty nagle przeskakujesz na sam szczyt.
Bartlett: To potwierdza mój punkt o trudnym i rzadkim, bo ludzie w Portugalii może nigdy nie słyszeli Michaela Saylora po portugalsku. W kategorii rzadkości to jest teraz jedyny dostępny dwugodzinny wywiad, w którym Michael Saylor mówi po kantońsku ze Stevenem. I to jest wtedy ta fosa.
Saylor: To staje się korzyścią dla wszystkich twoich gości. Jesteś kanałem dystrybucji, przez który ja przekazuję światu przesłanie o cyfrowym kapitale i cyfrowym upodmiotowieniu — a więc twoi goście stają się twoją fosą.
Myślę, że przy każdym biznesie jest to całkiem jasne. Musisz zadać pytanie: czy technologia skanibalizuje mój biznes albo go zakłóci? I czy ja będę tym, który ją przyjmie, wyewoluuje i wzrośnie razem z nią, czy tym, który będzie z nią walczył? A potem oczywiście jesteś w dialogu z rynkiem. Świetną rzeczą w tym, co zrobiłeś, jest to, że skoro już to zrobiłeś, możesz patrzeć, jak to działa, czy YouTube faktycznie rozszerza twój zasięg, potem możesz patrzeć na zaangażowanie i ustalić, czy potrafisz to zmonetyzować — a potem podkręcasz i dostosowujesz. Sześć albo dwanaście miesięcy może wystarczyć, żebyś miał trwałą przewagę na zawsze. Jeśli jesteś dwanaście miesięcy przed wszystkimi…
Bartlett: …i kumulujesz.
Saylor: Tak, to kumuluje się w czasie i wtedy może nigdy cię nie dogonią. Ale to jest historia każdego biznesu. To historia Ford Motor Company i Standard Oil, historia Microsoftu, historia Facebooka — historia wszystkich. Musisz się skupić, zobowiązać, a potem, jeśli jesteś dość dobry, niezmiennie dzieje się to, że twoi klienci uczynią cię zwycięzcą.
Świat potrzebuje kogoś, kto robi to, co ty. Ktoś musi wygrać. Musi być zwycięzca. Publiczność chce tego, co robisz. Chcą wejść do salonu i dowiedzieć się, co myślał Obama, albo usłyszeć, co myślał Mark Zuckerberg, i chcą, żeby ktoś wprowadził ich do tego salonu. Chcą, żebyś ich tam ugościł. Potrzebują kogoś, kto wykona to zadanie. Nie musisz być doskonały ani lepszy niż ktokolwiek, kto żył. Musisz być lepszy niż ludzie, którzy robią to teraz. Albo musisz być jednym z garstki tych, którzy to robią — bo w tym punkcie publiczność przychodzi do ciebie, goście przychodzą do ciebie. Tworzysz rynek. Jesteś market makerem tej informacji.
Prawdziwy klucz to wiedzieć, jaka jest twoja propozycja wartości. Zostań na swoim pasie, nie próbuj konkurować w obszarze, w którym nie będziesz najlepszy na świecie. Ale z drugiej strony jest dość jasne, że każdy może mieć najlepsze na świecie w dwie sekundy na wyciągnięcie ręki. Nie chcesz więc być trzecim najlepszym. Nie chcesz być przeciętny w wielu rzeczach. Chcesz być wyjątkowy w jednej. Ustal, co to jest ta jedna rzecz. A potem może masz dwa miliony obserwujących, potem dwieście milionów, a potem, przez sto lat, dwa miliardy. Musisz tylko mieć tę wizję.
Porażka na pierwszej linii
Bartlett: Jedną z rzeczy, które przychodzą z dążeniem do bycia pierwszym, jest to, że wychodzisz na wzgórze i przyjmujesz strzały. Nawet w tym eksperymencie, który ci pokazałem, który zaczęliśmy trzy lata temu — próba przetłumaczenia Diary na wiele języków. Brzmi prosto. Problem jest taki, że odkrywasz: hiszpańskie słowa są dłuższe. Więc film po hiszpańsku ma trzy godziny dziesięć, a po angielsku trzy godziny. A potem: jak długie są kantońskie słowa? A potem, o Boże, musisz jeszcze przetłumaczyć wszystkie miniatury i wszystkie tytuły na dwadzieścia języków jednocześnie. Dlatego kończysz trzy lata w środku czegoś, co wydawało ci się godzinną robotą.
Ale jeśli oddalisz obraz jeszcze bardziej, jest ten cmentarz innych rzeczy, których próbowaliśmy, a nigdy nie zadziałały. Te pozostałe 90% eksperymentów, które przeprowadziliśmy w kącie i które nie dały nic. Zawsze mówię zespołowi: są dwie rzeczy w roku, które nas definiują. A żeby je zdobyć, nasz zespół porażek i eksperymentów — bo tak się dosłownie nazywa — spróbował sześćdziesięciu rzeczy. Pięć z nich chwyciło, dwie były przełomowe. Myślę, że postawa wobec porażki na samym czole prób bycia pierwszym to coś, o czym ludzie nie mówią dość często.
Saylor: Skup energię, pilnuj czasu. To, że możesz coś zrobić, nie znaczy, że powinieneś to zrobić. Zwykle ludzie ponoszą porażkę dlatego, że odnoszą sukces w wieku trzydziestu paru lat, są dobrzy w jednej rzeczy, i nagle decydują, że zrobią dziesięć innych rzeczy, bo są dobrzy we wszystkim — i rozcieńczają skupienie na dziesięć sposobów.
Ludzie zawsze nie doceniają obowiązku utrzymania. Zawsze. Właściwym rozwiązaniem dla wzrostu jest: chciałbym uczynić to, co robię, dwa razy lepszym. Jeśli zrobię dziesięć rzeczy, żeby poprawić to o 10%, prawdopodobnie rozcieńczam i rozpraszam. Zjawisko, które powoduje upadek większości biznesów, to rozcieńczające rozproszenia albo rozcieńczające ekspansje. Robią jedną rzecz, ona działa, a potem zamiast skierować energię na to, żeby robić ją coraz lepiej i lepiej, zaczynają się rozgałęziać, rozszerzać i przeciągać się na zbyt wiele obszarów.
