O czym jest ten film
- Teza przewodnia: budowanie agentów AI to nowa fala szans porównywalna z erą SaaS — z tą różnicą, że rynek jest większy, bo dotyczy pracy ludzkiej (rynek wart biliony dolarów), a nie samego oprogramowania.
- Kluczowa zmiana modelu: klasyczny SaaS sprzedaje narzędzie, agent-SaaS sprzedaje wykonaną pracę — „produktem jest wykonana robota”.
- Jak znaleźć pomysł: szukaj powtarzalnego zadania, za które ktoś już płaci (pensja, agencja, recepcjonista, dyspozytor) i które można wykonać taniej.
- Pięć cech dobrego zadania dla agenta: dzieje się często, ma jasną metę, dotyka istniejącego oprogramowania, ma trudne, ale wyuczalne przypadki brzegowe, a klient odczuwa stratę, gdy zadanie kuleje.
- Zanim zbudujesz — „towarzysz” człowiekowi wykonującemu zadanie (shadowing), by poznać prawdziwy, ukryty przebieg pracy.
- Buduj minimalnego użytecznego agenta (MUA) w jednym z czterech wariantów: draft-and-approve, triage, koordynator, agent działający w ściśle określonych granicach.
- Zacznij od przewidywalnego workflow, autonomię dodawaj dopiero tam, gdzie tworzy wartość (nawiązanie do wskazówek Anthropic).
- „Opakowanie produktowe” (dashboard, logi, zatwierdzenia, testy) tworzy zaufanie i zamienia automatyzację w prawdziwy SaaS; kluczową rolę pełnią evale.
- Sprzedaż i pricing: najpierw pilotaż sprzedawany jak praca, potem produktyzacja powtarzalnych części; docelowo ceny oparte na wyniku (outcome pricing).
- Dystrybucja i plan 30 dni: „workflow teardowns” jako główny format treści oraz konkretny tygodniowy plan zbudowania biznesu agentowego od zera.
Redakcyjne tłumaczenie
Agenci to nowy SaaS
Dobra, powiem to wprost: budowanie agentów to nowy SaaS. Widzieliśmy, jak w erze SaaS powstawały miliardy dolarów wartości. Założyciele — dwudziestojednoletni, dwudziestoczteroletni, jacy tylko chcesz — wpadali na pomysły SaaS, które odmieniały ich życie. Oczywiście nie wszystkim się udawało, ale to jest nowa fala, która właśnie się dzieje. Chcę, żebyś zrozumiał, na czym ta fala polega, jak możesz ją wykorzystać i jak budować w tej przestrzeni startupy.
W tym odcinku wyłożę jasno całą tę szansę spod hasła „agenci to nowy SaaS”. Pod koniec zrozumiesz cały schemat działania: jak znaleźć niszę, jak wybrać workflow, jak zbudować pierwszego agenta, jak udowodnić, że działa, jak zapakować go jak SaaS i jak sprzedawać takich agentów jako pracę. Ten wątek pracy jest naprawdę ważny, bo praca to rynek wart wiele bilionów dolarów. Właśnie dlatego ludzie mówią, że agenci są czymś większym niż SaaS — całkowity rynek, do którego można dotrzeć z agentami, jest po prostu dużo większy. To kapitał ludzki.
Chciałem zrobić odcinek, w którym tłumaczę wszystko krok po kroku, jasno — dla osób, które są zainteresowane budowaniem agentów, ich sprzedażą albo po prostu chcą pobudzić swoją kreatywność wokół tego tematu. To materiał dla każdego, kto chce zbudować biznes albo po prostu być bardziej produktywny.
Krok 1: Produktem jest wykonana praca
Pierwsza rzecz, którą musisz zrozumieć, brzmi: produktem jest sama robota. Model mentalny, który mam, jest taki: SaaS sprzedaje oprogramowanie, agent-SaaS sprzedaje wykonaną pracę. Zwykły produkt SaaS mówi: „oto narzędzie, którego może użyć twój zespół”. Ale produkt typu agent-SaaS mówi: „oto zadanie, którego twój zespół nie musi już wykonywać ręcznie” — i to właśnie tę usługę sprzedajesz. Brzmi jak drobna zmiana, ale to naprawdę wielka zmiana sposobu myślenia, zarówno dla klienta, jak i dla ciebie, osoby, która to zbuduje.
Weźmy dla przykładu restauracje. Restauracja budzi się z myślą, że telefon dzwoni w porze kolacji, host jest zajęty sadzaniem gości, ludzie zadają w kółko te same pytania, umykają rezerwacje, a telefony w sprawie prywatnych przyjęć giną. W efekcie tracą przychód. Właśnie dlatego ciekawa jest firma taka jak Slang AI. To w zasadzie superhost AI dla restauracji — nie jestem z nimi powiązany, po prostu uważam, że to interesujący przykład. Odbiera połączenia przychodzące, obsługuje pytania gości, zarządza rezerwacjami, kieruje VIP-ów we właściwe miejsce, alarmuje personel o sprawach wysokiego priorytetu, takich jak prywatne przyjęcia czy skargi gości, i integruje się z systemami takimi jak OpenTable czy Yelp.
Podam inny przykład: usługi domowe. Firma hydrauliczna, firma od klimatyzacji i ogrzewania, dekarska, od zwalczania szkodników — nieodebrane telefony, zlecenia, które trzeba zaksięgować, klienci, do których trzeba oddzwonić. Dyspozytorzy są mniej przytłoczeni, a z tego samego popytu płynie większy przychód, jeśli wdrożą coś, co odbiera telefon całą dobę. Przykładem startupu, który to robi, jest Same Day. Skupiają się na usługach domowych i sprzedają agentów AI — dyspozytorów, handlowców, recepcjonistów — którzy odbierają telefony, odpowiadają na SMS-y, księgują zlecenia i przekładają terminy. Znowu: produktem jest wykonana praca.
Te przykłady mają znaczenie, bo są po prostu zrozumiałe. Kiedy myślisz o pomyśle na startup w tej przestrzeni, myśl w kategoriach: „obsługuję to jedno uciążliwe zadanie lepiej niż młodszy pracownik, szybciej niż agencja i taniej niż zatrudnienie kolejnej osoby”. To jest model mentalny, którym powinieneś się kierować.
Krok 2: Wybierz workflow, do którego przypięta jest wypłata
Jak znaleźć właściwy pomysł na agenta? Zacznij od wypłaty. Jeśli ludzie już płacą za daną pracę — płacą pracownikowi, agencji, recepcjonistce, koordynatorowi, dyspozytorowi — to jest szansa, by sprzedać tę usługę taniej i zdjąć z tej osoby część pracy, żeby mogła robić rzeczy bardziej twórcze.
Dobry workflow dla agenta ma pięć cech:
- Dzieje się cały czas. Codziennie to dobrze, ale co godzinę to jeszcze lepiej: każdy przychodzący lead, każde połączenie, każde zgłoszenie techniczne, każde zapytanie o wycenę, każda wizyta, każde zamówienie, każde zgłoszenie serwisowe.
- Ma jasną linię mety. Zlecenie zaksięgowane, zgłoszenie skategoryzowane, zwrot zatwierdzony, wykonawca umówiony, klient dostał użyteczną odpowiedź.
- Dotyka istniejącego oprogramowania. Jeśli dotyka Gmaila, Slacka, Shopify, HubSpota, Zendeska czy Stripe’a — agenci potrzebują tych narzędzi, żeby móc działać, i potrzebują kontekstu, który mogą odczytać.
- Przypadki brzegowe są uciążliwe, ale wyuczalne. Jeśli workflow jest zbyt banalny, poradzi sobie z nim zwykła automatyzacja (Zapy i tym podobne). Jeśli wymaga czysto ludzkiego osądu, pierwsza wersja się wykrzaczy. Słodki punkt to praca powtarzalna z na tyle dużym elementem osądu, że AI może realnie pomóc.
- Kupujący czuje stratę. Nieodebrane telefony, wolne odpowiedzi, porzucone leady, puste okienka w kalendarzu, drodzy ludzie wykonujący niskowartościową koordynację.
Jaki jest pierwszy krok, żeby ruszyć? Wybierz jedną niszę i wypisz 20 zadań, na które ludzie narzekają. Jeśli to dekarze — może to nieodebrane telefony, pytania o finansowanie, papierologia ubezpieczeniowa, przypomnienia o wizytach. Jeśli to gabinety medycyny estetycznej — może kwalifikacja leadów, odzyskiwanie klientów po nieprzyjściu na wizytę, dosprzedaż członkostw. Jeśli to marki na Shopify — może zwroty, wymiany, follow-up leadów hurtowych.