To jak facet ze świetną restauracją, który ma drugą restaurację, a potem sieć trzydziestu siedmiu restauracji i wszystkie są do niczego, i mówi: „no tak, pamiętam, ten facet miał kiedyś…”. Nawiasem mówiąc, nie ma nikogo z upadłą siecią restauracji, kto nie miałby wcześniej jednej udanej restauracji. Nie doszedłbyś do porażki trzydziestu siedmiu, sześćdziesięciu dwóch czy czterystu trzydziestu siedmiu, dopóki nie miałeś jednej dobrej. Ale bardzo, bardzo często ludzie myślą, że mogą to po prostu wykrawać jak ciastka z formy — a nie mogą.
Konundrum, na który wskazujesz palcem, jest taki: chcę rosnąć i robić postęp, ale nie chcę rozcieńczać i rozpraszać. A to wymaga dojrzałości, by powiedzieć: spróbowałem, miałem umiarkowany sukces, ale to nie dość. Zabij to i idź dalej, bo to po prostu nie zadziała.
Długoterminowość jako przewaga
Bartlett: Przyszły mi do głowy dwie rzeczy. Pierwsza: wielu młodych ludzi podchodzi do mnie, są dziewięć miesięcy w swoim pomyśle i jeszcze nie są bogaci. Patrzą więc w bok i widzą, że kolega zaczął coś z CBD. I mówią: chyba muszę wejść w CBD. Ich kariery wyglądają więc jak takie przeskakiwanie przez dżunglę, chwytanie kolejnej gałęzi i puszczanie poprzedniej, bez żadnego realnego ruchu w górę w stronę jakiegokolwiek celu.
A druga rzecz, o której myślałem, gdy mówisz — przetrawiam to naprawdę tylko od dwóch miesięcy — to idea, że przy długoterminowym podejściu podejmujesz dziś fundamentalne decyzje, które tworzą ogromne przewagi konkurencyjne. Proste porównanie: gdybyś dał mi dziesięć sekund na zbudowanie najwyższej możliwej wieży, zrobiłbym tak i tak, i spróbowałbym czegoś takiego. I już z samej natury ograniczenia czasowego jest to niestabilne. Gdybyś dał mi dziesięć lat i nieskończenie wiele klocków, zacząłbym tak, potem ten tu, ten tu, i zbudowałbym coś stabilniejszego.
Kiedy patrzę na niektórych wielkich założycieli — i kiedy zobaczyłem, że byłeś w MicroStrategy przez prawie cztery dekady — pomyślałem: o, jesteś jednym z tych rzadkich długoterminowców w świecie, w którym większość mojego pokolenia myśli o karierze w perspektywie maksymalnie pięcioletniej, a potem zamierzamy odejść i robić coś innego. Założyciele startupów budują, żeby sprzedać, a potem trzymają to na taśmie klejącej, gdy nadchodzi nabywca. Są zdenerwowani, gdy podpisywana jest umowa, bo wiedzą, że gdy nabywca zajrzy pod maskę, coś zobaczy. Ale potem patrzę na Elona i myślę: o rety, on poszedł i przebudował akumulator od zera, a potem zbudował sieć ładowania, a SpaceX zajął dwie dekady. Moje pytanie dotyczy tej długoterminowości: czy ona tworzy przewagę konkurencyjną?
Saylor: Myślę, że Elon myśli jak inżynier. Jeśli spojrzysz na jego biznesy, wszystkie są zbudowane jeden na drugim. Jeśli wykombinujesz, jak wystrzelić rakietę, i masz największą zdolność przenoszenia ładunku i najniższy koszt wejścia na orbitę, to masz przewagę. Teraz pytanie: co chcesz umieścić na orbicie? Umieszczamy satelity — ale jaki satelita? Satelita Starlink, bo to jest rzecz, której wszyscy chcą: internet. I nagle ma przewagę na niebie, a potem budujesz na tej przewadze, i technologia akumulatorów.
Bartlett: Ale mógł pójść do Rosji, kupić rakietę i po prostu ją wystrzelić — i to byłoby krótkoterminowe. Nawet z Teslą mógł kupić akumulatory od Forda.
Saylor: Świetnym przykładem naturalnym jest łodzik. Jeśli spojrzysz na stworzenie, które buduje muszlę i zwija się spiralnie na sobie, w zasadzie ciągle buduje na własnej strukturze — to rozwiązanie natury dla wzrostu pod presją. To też ciąg Fibonacciego. Jeśli mam to, a następna struktura jest tu, a następna tam — część mojego poprzedniego biznesu jest fundamentem następnego. Jeśli więc myślisz, że twoja strategia wzrostu polega na budowaniu na fundamencie tego, co już masz, i naturalnym rozszerzaniu jego funkcjonalności — to jest naturalny, stabilny wzrost. Kiedy twój drugi pomysł biznesowy nie jest powiązany z pierwszym w żaden inny sposób niż to, że posiadasz oba, nie budujesz na stabilnym fundamencie.
Większość tych biznesów, które działają, i najlepszy pomysł polega na tym, że startują od kogoś dominującego w rynku. Jestem w tym naprawdę dobry.
Bartlett: Mark Zuckerberg.
Saylor: Tak. A teraz: jaka jest naturalna rzecz, którą mogę dodać, wykorzystując istniejący biznes? Może to marketing. Jesteś Coca-Colą: dostarczamy paletę napojów do 87 tysięcy restauracji w Wielkiej Brytanii każdego rana. Jakie jest naturalne rozszerzenie? Mogę położyć na tej palecie jeszcze jeden rodzaj napoju. Musisz użyć swojej siły dystrybucyjnej, siły rynkowej, siły technicznej, żeby zrobić dźwignię.
Myślę, że jak spojrzysz na wszystkie wielkie biznesy w historii świata — Standard Oil, Ford Motor, Boeing, Microsoft — rzeczy, które zrobiły i które zadziałały, były generalnie budowaniem na ich fundamencie: albo na lojalnych klientach, albo na dystrybucji, albo na jakimś aktywie finansowym, które już mieli. Inaczej mówiąc: jeśli nie ma nikogo na świecie, kto jest w lepszej pozycji, by zrobić tę rzecz, niż ty — to prawdopodobnie jesteś w dobrym kształcie. Jeśli jest dziewięćdziesiąt siedem innych firm, które mają w tej przestrzeni więcej aktywów niż ty, to musisz się założyć, że wszystkie dziewięćdziesiąt siedem nie zareaguje, kiedy ty to zrobisz. Trochę trudniej.
Bartlett: I tu wchodzi długoterminowość, bo zbudowanie tej fundamentalnej przewagi z definicji wymaga czasu.