Następnie oceń każde zadanie pod kątem pięciu rzeczy: jak często się dzieje, jak dotkliwy jest ból, jak łatwo poznać, że zadanie zostało wykonane, jakich narzędzi wymaga dostępu oraz kto już dysponuje budżetem. I tu zaczyna się agent-SaaS. Zacznij od zadania, do którego przypięta jest wypłata. To absolutnie kluczowy punkt.
Krok 3: Zanim zbudujesz, „towarzysz” człowiekowi
Gdy już znajdziesz zadanie — a to jest rzecz, którą wielu pomija — zanim zaczniesz pisać prompty czy kodować, po prostu przyglądaj się człowiekowi, który wykonuje tę pracę.
(Informacja dodatkowa: chodzi o „shadowing” — towarzyszenie pracownikowi i obserwowanie, jak realnie wykonuje zadanie).
Wielu założycieli chce ten etap pominąć, ale to właśnie on zwykle daje nieuczciwą przewagę i wgląd potrzebny do zbudowania agenta wysokiej jakości. Popatrz, jak ktoś wykonuje pracę przy 10–20 przypadkach. Poproś o nagranie ekranu. Poproś, żeby narracją opowiadał, co robi. Zapytaj, co sprawia, że przypadek jest łatwy, a co czyni go dziwnym, co sprawdza przed podjęciem decyzji i gdzie zdarzają się błędy. Szukasz prawdziwego przebiegu pracy. Nawet jeśli sam wykonywałeś kiedyś te zadania, świeża pamięć bardzo pomaga przy budowaniu.
Na przykład host w restauracji odpowiada na pytanie „o której otwieracie?”, ale prawdziwy workflow jest głębszy: host wie, kiedy zamyka się kuchnia, które stoliki są dobre dla wózków, kiedy zamknięty jest taras, jak obsłużyć VIP-a i kiedy przekierować zapytanie o prywatne przyjęcie. Ten szczegół jest produktem.
Specyfikując agenta, powinieneś opisać siedem kluczowych elementów: co budzi agenta do działania, jakiego kontekstu potrzebuje, jakich narzędzi może użyć, co wolno mu zrobić samodzielnie, gdzie potrzebuje zatwierdzenia, kiedy powinien eskalować i wciągnąć człowieka w pętlę oraz jak wygląda sukces. Jeśli rozumiesz wszystkie te rzeczy, nie zbudujesz agentowego bylejaka. Chcemy budować agentów wysokiej jakości, wyjątkowych, którzy wykonują pracę tak dobrze jak ludzie, jeśli nie lepiej, i znacznie bardziej konsekwentnie — i właśnie za to ludzie zapłacą.
Krok 4: Zbuduj najmniejszego użytecznego agenta (MUA)
Większość ludzi słyszy „agent” i wyobraża sobie w pełni autonomicznego pracownika. Tak powstają te dema, które widzisz na Twitterze — i one tak naprawdę nie działają, a biznes z tego wychodzi kiepski. Trzeba zacząć od czegoś mniejszego. Nazywam to minimalnym użytecznym agentem (MUA — minimal useful agent).
Są cztery dobre pierwsze wersje:
- Agent typu draft-and-approve (napisz i zatwierdź). Czyta kontekst, tworzy szkic odpowiedzi, wyceny, podsumowania albo kolejnego kroku, a człowiek to zatwierdza. Świetny, gdy jest ryzyko w workflow, wchodzi w grę kreatywność albo procesy akceptacji.
- Agent triage. Klasyfikuje pracę przychodzącą i kieruje ją we właściwe miejsce — zgłoszenie serwisowe, problem z płatnością, zwrot.
- Agent koordynator. Pośredniczy między systemami i ludźmi: sprawdza dostępność, wysyła przypomnienia, dopytuje o brakujące informacje i pilnuje, żeby praca się posuwała.
- Agent działania w granicach (bounded action). Może wykonać konkretną rzecz według jasnych reguł: umówić wizytę, wysłać follow-up, przetworzyć zwrot poniżej 50 dolarów. Takie rzeczy zauważysz już w praktyce — na przykład w Uber Eats, gdy zamówisz coś, a sałatka nie dojedzie, automatycznie dostaniesz zwrot obsłużony przez agenta.
To jest ta drabina przy budowaniu minimalnego użytecznego agenta: draft, triage, koordynacja i działanie. Przeglądałem ostatnio wskazówki Anthropic dotyczące agentów i zwrócili uwagę na prostą, ale ważną rzecz: wiele problemów agentowych powinno zaczynać się jako workflow. Workflow podąża przewidywalną ścieżką, agent decyduje bardziej dynamicznie. Założyciele powinni „zasłużyć” na autonomię, zaczynając od przewidywalnej ścieżki i dodając osąd tylko tam, gdzie tworzy wartość.
(Informacja dodatkowa: Anthropic to firma stojąca za modelami Claude; publikuje praktyczne wytyczne dotyczące projektowania agentów AI).
Gdybym to budował, zacząłbym od jednego workflow i jednej obietnicy. Na przykład: „odbieramy nieodebrane telefony dla dekarzy i księgujemy zakwalifikowane zlecenia”, albo „segregujemy zgłoszenia serwisowe dla zarządców nieruchomości i umawiamy właściwego wykonawcę”, albo „obsługujemy telefony rezerwacyjne dla restauracji i alarmujemy personel, gdy powinien wkroczyć człowiek”. To wystarczy. Jeden workflow, który działa wystarczająco dobrze, jest wystarczający na dzień pierwszy. Buduje pewność nie tylko u ciebie, ale i u klienta — pamiętaj, że ludzie kupują agentów po raz pierwszy w życiu. Nie chcą wszystkiego naraz, zwłaszcza jeśli nie jesteś Microsoftem ani Salesforce’em.
Krok 5: Opakowanie produktowe robi z tego SaaS
Nie chcesz zbudować tylko fajnej automatyzacji. To, co odróżnia fajną automatyzację od prawdziwego produktu agent-first SaaS, jest takie: agent wykonuje pracę, ale opakowanie tworzy zaufanie. Klienci muszą widzieć, co się wydarzyło. Potrzebują logów, zatwierdzeń, kontroli, reguł przekazywania spraw. Potrzebują sposobu, żeby przetestować agenta, zanim wejdzie na produkcję. Muszą wiedzieć, dlaczego agent zrobił to, co zrobił.
To opakowanie jest właśnie SaaS-em, a sam agent żyje w systemie telefonicznym, skrzynce mailowej, na kanale Slack, w CRM-ie. Dashboard może być bardzo prosty, ale klient wciąż potrzebuje „centrum dowodzenia”. Przynajmniej to zauważam, że działa obecnie. Dla telefonicznego agenta restauracji tym centrum mogą być podsumowania rozmów, wyniki rezerwacji, nieudane przekazania do człowieka. Dla agenta obsługującego serwis nieruchomości — utworzone zgłoszenia, trasy wykonawców, aktualizacje dla najemców, akceptacje właściciela.
Właśnie dlatego evale mają ogromne znaczenie przy budowaniu biznesu agent-first. Zanim obiecasz autonomię, stwórz mały zestaw testowy. Weź 50 prawdziwych przykładów zadania i oznacz poprawne odpowiedzi — 50 połączeń, 50 leadów albo 50 zgłoszeń serwisowych, zależnie od przypadku. Potem uruchom na nich system agenta: czy poprawnie sklasyfikował problem? Czy dopytał o właściwe brakujące informacje? Czy zastosował właściwą politykę? To właśnie jest eval.
(Informacja dodatkowa: eval to zestaw testowych przykładów z oznaczonymi poprawnymi odpowiedziami, służący do mierzenia jakości agenta przy każdej zmianie).
Zestaw evalowy jest jak siłownia: za każdym razem, gdy zmieniasz prompt, model, narzędzia czy workflow, agent wraca „na siłownię” i można ocenić, co jest dobre, a co złe. To też po cichu świetny materiał sprzedażowy. Wyobraź sobie, że mówisz zarządcy nieruchomości: „Przetestowaliśmy to na 50 twoich starych zgłoszeniach serwisowych. 42 skierował poprawnie, 6 oznaczył do przeglądu przez człowieka, a w 2 popełnił błąd. Oto te dwa błędy i oto jak je naprawimy”. To buduje zaufanie, zwłaszcza u ludzi prowadzących „nudne” biznesy, którzy realnie mogą skorzystać z takich agentów. Kiedy jesteś przejrzysty i otwarty w takich rzeczach, budujesz z nimi mnóstwo zaufania.