Saylor: Dobry przykład: Amazon Prime. Amazon zaczął dawać darmową wysyłkę — najpierw darmową albo bardzo tanią, potem jednodniową — i wszyscy mówili: tracicie pieniądze, tracicie pieniądze. I tracili pieniądze na tym przez jakąś dekadę. A potem doszli do punktu, w którym każdy w kraju był członkiem Amazon Prime, i powiedzieli: dobra, teraz to jest dwadzieścia dolarów miesięcznie, a nie dziesięć. I to jest ekstra dziesięć dolarów miesięcznie razy jakieś sto milionów ludzi. I ludzie: o mój Boże, właśnie zrobili 12 miliardów rocznego przepływu gotówki jednym komunikatem prasowym, a to warte jakieś 250 miliardów. I mówisz: co? Co wyście robili? A oni: budowaliśmy fosę.
Ta historia nie jest niezwykła. Najpierw wierzysz, budujesz największy kanał dystrybucji, jaki możesz. Ludzie będą ci mówić, że nie ma przyszłości w podcastach, że nie ma przyszłości w czymś. I stanie się to, że 99% ludzi odpadnie, bo nie wierzą. A prawdziwi wierzący, ci, którzy się nie dostosują, też. A potem będą tacy, którzy powiedzą: wierzę, ale wiem też, że jest zagrożenie, więc skanalizuję ten technologiczny zagrożenie, wyewoluuję i wyjdę jako coś tysiąc razy lepszego, niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić. I to jest piękna historia.
Dziesięć zasad dla młodych dorosłych
Bartlett: Mówiąc o silnych fundamentach — masz dziesięć zasad dla młodych dorosłych budujących silny fundament życia i kariery. O dwóch tu mówiłeś: skup swoją energię i nie goń za każdym dobrym pomysłem. Druga to pilnuj swojego czasu. Trzecia: trenuj umysł. A do tego trenuj ciało.
Saylor: Zabawna historia jest taka, że zostałem zaproszony na przyjęcie u miliardera na Riwierze Francuskiej, w pięknym domu. Przyszedłem, wchodzę na przyjęcie, myśląc, że będę się po prostu bawił, i pojawia się inny miliarder, i mówi: „Wiesz, Mike, właśnie urodziły mi się bliźniaki, chłopiec i dziewczynka. Chodzę i pytam wszystkich moich przyjaciół o rady dla nich. Chcę, żebyś napisał jakąś radę, którą będę mógł im dać na dwudzieste pierwsze urodziny”. Ma taką księgę, w której zbiera rady dla dzieci, żeby wręczyć je na ich dwudzieste pierwsze urodziny, gdy będą młodymi dorosłymi.
Siadam więc i myślę, myślę, myślę, i mam: skup umysł, pilnuj czasu, trenuj umysł. Musisz się czegoś nauczyć — czytania, pisania, arytmetyki. Musisz wypracować bazę kulturową. Czyli: zdobądź wykształcenie. A potem trenuj ciało — bo jak jesteś słaby, nie dasz rady, nie przetrwasz. A potem myśl samodzielnie. Każdy na świecie chce cię zaprogramować, żebyś wierzył w to, co on chce, i robił to, co on chce. Musisz mieć przytomność umysłu, by pomyśleć: to nie jest w porządku. To, że wszyscy, których znam — sławni, bogaci i piękni — mówią mi, że to słuszne, nie czyni tego słusznym. Musisz zdecydować, musisz myśleć samodzielnie.
A potem kuratoruj swoich przyjaciół, bo stajesz się tym, czym się otaczasz. Jeśli otaczasz się pozytywnymi, inspirującymi, utalentowanymi ludźmi, będziesz najlepszą wersją siebie. A jeśli otoczysz się negatywnymi, cynicznymi, przegrywającymi ludźmi, będą chcieli, żebyś przegrał, albo nie będą cię inspirować do sukcesu, i ściągną cię w dół. Po kuratorowaniu przyjaciół — kuratoruj środowisko. Uczyń z niego szczęśliwe miejsce, w którym możesz pracować albo żyć. Nikt nie powiedział, że musisz być w mroku, w brzydkiej sytuacji.
A potem: dotrzymuj obietnic. Na koniec dnia ludzie pamiętają, jeśli obietnicy nie dotrzymałeś. Mówisz komuś, że coś zrobisz — zrób to. Jeśli dotrzymujesz obietnic, odkryjesz, że to są ludzie, którzy w ciebie inwestują. Podnoszą cię. Czynią cię skutecznym. Mogą być różnicą między życiem a śmiercią albo między sukcesem a porażką. I ostatecznie wszyscy jesteśmy w relacjach ze sobą, i nikt nie jest tak potężny, by mógł sobie pozwolić na traktowanie kogokolwiek jako oczywistość. Wszyscy potrzebujemy siebie nawzajem.
I na koniec: zachowuj pogodę i konstruktywność. Nie ma znaczenia, czy dzieją się złe rzeczy. Chodzi o to, że ludzie chcą przychodzić do pracy z kimś pogodnym, szczęśliwym i konstruktywnym. Chcą być z taką osobą w relacji. To wszystko są podstawowe zasady przejścia przez życie.
A ostatni punkt: ulepszaj świat. Jeśli masz plan, jeśli jesteś na misji ulepszania świata, będziesz się lepiej czuł ze sobą. Wstajesz codziennie, masz misję, masz co robić. Jaka jest moja misja? Głoszę ewangelię cyfrowego upodmiotowienia. Satoshi stworzył tę własność ekonomiczną. Dał ekonomiczne upodmiotowienie ośmiu miliardom ludzi po raz pierwszy w historii ludzkości. A my stworzyliśmy pierwszy doskonały pieniądz świata. Stworzyliśmy cyfrową energię, cyfrową materię, cyfrową własność. Możemy być jako ludzie tysiąc razy więcej z technologią, niż byliśmy. Patrzę przez całą historię ludzkości i widzę, że to historia niedoli. Dlaczego ludzie umierają? Brak czystej wody, brak czystego powietrza, brak czystego jedzenia, brak czystego pieniądza. Czego chcemy? Chcemy żyć wiecznie. Chcemy żyć szczęśliwie na wieki.
Bartlett: Chcesz żyć wiecznie?
Saylor: Chcę żyć tak długo, jak mogę żyć konstruktywnie i wnosić wkład. Jeśli mogę być zaangażowany i witalny, to tak. W momencie, w którym nie będę już mógł wnosić wkładu, odejdę z godnością.
Bartlett: Ale gdyby był przed tobą teraz przycisk i naciśnięcie go gwarantowało nieśmiertelność, nacisnąłbyś?
Saylor: Myślę, że tak. Przypuszczam, że tak.
Bartlett: To dlaczego nie poświęcasz więcej wysiłków długowieczności? Ludzie zadają Elonowi to samo pytanie.
Saylor: Myślę, że na planecie jest osiem miliardów ludzi i wielu z tych, których szanuję, jest o wiele bardziej kwalifikowanych do realizowania tej misji niż ja.
Dlaczego sprzedał bitcoina
Bartlett: A rzeczą, na której zdecydowałeś się skupić i w której stałeś się głównym głosem — i obserwuję cię od bardzo wielu lat — jest… wiesz, kiedy bitcoin spada w cenie, czasem potrzebuję trochę terapeuty, żeby przypomniał mi, dlaczego zainwestowałem w bitcoina, i tą osobą byłeś ty przez te lata. A kiedy jest w górze, jesteś — trzeba ci to przyznać — konsekwentny. Obserwowałem cię i myślałem: ten człowiek musi być albo kompletnie szurnięty, albo geniuszem. I czasem trudno rozróżnić. Wraca to do tego, co mówiłeś wcześniej: ludzie najpierw powiedzą, że jesteś szalony, a potem okaże się, że miałeś rację. Historycznie okazywało się, że miałeś rację.
Jeśli oddalimy obraz od momentu, gdy zacząłeś orędować za bitcoinem — bitcoin jest teraz w dół. Wróciliśmy więc do strachu. Ludzie znów się boją. To zabawne, co się dzieje, bo gdy kilka miesięcy temu rósł, wszyscy myśleli: o Boże, to będzie przyszłość pieniądza. A teraz, gdy spadł, wszyscy są przekonani, że to zawsze była piramida finansowa i już koniec. Zaciągnąłeś dużo długu, żeby kupować coraz więcej bitcoina. Czy to zgodne z prawdą?
Saylor: Mamy chyba około 6,5 miliarda dolarów długu zamiennego i 15 miliardów dolarów akcji uprzywilejowanych w obrocie. A siedzimy na jakichś 58 miliardach dolarów aktywów. Pozyskaliśmy więc około 65 miliardów dolarów kapitału na zakup bitcoina, ale większość tego to był dług. Z tych 65 miliardów w większości pozyskaliśmy kapitał przez emisję akcji plus trochę długu, żeby kupić bitcoina. A robimy to, bo chcieliśmy wpompować 65 miliardów dolarów kapitału, pieniędzy, energii do ekosystemu. Zasilamy ekosystem kapitałem.
Bartlett: Wszyscy teoretyzują — widziałem kilku ludzi, których obserwuję — jak zła musiałaby być sytuacja z ceną bitcoina, żebyś miał kłopoty.
Saylor: Bitcoin mógłby spaść do 5 tysięcy dolarów za monetę i nadal bylibyśmy nadzabezpieczeni względem długu.
Bartlett: Nadal byłoby w porządku.
Saylor: Tak.
Bartlett: A druga rzecz, o której ludzie dużo teoretyzują — i znów, przeprowadziłem analizę komentarzy, żeby ustalić, czego ludzie chcą od ciebie usłyszeć — to że sprzedałeś trochę bitcoina. Pytano cię o to kilka razy. Wiem, że sprzedałeś niedawno trochę bitcoina po tym, jak mówiłeś wielu ludziom, żeby swojego się trzymali. Ludzie chcą wiedzieć, dlaczego sprzedałeś.
Saylor: Dobrze, postawmy najpierw jedną tezę. Jedyna osoba, która nigdy nie sprzedała więcej bitcoina niż ja…
Bartlett: Satoshi.
Saylor: …to Satoshi. Satoshi nigdy nie sprzedał miliona bitcoinów. Nasza firma ma 847 tysięcy bitcoinów. Kupiliśmy więcej i trzymamy więcej niż ktokolwiek poza Satoshim. A Satoshi jest nieaktywny. Mamy więc rozsądną szansę, że nigdy nie sprzedamy więcej bitcoina niż Satoshi, jeśli tylko będziemy przy tym trwać jeszcze kilka lat.
Bartlett: Chyba powinienem to pokazać. To dlatego jest tu nerka. Powiedziałeś: sprzedaj nerkę, jeśli musisz, ale zatrzymaj bitcoina.
Saylor: Prowadziłem nieustającą kampanię, codziennie przez sześć lat, promując i orędując za bitcoinem jako długoterminowym magazynem wartości. I powiedziałbym tak: jeśli masz pieniądze, których nie potrzebujesz na następne cztery lata, a twój wybór to — zainwestować je w S&P, w dom, w prywatną firmę, w soję, w fundusze rynku pieniężnego czy w instrumenty dłużne — to sądzę, że bitcoin jest najlepszy. Uważam, że bitcoin to cyfrowy kapitał. Będzie najlepszym długoterminowym aktywem kapitałowym.
Bartlett: Więc dlaczego sprzedałeś bitcoina, a nie nerkę?
Saylor: Sprzedaliśmy trochę bitcoina kilka tygodni temu, bo na rynku istniała narracja albo przekonanie, że nasza firma stała się tak systemowo zintegrowana z bitcoinem, tak dla niego ważna, że nigdy nie moglibyśmy sprzedać, a gdybyśmy sprzedali, bitcoin poszedłby do zera i nasza akcja poszłaby do zera.
Bartlett: Bo posiadasz 4% całej podaży bitcoina.
Saylor: Tak. Bo posiadamy 4% i bo jesteśmy największym nabywcą. Jesteśmy największym nabywcą bitcoina na świecie. Pierwszy sentyment brzmiał więc: bitcoin nigdy nie odniesie sukcesu, jeśli oni nie będą dalej kupować. A drugi sentyment albo raczej błędne przekonanie: jeśli sprzedamy, załamie to bitcoina i załamie firmę.
Z tego powodu krótkosprzedający i pewni gracze na rynku przyjęli stanowisko, że 55 miliardów dolarów bitcoina, które posiadamy, jest warte zero. Mieliśmy więc to ignoranckie, sceptyczne przekonanie, że wszystkie aktywa firmy są bezwartościowe. A skoro aktywa firmy są bezwartościowe, to nie zapłacimy dywidend. A skoro nie zapłacimy dywidend, kredyt pójdzie do zera, kapitał pójdzie do zera, firma upadnie i bitcoin upadnie.