Krok 6: Sprzedaj pilotaż jak pracę, potem produktyzuj
Najszybsza droga to zwykle pilotaż, w którym ręcznie wykonujesz pracę z pomocą AI, a potem produktyzujesz powtarzalne części. Zacząłbym od trzech klientów w jednej niszy — ta sama nisza, ten sam workflow, ten sam ból — i sprzedawał wynik. Trzeba być tu bardzo mocno ograniczonym w zakresie, bo inaczej dostaniesz kiepskie rezultaty.
Jeśli sprzedajesz wynik, brzmi to tak: „odbierzemy i zakwalifikujemy twoje nieodebrane telefony” albo „posegregujemy twoje zgłoszenia serwisowe”. Pobierasz opłatę wdrożeniową i prostą opłatę miesięczną. Pricing niech będzie łatwy do zrozumienia, a rozliczanie za zużycie czy za wynik dodasz, gdy już zrozumiesz wartość.
Jestem wielkim zwolennikiem tego, że outcome pricing (rozliczanie za wynik) to przyszłość wyceny biznesów i oprogramowania agent-first — bo to po prostu ma sens. Klient nie chce płacić za kolejne „miejsce” (seat) w narzędziu. Ale nie skacz od razu do tego modelu; dojdziesz do niego, tylko trzeba mieć trochę cierpliwości.
Jak myśleć o pricingu? Może to być 1500 dolarów wdrożenia i 1000 dolarów miesięcznie za jeden workflow. Albo 2000 dolarów wdrożenia plus 30 dolarów za zakwalifikowaną wizytę — to już bliżej modelu opartego na wyniku. Albo 3000 dolarów miesięcznie za obsługę do 500 zgłoszeń. Dokładna cena ma tak naprawdę mniejsze znaczenie niż to, czego się nauczysz. Chcesz się dowiedzieć, co klient ceni, gdzie agent się psuje, co wymaga zatwierdzenia i — to najważniejsze pytanie — czego by mu brakowało, gdybyś to zabrał.
Potem budujesz produkt wokół powtarzalnego wzorca. Jeśli każdy dekarz potrzebuje tego samego skryptu na telefon alarmowy, sprawdzenia obszaru obsługi, pytania o finansowanie i follow-upu do wyceny — masz produkt. Jeśli każdy gabinet medycyny estetycznej potrzebuje scoringu leadów, umawiania konsultacji, odzyskiwania klientów po nieprzyjściu i follow-upu po zabiegu — masz produkt. To jest właśnie agent-SaaS: na oprogramowanie „zarabiasz”, najpierw wykonując pracę.
Krok 7: Dystrybucja
Potrzebujesz, żeby ludzie usłyszeli o tym, co budujesz, zobaczyli agenta i pomyśleli „tego mi trzeba”. Jak to zrobić? Formatem, który w czasie rzeczywistym działa naprawdę dobrze, są „workflow teardowns” — pokazanie rozbioru procesu.
(Informacja dodatkowa: „teardown” to treść, która krok po kroku rozkłada dany proces na części — tu: zestawienie „starego sposobu” z „nowym sposobem”).
Pokaż stary sposób wykonywania procesu: telefon dzwoni, nikt nie odbiera, klient dzwoni do konkurencji — albo konsultant odbiera, zadaje pięć pytań, sprawdza kalendarz, sprawdza obszar obsługi, księguje zlecenie, spisuje notatki, wysyła przypomnienie, a potem zapomina o follow-upie. I serce właściciela czy menedżera po prostu pęka. A potem pokazujesz sposób agentowy: telefon dzwoni, agent odbiera, zadaje właściwe pytania, sprawdza obszar obsługi, sprawdza pilność, księguje wizytę, aktualizuje CRM, wysyła potwierdzenie i oznacza przypadki brzegowe dla człowieka.
To jest rodzaj treści, który działa, bo menedżer, dyrektor czy właściciel czuje ten ból. Chcesz być w biznesie sprzedawania środków przeciwbólowych, nie witamin. Właśnie dlatego uwielbiam budowanie biznesów agentowych — jeśli zrobisz to dobrze i przejdziesz przez te kroki, budujesz coś, co realnie pomaga ludziom i jest dla nich bardzo cenne. A jedyny sposób, żeby faktycznie skłonić ich do umówienia rozmowy, to pokazać im — trochę pośmiać się ze starego sposobu — a potem pokazać nowy.