A my mówiliśmy: bitcoin obraca dwadzieścia miliardów dziennie albo więcej, a my mamy pięćdziesiąt pięć miliardów. I gdybyśmy byli setną częścią procenta tego rynku, nadal moglibyśmy spełnić wszystkie nasze zobowiązania i nie zmieni to ceny bitcoina. Ale nikt nam nie wierzył. A jeśli chcesz, żeby ludzie uwierzyli, że umiesz coś zrobić, musisz to zrobić. Gdybyś mi powiedział, że umiesz teraz zrobić salto w tył, a ja bym powiedział, że nie umiesz — w pewnym momencie musisz zrobić to salto. Zwłaszcza jeśli mówię ci, że wsadzę cię do więzienia, jeśli go nie zrobisz.
Bartlett: Kto ci to powiedział?
Saylor: No właśnie to się dzieje na rynku. Stanowisko rynku brzmiało: firma jest bezwartościowa, akcja idzie do zera, bitcoin idzie do zera, bo oni nie mogą sprzedać. Jeśli więc chcemy obronić bitcoina, musimy dowieść, że okazjonalnie potrafimy go sprzedać.
To, co robimy, to komercjalizacja rynku cyfrowego kredytu. Jeśli masz miliard dolarów w bitcoinie i rynek wierzy, że to warte miliard, możesz sprzedać 200 milionów kredytu i wtedy możesz rozwijać biznes. Jeśli nie wierzą, że bitcoin jest coś wart, nie możesz — a jeśli sprzedasz te 200 milionów kredytu, kredyt jest bezwartościowy i firma jest bezwartościowa. Byliśmy więc w pętli zagłady, albo raczej rynek był w tej pętli zagłady — w tej negatywnej, krótkiej… nie wiem, w rodzaju psychozy, hiperwentylacji — mówiącej, że największy nabywca bitcoina nie może go sprzedać, a jeśli sprzeda, bitcoin upadnie. A my musieliśmy pokazać, że jeśli sprzedamy bitcoina, on nie upadnie. Kiedy sprzedaliśmy bitcoina, było 59–60 tysięcy i kurs poszedł w górę. Przełamaliśmy więc to błędne przekonanie. Przełamaliśmy tę narrację.
Okazuje się, że nasz punkt równowagi to około 3,2%. Jeśli więc bitcoin zyskuje 3,2%, możemy płacić dywidendy na wieki, po prostu sprzedając bitcoina. Ale wyobraź sobie: jesteś krótkosprzedającym i mówisz „nie możecie sprzedać bitcoina, ha ha, bo bitcoin upadnie”. I chcą powiedzieć, że kredyt jest bezwartościowy, bo nie sprzedacie bitcoina. Sposobem na przerwanie tego cyklu jest sprzedanie bitcoina. Teraz możesz zilustrować, że kredyt to naprawdę dobry kredyt. Możemy płacić dywidendy na wieki.
Bartlett: Bez konieczności sprzedawania kolejnego bitcoina.
Saylor: Cała rzecz w tym, że sprzedawaliśmy akcje, żeby wypłacić dywidendę od kredytu. A krótkosprzedający przyjęli stanowisko, że będziecie sprzedawać akcje, dopóki kurs nie spadnie do zera, bo nie możecie sprzedać bitcoina. Jak to przerwać? Trzeba powiedzieć: no, możemy sprzedać bitcoina.
Bartlett: I sprzedałeś dość bitcoina, by wypłacić dywidendę.
Saylor: Sprzedaliśmy dość bitcoina, by wypłacić dywidendy, żeby dowieść, że możemy finansować dywidendy bitcoinem — co znaczy, że nie musimy sprzedawać akcji. A jeśli nie musimy sprzedawać akcji, to akcje handlują się z premią wobec bitcoina, handlują się racjonalnie, a wtedy kredyt też handluje się racjonalnie. Była to więc korzyść dla inwestorów kapitałowych i dla inwestorów kredytowych — pokazać, że firmę można zasilać bitcoinem.
Bartlett: Zamierzasz sprzedać więcej?
Saylor: To nie jest nasza główna strategia. Jeśli akcja zwykła handluje się z premią wobec aktywów bazowych, to prawdopodobnie finansujemy się akcją zwykłą. Ale jeśli akcja zwykła kiedykolwiek handluje się z dyskontem wobec aktywów bitcoinowych, to sprzedajesz bitcoina, żeby chronić akcję zwykłą.
Prognoza i kto nie powinien kupować
Bartlett: A gdzie, myślisz, idzie bitcoin, jeśli chodzi o wartość jednego bitcoina? Mówiłeś, że jest jakieś 68 tysięcy?
Saylor: Myślę, że rośnie o około 30% rocznie przez następne dwadzieścia lat. A potem zwolni do jakichś 20% rocznie.
Bartlett: Uważasz więc, że to najlepsze aktywo, w które można włożyć pieniądze, praktycznie niezależnie od tego, kim jesteś?
Saylor: Inaczej mówiąc: myślę, że przewyższa indeks S&P o czynnik od 1,5 do 2.
Bartlett: Kto nie powinien inwestować w bitcoina?
Saylor: Właściwymi ludźmi do inwestowania w bitcoina są długoterminowi inwestorzy kapitałowi. Jeśli masz pewną sumę pieniędzy i nie potrzebujesz jej na następne cztery lata, a najlepiej dziesięć, to wziąłbyś część swojego portfela inwestycyjnego i kupił bitcoina. A jeśli w niego wierzysz, jeśli jesteś bitcoinowym maksymalistą, jeśli poświęcisz sto godzin na studiowanie tematu — kupiłbyś dużo. A jeśli nie jesteś pewien, to prawdopodobnie zdywersyfikowałbyś portfel: trochę nieruchomości, trochę akcji, trochę innych aktywów długoterminowych i trochę bitcoina. Ludzie, którzy nie powinni go kupować, to ci, którzy potrzebują pieniędzy z powrotem za dwanaście tygodni.
Bartlett: A taki zwykły dwudziestopięciolatek? Jedno z pytań, które wyłoniło się z twoich wywiadów: jeśli normalny młody człowiek ma dziś kilkaset do zainwestowania, dlaczego miałby zawracać sobie głowę produktami z Wall Street, akcjami korporacyjnymi, zamiast kupić prawdziwego bitcoina i trzymać go samemu?