Wybierz jeden workflow i spraw, żeby internet kojarzył cię właśnie z nim. Zrób checklistę, zrób benchmark, zrób teardown, opublikuj 50 przykładów tego workflow — i jesteś w grze o treść. Wiem, że wielu słuchających nie chce tworzyć treści i całkowicie to rozumiem, ale musisz, bo tu jest po prostu szansa. Potem możesz wziąć te materiały, które zaczynają działać, i dołożyć płatne reklamy. Myśl o teardownach, o żartowaniu ze starego sposobu, o tworzeniu memów wokół tematu, o tworzeniu treści, wybieraniu zwycięzców i puszczaniu na nich płatnych reklam. Sugeruję skupienie się na starcie na jednej platformie. Będę robił więcej odcinków o tym, jak zdobywać klientów do aplikacji tworzonych metodą vibe coding — bądźcie czujni.
Plan „od zera do stu”: biznes agentowy w 30 dni
Gdybym zaczynał od zera, oto mój czterotygodniowy plan.
- Dzień 1: Wybieramy niszę, w której niewykonana praca kosztuje pieniądze — usługi domowe, zarządzanie nieruchomościami, agencje ubezpieczeniowe.
- Dzień 2: Przeprowadzam wywiady z 10 operatorami, proszę o współdzielenie ekranu z workflow, zachowuję rozmowy jako materiał badawczy i po prostu ich obserwuję. Możesz im za to zapłacić.
- Dzień 3: Wybieram jeden workflow z częstotliwością, bólem, dostępem do oprogramowania i jasną miarą sukcesu.
- Dzień 4: Piszę specyfikację agenta: wyzwalacz, kontekst, narzędzia, reguły, przekazania spraw, eval.
- Dzień 5: Uruchamiam go ręcznie z pomocą AI — używam Claude’a albo ChatuGPT, kopiuję i wklejam kontekst, tworzę szkic wyniku, proszę człowieka o zatwierdzenie. Testujesz, czy AI pomaga, zanim zbudujesz oprogramowanie.
- Dzień 6: Buduję najmniejszą użyteczną wersję — zwykle wystarczy draft-and-approve albo triage.
- Dzień 7: Tworzę zestaw evalowy z 50 prawdziwych przykładów.
- Tydzień 2: Sprzedaję dwa pilotaże w tej samej niszy.
- Tydzień 3: Dodaję opakowanie produktowe — logi, zatwierdzenia, ustawienia, analitykę, przekazania — i używam AI, żeby to oprogramowanie zbudować. Prawdopodobnie skorzystałbym z czegoś takiego jak Claude Design, a zakładając, że Fable jest już dostępny — użyłbym Fable, żeby to zakodować.
(Informacja dodatkowa: Fable to model z rodziny Claude 5; Claude Design to narzędzie Anthropic wspomagające pracę projektowo-programistyczną).
- Tydzień 4: Publikuję workflow teardowns, zamieniam pilotaże w dowód skuteczności i mocno stawiam na strategię treści.
Przez cały ten czas — o czym powinienem był wspomnieć wcześniej — buduję audytorium. Pod koniec czwartego tygodnia mam formaty, które działają, wiem, gdzie podwoić wysiłki i gdzie mogę wydać pieniądze na płatne pozyskiwanie klientów. Wtedy, w drugim i trzecim miesiącu, staram się zrozumieć swoje LTV, które kanały działają i gdzie mogę mocniej postawić — i idę dalej.
Podsumowanie
To chyba tyle w tym odcinku. Uważam, że agenci to nowy SaaS, bo oprogramowanie przechodzi od „pomóż mi wykonać pracę” do „wykonaj pracę razem ze mną”. Mnóstwo ludzi po prostu nie bierze udziału w tej zmianie. Widzą ją, rozumieją, słuchają mnie i myślą „no jasne” — ale nie budują biznesów agent-first. Szansa polega na tym, żeby znaleźć najmniejszy bolesny workflow, który powtarza się cały dzień, w niszy, którą rozumiesz, i sprawić, żeby zniknął: odebranie telefonu, zaksięgowanie zlecenia, posegregowanie zgłoszenia, aktualizacja systemu, eskalowanie tego dziwnego przypadku. Jest tu mnóstwo pieniędzy do zarobienia i mnóstwo wartości do stworzenia.