Saylor: Myślę, że jeśli masz pieniądze do zainwestowania na długi termin, dostaniesz z BTC dwukrotność tego, co z indeksu S&P.
Bartlett: Ale dla tego dwudziestopięciolatka — nie byłoby mądrzej wydać to na coś, co pomoże mu trenować umysł? Jak mówiłeś, jeśli ma się tylko 100 dolarów.
Saylor: Nie wydałbym 500 tysięcy dolarów na drogie wykształcenie uniwersyteckie, ale wydałbym 20 dolarów miesięcznie na subskrypcję AI. Więc tak, powinieneś zdecydowanie wydać pieniądze konieczne, żeby dostać super Groka albo wersję Pro, profesjonalną. Czy to 20 dolarów miesięcznie, czy 200 — 200 dolarów miesięcznie to najwięcej, ile bym wydał, 20 dolarów miesięcznie to prawdopodobnie minimum. Ale mówimy tu o twojej subskrypcji Netflixa.
A kiedy to już zrobisz, wtedy rozmawiamy o tym, w co powinieneś inwestować. Myślę, że powinieneś inwestować w cyfrowy kapitał, bo możesz go wziąć ze sobą wszędzie na świecie. Jeśli inwestujesz w Airbnb albo nieruchomość, jesteś zablokowany w konkretnym mieście, nie możesz z tym podróżować. To wysokie koszty utrzymania. Dużo ryzyka. Jeśli inwestujesz w pojedynczą akcję, masz dużo lęku, bo one przychodzą i odchodzą, i musisz wybrać właściwą. Większość akcji zawiedzie, niektóre odniosą sukces — ale to naprawdę o wiele trudniejsze.
Myślę, że naprawdę sprowadza się to do tego: jeśli masz portfel płynny — czy zainwestujesz w indeks S&P, jeśli jesteś konwencjonalnym inwestorem kapitałowym, czy zainwestujesz w bitcoina, jeśli jesteś inwestorem cyfrowym albo technologicznym?
Pytanie na koniec
Bartlett: Michael, mamy tradycję zamknięcia: ostatni gość zostawia pytanie dla następnego, nie wiedząc, dla kogo je zostawia. Pytanie zostawione dla ciebie: jaka jest jedna rzecz, w którą wierzysz, o której może nie mówiłeś dość dużo, a w którą prawdopodobnie 99% świata jeszcze nie wierzy?
Saylor: Jeśli patrzę na swoje życie i myślę o czymś, co miało na mnie realny wpływ, to po zdobyciu pełnego wykształcenia w college’u wróciłem i studiowałem dwa tematy na własną rękę. Pierwszy to praktyczna statystyka stosowana — wszystko to, o czym pisał Nassim Taleb: „Zwiedzeni przez losowość”, „Skin in the Game”, „Czarny łabędź”. Jak rozpoznać różnicę między czymś znaczącym a mylącymi, losowymi danymi. To było dla mnie głęboko wartościowe i powiedziałbym, że każdy, kto nie przeczytał wszystkich tych książek, prawdopodobnie powinien je przeczytać i obsesyjnie zająć się statystyką stosowaną. To jedna rzecz, której AI za ciebie nie zrobi, kiedy musisz zdecydować, czy przechodzić przez ulicę, pisząc na telefonie. AI nie da ci nieustającego strumienia zdrowego rozsądku w czasie rzeczywistym, mówiącego, czy powinieneś to zrobić.
A druga rzecz, którą zrobiłem po opuszczeniu szkoły i po całym życiu doświadczeń: wróciłem i przeczytałem „Historię cywilizacji” Duranta. Każdą stronę, jedenaście tomów, czternaście tysięcy stron. Większość historii, którą czytasz w szkole, to skrótowe streszczenia. Ale jeśli przejdziesz przez całość — a polecam właśnie tę, bo uważam, że to dobrze wyważona historia, obejmująca sztukę, kulturę, politykę i technologię, nie tylko historia militarna, nie tylko polityczna, ale bardzo syntetyczna — kiedy wracasz i czytasz to wszystko jako dorosły, daje ci to tak głębokie docenienie ludzkości i tyle mądrości. Odkryjesz, że wszystkie te rzeczy, które sądzisz, że odkrywasz, zostały odkryte w piętnastowiecznej Rosji, a potem odkryte ponownie. Większość z tych rzeczy, o których ci mówią, że są nowe i głębokie — były nowe i głębokie sto razy z rzędu albo tysiąc razy z rzędu. Tylko historia była za każdym razem opowiadana inaczej.
Bartlett: Podaj przykład rzeczy, którą uważamy za nową, a historia mówi inaczej.
Saylor: Może fakt, że waluta zaczęła się psuć, kiedy Nixon zszedł ze standardu złota, i to, co stało się w 1971 roku. Prawda jest taka, że to był moment, w którym dolar zaczął słabnąć w dużo szybszym tempie. Ale okazuje się, że każda waluta wszędzie w historii była psuta.
Chodzi mi tak naprawdę o to, że ludzie myślą, że nauczyli się czegoś w college’u — ale naprawdę nie jest za późno, by wrócić i nauczyć się na nowo matematyki, zwłaszcza statystyki stosowanej. I nie jest za późno, by wrócić i nauczyć się na nowo historii. Jako dorosły zawsze doceniasz te rzeczy dużo lepiej.
Bartlett: To trochę jakby edukacja była zmarnowana na młodych, bo nie masz doświadczeń życiowych, żeby docenić to, co czytasz.
Saylor: Ale też streszczają, redagują i cenzurują wiele z tego, co czytasz. A jeśli po prostu wrócisz i powiesz: przeczytam całość w całości — a jest wiele innych rzeczy, pełnych historii różnych rzeczy, które też mógłbyś przeczytać — ale jako dorosły. Myślę, że to po prostu czyni cię lepszym człowiekiem, lepszym biznesmenem, lepszym przywódcą. I pomaga ci przezwyciężyć arogancję myślenia: o, jestem pierwszym człowiekiem w historii, który się z tym zetknął. A zrozumiesz, że nie — nie jesteś. A rzecz upodmiotawiająca jest taka, że ktoś inny się zetknął i tak przepracował ten problem. To może być dla ciebie bardzo inspirujące.
Bartlett: Michael, dziękuję. Dziękuję za poświęcony czas, za otwarcie nam wszystkim oczu i za zbudowanie firmy, która wciąż innowuje w sposób, jaki ludzie uważali za niemożliwy. Dziękuję za wprowadzenie mnie w bitcoina — myślę, że nie tylko mnie w niego wprowadziłeś, ale też dałeś mi mentalne ramy, żeby go nie sprzedać. Straciłbym dużo pieniędzy, a na szczęście dziś nawet nie wiem, gdzie on jest — mój brat i część rodzeństwa zajmują się tym za mnie, więc nie muszę przeżywać tego lęku. I dziękuję za forsowanie tej idei suwerenności, bo myślę, że w świecie rosnącej cenzury i centralizacji suwerenność jest naprawdę wygrywającą ideą. Myślę, że filozoficznie właśnie do tego celujesz.
Saylor: To przyjemność być razem w tej podróży. Dziękuję, przyjacielu.
10 najważniejszych takeaways — z kontekstem zastosowania
1.Pytaj AI o rzeczy, których nikt jeszcze nie zrobił
Na czym polega: Saylor twierdzi, że 15 mld dolarów pochodziło nie z „AI robi za mnie moją pracę”, ale z zapytania AI o konstrukcję, która nie istniała w historii rynków — akcję uprzywilejowaną ze zmienną, comiesięcznie ustalaną stopą dywidendy, opartą na bitcoinie. Kluczowy zwrot: prawnicy i bankierzy odpowiadali „nikt tego nie robił, więc pan nie powinien”, AI odpowiadało „oczywiście, że można — zrób to, to i to”.
Jak stosować: W swojej domenie wypisz ograniczenia, w które uderzasz, i zapytaj AI wprost, czy istnieje konstrukcja spełniająca twoje warunki, nawet jeśli nie ma precedensu. Zamiast „jak inni to robią” pytaj „co jest formalnie dozwolone i jeszcze niewykorzystane”.
Na co uważać: To nie jest przepis na zysk dla kogoś bez ekspertyzy domenowej i kapitału. Saylor mógł to zrobić, bo miał 30 mld dolarów aktywów, zespół prawny i dostęp do rynku IPO. AI dało projekt, nie wykonanie. Bez własnej wiedzy nie odróżnisz sprytnej innowacji od halucynacji, która skończy się problemem regulacyjnym.
2.Zdefiniuj precyzyjnie „przestrzeń stanów” swojego pytania do AI
Na czym polega: Saylor koryguje popularne podejście „zapytaj AI, jakie pytanie powinieneś zadać”. Jego zdaniem wartość powstaje wtedy, gdy najpierw określisz ograniczenia wejściowe — piekarz w Lagos ma inny zestaw warunków niż strażak w Los Angeles. Bez tego AI generuje ogólniki.
Jak stosować: Przed pytaniem strategicznym wypisz swoje realne ograniczenia: kapitał, rynek, regulacje, kompetencje zespołu, horyzont czasowy. Wklej je jako kontekst. Dopiero wtedy pytaj o opcje.
Na co uważać: Jest tu napięcie: podejście Bartletta (AI ma pamięć o mnie, więc niech samo znajdzie pytanie) też działa, jeśli kontekst jest faktycznie bogaty. Ryzyko przeciwne to nadmiernie zawężenie problemu i odcięcie rozwiązań, o których nie wiedziałeś.
3.Licz zwroty względem realnej utraty siły nabywczej, nie względem zera
Na czym polega: Rama Saylora: dolar tracił średnio 7% wartości rocznie mierzonej w rzadkich, pożądanych dobrach. Fundusz rynku pieniężnego dający 3% brutto i 1,5% po podatku to realna strata 5–6% rocznie. „Bezpieczne” nie znaczy „neutralne”.
Jak stosować: Przy każdej decyzji o lokowaniu oszczędności odejmij od nominalnego zwrotu podatek i swoją miarę utraty wartości pieniądza — najlepiej mierzoną w koszyku dóbr, które faktycznie chcesz kupić (mieszkanie, edukacja, usługi), nie w oficjalnym CPI.
Na co uważać: 7% to liczba wyprowadzona z jednego przykładu — ceny gruntu nad wodą w Miami Beach przez sto lat. To wyjątkowo rzadkie i pożądane dobro, więc metoda systematycznie zawyża tempo psucia waluty w porównaniu z szerokimi wskaźnikami inflacji (dla dolara historycznie ok. 3% rocznie). Traktuj to jako argument kierunkowy, nie jako parametr do modelu.
4.Kupuj tylko to, czego roboty i fabryki nie wyprodukują w nieskończoność
Na czym polega: Test Saylora na aktywo kapitałowe: czy AI, robot albo fabryka mogą tego wytworzyć dowolnie dużo? Jeśli tak — to nie magazyn wartości (soja, ropa, bawełna). Jeśli nie — uncja złota, udział w 500 najbardziej pożądanych spółkach, jeden z 21 milionów bitcoinów.
Jak stosować: Stosuj ten test jako pierwsze sito przy każdej propozycji inwestycyjnej. Pytaj: kto i jak szybko może zwiększyć podaż tego dobra?
Na co uważać: Test mówi o rzadkości, nie o wycenie. Rzecz rzadka może być fatalną inwestycją, jeśli kupisz ją za dużo. Test też nie odróżnia rzadkości technicznej (limit 21 mln BTC) od trwałego popytu — rzadkie i niechciane jest bezwartościowe.
5.Wybór aktywa zależy od jurysdykcji, nie tylko od stopy zwrotu
Na czym polega: Saylor mówi jasno, że złoto, S&P i amerykańskie nieruchomości są konwencjonalnymi aktywami świata zachodniego. Mieszkaniec Turcji, Argentyny czy większości krajów Afryki nie ma do nich realnego dostępu — i dla niego przewaga bitcoina to nie stopa zwrotu, a przenośność i brak konieczności pozwolenia.
Jak stosować: Zamiast pytać „które aktywo jest najlepsze”, zapytaj „które aktywo jest dla mnie dostępne, przenośne i odporne na ryzyko mojego państwa”. Jeśli masz swobodny dostęp do tanich ETF-ów w UE, część argumentacji Saylora cię nie dotyczy.
Na co uważać: Nie przenoś automatycznie ram z krajów z hiperinflacją na kraj ze stabilną walutą i dostępem do rynków. Argument „przenieś milion przez lotnisko” ma sens dla uchodźcy, nie dla osoby, która nigdzie nie ucieka.