Jeśli to oglądasz i myślisz „chcę budować z AI” — zacznij od zadania. Znajdź je, przyglądaj się mu, zrób specyfikację, uruchom ręcznie, zbuduj najmniejszego użytecznego agenta, sprzedaj pilotaż, a potem produktyzuj powtarzalne części. Tak buduje się agenta, za którego ludzie zapłacą. I dlatego uważam, że budowanie agentów to nowy SaaS. Ludzie biorą tysiące dolarów za tego typu wiedzę, a tu jest za darmo, jak zawsze na podcaście Startup Ideas.
10 najważniejszych takeaways — z kontekstem zastosowania
1.Sprzedawaj wykonaną pracę, nie narzędzie
Na czym polega: Zamiast oferować oprogramowanie, które klient sam musi obsłużyć, sprzedajesz konkretne zadanie, którego zespół klienta nie musi już wykonywać ręcznie. „Produktem jest wykonana robota”.
Jak stosować: Sformułuj ofertę jako jedno zdanie o wyniku, np. „odbieramy i kwalifikujemy twoje nieodebrane telefony”. Porównuj się do młodszego pracownika, agencji i kosztu zatrudnienia — masz być lepszy, szybszy i tańszy w tym jednym zadaniu.
Na co uważać: Nie rozmywaj obietnicy. Gdy zaczynasz mówić „to platforma, która potrafi wszystko”, wracasz do modelu narzędziowego i tracisz przewagę oraz zaufanie klienta.
2.Zaczynaj od zadania, do którego przypięta jest wypłata
Na czym polega: Najlepsze pomysły dotyczą pracy, za którą ktoś już płaci (pensja, agencja, recepcjonista, dyspozytor) — budżet i ból już istnieją.
Jak stosować: Wybierz jedną niszę, wypisz 20 zadań, na które ludzie narzekają, i oceń każde w pięciu wymiarach: częstotliwość, dotkliwość bólu, łatwość rozpoznania „gotowe”, wymagany dostęp do narzędzi oraz kto dysponuje budżetem.
Na co uważać: Unikaj zadań zbyt banalnych (zrobi je zwykły Zap) oraz wymagających czysto ludzkiego osądu (pierwsza wersja się rozsypie). Celuj w powtarzalność z domieszką osądu.
3.Przyglądaj się człowiekowi, zanim zaczniesz budować (shadowing)
Na czym polega: Prawdziwy przebieg pracy jest głębszy niż widoczna czynność — kryje ukrytą wiedzę i wyjątki, które decydują o jakości agenta.
Jak stosować: Obserwuj 10–20 realnych przypadków, poproś o nagranie ekranu i narrację. Pytaj, co czyni przypadek łatwym, dziwnym, co pracownik sprawdza przed decyzją i gdzie zdarzają się błędy.
Na co uważać: To etap, który założyciele najchętniej pomijają — a to właśnie on daje przewagę. Nawet jeśli sam robiłeś kiedyś to zadanie, odśwież je, bo intuicja bywa nieaktualna.
4.Buduj minimalnego użytecznego agenta (MUA), nie autonomicznego pracownika
Na czym polega: Zamiast pełnej autonomii (efektowne dema, słaby biznes) zacznij od jednego z czterech wąskich wariantów: draft-and-approve, triage, koordynator lub działanie w granicach.
Jak stosować: Dobierz wariant do ryzyka: draft-and-approve tam, gdzie jest kreatywność i akceptacje; triage do klasyfikacji; koordynator do przepływu między systemami; bounded action do prostych reguł (np. zwrot poniżej 50 dolarów).
Na co uważać: Nie obiecuj autonomii na starcie. Klient kupuje agenta po raz pierwszy — chce małego, sprawdzalnego kroku, a nie „wszystkiego naraz”.
5.Zacznij od workflow, autonomię dokładaj tam, gdzie tworzy wartość
Na czym polega: Workflow podąża przewidywalną ścieżką, agent decyduje dynamicznie. Zgodnie ze wskazówkami Anthropic autonomię trzeba „zasłużyć”, zaczynając od przewidywalności.
Jak stosować: Ustal jeden workflow i jedną obietnicę (np. „segregujemy zgłoszenia serwisowe dla zarządców i umawiamy właściwego wykonawcę”). Dodawaj element osądu tylko tam, gdzie faktycznie poprawia wynik.