6.Nieruchomość mieszkalna to gorszy magazyn wartości niż komercyjna
Na czym polega: Dom generuje jednostronne koszty: podatek, ubezpieczenie, utrzymanie. Nieruchomość komercyjna pozwala przenieść te koszty na najemców, a wtedy zarabiasz na aprecjacji, nie na czynszu. Saylor nie mówi, że dom jest złą inwestycją — mówi, że jest gorszy niż komercyjna, a lepszy niż gotówka.
Jak stosować: Jeśli rozważasz nieruchomość jako inwestycję (nie jako miejsce do życia), policz roczny łączny koszt posiadania w procentach wartości i porównaj z alternatywami. Sprawdź, czy da się te koszty przenieść na najemcę.
Na co uważać: Kalkulacja Saylora jest oparta na floridzkim podatku od nieruchomości 2% wartości rocznie. W Polsce podatek od nieruchomości mieszkalnych jest naliczany od metrażu i jest o rząd wielkości niższy, więc główny filar tego argumentu tu nie działa. Za to koszty utrzymania, remontów i niepłynności — działają. Saylor sam zaznacza, że nieruchomości komercyjne wymagają wyczucia biznesowego.
7.Wybieraj dziedzinę na początku krzywej S, nie na końcu
Na czym polega: Klasyczny błąd studiowania: wchodzisz w dziedzinę, która już osiągnęła malejące zwroty. Lotnictwo: eksplozja 1903–1975, potem pięćdziesiąt lat i tylko 15% poprawy efektywności. iPhone: skok od wersji 1 do 6, potem plateau. Półprzewodniki: limit jeszcze nieosiągnięty.
Jak stosować: Przed wyborem specjalizacji sprawdź tempo poprawy kluczowego parametru w tej dziedzinie w ostatniej dekadzie. Jeśli parametry podwajają się co kilka lat — jesteś na wznoszącej. Jeśli poprawy są jednocyfrowe — jesteś na plateau.
Na co uważać: Krzywa S jest łatwa do rozpoznania z tyłu, trudna z przodu. Saylor przyznaje wprost, że własnego sukcesu nie zaplanował. Plateau w jednej warstwie nie znaczy plateau w całym stosie — telefon jako formfaktor stanął, ale aplikacje i modele na nim wciąż rosną.
8.„Magiczna okazja” ma okno 12–24 miesięcy
Na czym polega: Saylor twierdzi, że sukces to trafienie w moment, w którym coś dopiero stało się komercyjnie wykonalne. Trzydzieści sześć miesięcy za wcześnie — rozbijasz się o ścianę. Za późno — ktoś już tam jest. Ten sam wzorzec widzi u Beethovena i fortepianu, Led Zeppelin i gitary elektrycznej, Zuckerberga i sieci.
Jak stosować: Testuj małe zakłady w rzeczach, które właśnie stały się możliwe, i miej gotowość, by przy pierwszym sygnale trakcji zaangażować się w pełni. Kluczem jest gotowość do skalowania, nie sam pomysł.
Na co uważać: To narracja post factum i mocno faworyzuje zwycięzców. Nie widzisz tysiąca firm, które trafiły w to samo okno i przegrały. Traktuj to jako powód do wczesnego eksperymentowania, nie jako obietnicę, że wczesność wystarcza. Zwróć uwagę na kontrapunkt Bartletta: 60 eksperymentów rocznie, 5 chwyta, 2 są przełomowe.
9.Buduj na własnym fundamencie, zabijaj umiarkowane sukcesy
Na czym polega: Dwie połączone zasady. Wzrost stabilny to rozszerzanie tego, co już masz — dystrybucji, klientów, aktywów (analogia łodzika i Fibonacciego, przykład Coca-Coli dokładającej napój na już jeżdżącą paletę). A najczęstsza przyczyna porażki to rozcieńczające ekspansje. Do tego twarda reguła: jeśli coś dało umiarkowany sukces, ale nie dość — zabij to.
Jak stosować: Przy każdym nowym projekcie zapytaj: czy wykorzystuję tu istniejącą siłę dystrybucyjną, rynkową albo techniczną? Jeśli jedyne, co łączy nowy projekt ze starym, to fakt, że posiadasz oba — nie budujesz na fundamencie. Zamiast dziesięciu rzeczy poprawiających o 10%, celuj w podwojenie jakości głównej rzeczy.
Na co uważać: Saylor podaje też test: czy ktoś na świecie jest lepiej usytuowany, by to zrobić, niż ty? Jeśli jest ich 97 — jest trudniej. I pamiętaj o jego ostrzeżeniu przed niedoszacowaniem kosztu utrzymania: każda nowa linia to trwałe zobowiązanie, nie jednorazowy wysiłek.
10.Bitcoin tylko dla pieniędzy niepotrzebnych przez cztery do dziesięciu lat
Na czym polega: To jedyne konkretne kryterium wykluczające, jakie Saylor podaje: kto potrzebuje pieniędzy z powrotem za dwanaście tygodni, nie powinien kupować. Skala zaangażowania ma zależeć od przekonania — jeśli nie jesteś pewien, dywersyfikuj między nieruchomości, akcje i inne aktywa długoterminowe. A przed inwestowaniem: 20–200 dolarów miesięcznie na subskrypcję AI jako najlepszy wydatek na siebie.
Jak stosować: Ustal, jaką część kapitału realnie możesz zamrozić na dekadę, i tylko tę część rozważaj. Odpowiedz szczerze, ile godzin poświęciłeś na zrozumienie tematu — Saylor sam wiąże wielkość pozycji z tym nakładem.
Na co uważać: Konflikt interesów jest tu maksymalny i jawny: Saylor prowadzi kampanię promocyjną od sześciu lat, jego firma posiada 847 tys. BTC, a jego prognoza 30% rocznie przez dwadzieścia lat jest twierdzeniem nieweryfikowalnym. Zwróć uwagę na to, co ujawnia sama historia sprzedaży: firma sprzedała bitcoina, by wykazać zdolność obsługi dywidend, mimo hasła „sprzedaj nerkę, ale zatrzymaj bitcoina”. Ta asymetria między radą dla widza a działaniem firmy jest najważniejszą informacją w całym wywiadzie. Oświadczenie, że nadzabezpieczenie utrzymałoby się przy cenie 5 tys. dolarów, pochodzi wyłącznie od niego i nie jest w materiale niczym potwierdzone.