Na co uważać: Nadmiar dynamicznej decyzyjności na wczesnym etapie zwiększa liczbę awarii i podkopuje zaufanie. Jeden działający workflow wystarczy na dzień pierwszy.
6.Opakowanie produktowe (logi, akceptacje, testy) buduje zaufanie
Na czym polega: Agent wykonuje pracę, ale to opakowanie — dashboard, logi, kontrole, reguły przekazywania, możliwość testu — tworzy zaufanie i zamienia automatyzację w SaaS.
Jak stosować: Zbuduj proste „centrum dowodzenia” dopasowane do niszy: podsumowania rozmów i przekazania dla agenta restauracyjnego; utworzone zgłoszenia, trasy wykonawców i akceptacje właściciela dla agenta nieruchomości. Klient musi widzieć, dlaczego agent zrobił to, co zrobił.
Na co uważać: Sama „fajna automatyzacja” bez warstwy przejrzystości nie sprzeda się firmom, które kupują agenta pierwszy raz — brak wglądu = brak zaufania.
7.Traktuj evale jako silnik jakości i narzędzie sprzedaży
Na czym polega: Eval to zestaw ~50 prawdziwych przykładów z oznaczonymi poprawnymi odpowiedziami, na których testujesz agenta przy każdej zmianie promptu, modelu, narzędzi czy workflow.
Jak stosować: Zbierz 50 realnych przypadków klienta, uruchom na nich agenta i mierz: poprawną klasyfikację, dopytanie o brakujące dane, zastosowanie właściwej polityki. Pokaż klientowi wyniki wprost („42 poprawnie, 6 do przeglądu, 2 błędy i oto jak je naprawimy”).
Na co uważać: Nie obiecuj autonomii bez evala — inaczej nie wiesz, gdzie agent się myli. Transparentność co do błędów buduje więcej zaufania niż udawanie perfekcji.
8.Sprzedaj pilotaż jak pracę, potem produktyzuj powtarzalne części
Na czym polega: Najszybsza droga to ręczne wykonanie pracy z pomocą AI dla kilku klientów, a następnie zautomatyzowanie tego, co się powtarza.
Jak stosować: Zacznij od trzech klientów w jednej niszy z tym samym workflow. Sprzedawaj wynik, pobieraj opłatę wdrożeniową plus prostą miesięczną. Gdy każdy klient potrzebuje tych samych elementów (np. skrypt alarmowy, sprawdzenie obszaru, follow-up wyceny) — masz produkt.
Na co uważać: Trzymaj się wąsko jednej niszy i jednego workflow, inaczej dostaniesz kiepskie wyniki. Nie rozpraszaj się na różne branże na starcie.
9.Zmierzaj do rozliczania za wynik, ale nie od razu
Na czym polega: Outcome pricing (za zakwalifikowaną wizytę, za obsłużone zgłoszenie) to zdaniem autora przyszłość wyceny biznesów agent-first, bo klient nie chce płacić za kolejne „miejsce” w narzędziu.
Jak stosować: Startuj z prostym, zrozumiałym cennikiem (np. wdrożenie + miesięczny abonament). Dopiero po zrozumieniu wartości przechodź na rozliczenie za zużycie lub wynik (np. wdrożenie + stawka za zakwalifikowaną wizytę).
Na co uważać: Nie przeskakuj od razu do outcome pricingu — bez wiedzy o realnej wartości i punktach awarii ustawisz zły model. Dokładna cena mniej ważna niż to, czego się z pilotażu nauczysz.
10.Dystrybucja przez „workflow teardowns” i konsekwencję na jednej platformie
Na czym polega: Najlepiej działającą treścią jest zestawienie bolesnego „starego sposobu” z płynnym „nowym sposobem” obsługiwanym przez agenta — bo decydent realnie czuje ten ból.
Jak stosować: Wybierz jeden workflow i spraw, by internet kojarzył cię właśnie z nim: rób checklisty, benchmarki, teardowny, 50 przykładów. Zacznij na jednej platformie, wybierz formaty, które działają, i dopiero wtedy dołóż płatne reklamy. Buduj audytorium równolegle do produktu.
Na co uważać: Sprzedawaj „środki przeciwbólowe”, nie „witaminy” — treść ma trafiać w realny, kosztowny ból. Jeśli nie lubisz tworzyć treści, i tak musisz, bo tu leży przewaga w dystrybucji.

