O czym jest ten film
- Autor kończy 10. miesiąc terapii Mounjaro i schudł ze 115 do 83 kg — jest zadowolony z wagi.
- Odcinek nie dotyczy wyników, lecz osobistego dylematu: odstawić lek czy kontynuować go w mikrodawkach.
- Główny argument „za” kontynuacją: korzyści zdrowotne GLP-1 — dla serca, ciśnienia i (według nowych badań) ryzyka nowotworów.
- Autor obawia się utraty „nowego siebie” — zdrowych nawyków, relacji z jedzeniem i motywacji do ćwiczeń.
- Mounjaro osłabiło u niego chęć na alkohol; boi się, że po odstawieniu wróci ochota na drinki.
- Powołuje się na nowe doniesienia o wpływie GLP-1 na mózg (nowe połączenia nerwowe) i na własne odczucie większej energii i motywacji.
- Zauważa też zmianę psychiczną — zaczął stawiać własne potrzeby na równi z potrzebami innych.
- Największy strach: powrót wagi i „starego Piotrka” po odstawieniu, choć wie, że utrzymanie wagi jest możliwe.
- Realne ryzyko praktyczne: po odstawieniu lekarze mogą nie przepisać leku ponownie, bo BMI będzie prawidłowe.
- Na koniec odpowiada na dwa częste pytania: o dzielenie pena na dawki oraz o sterylność i wymianę igieł.
Redakcyjne tłumaczenie
Dziesiąty miesiąc i dylemat
Wczoraj minął dziesiąty miesiąc, odkąd jestem na Mounjaro. W dzisiejszym odcinku nie będzie żadnych danych o GLP-1 ani moich wyników — chcę podzielić się dylematem, z którym się borykam. Moja waga jest już taka, z jakiej jestem naprawdę zadowolony. Przypomnę: zaczynałem od 115 kg, dziś jestem przy 83 kg. Można więc powiedzieć, że terapia dobiega końca.
I właśnie ten dylemat wciąż tłucze mi się po głowie, spędza mi sen z powiek: zostawić Mounjaro czy je kontynuować? Sam nie wiem, co z tym fantem zrobić. Jeśli macie jakiś pomysł, chętnie usłyszę wasze zdanie w komentarzach. Może są wśród was osoby z podobnym dylematem — takie, które doszły do punktu, w którym są już zadowolone ze swojej wagi, sylwetki i nie wiedzą, co dalej.
Korzyści zdrowotne — najmocniejszy argument „za”
Najważniejszym powodem, żeby kontynuować Mounjaro mimo tego, że nie chcę już chudnąć — czyli przyjmować mikrodawki zamiast pełnych — są korzyści zdrowotne, jakie daje GLP-1. Bo GLP-1 to nie tylko waga. To ogromny wpływ na serce. Nie oszukujmy się: dobijam do wieku, w którym słyszę, że moi rówieśnicy albo osoby kilka lat starsze mają już zawały, a nasz styl życia niestety takim chorobom sprzyja. Kiedy robię rachunek zysków i strat, to właśnie korzyści dla serca są największym plusem przemawiającym za tym, by kontynuować GLP-1 — może nie w pełnej dawce, żeby chudnąć dalej, lecz właśnie w mikrodawkach.
Mój organizm po dziesięciu miesiącach przyzwyczaił się do leku na tyle, że nie mam większych problemów z jedzeniem. Pilnuję się, jem bardzo zdrowo, ale też dbam o to, żeby mieć wystarczająco kalorii — nie obcinam ich znacznie. Moja waga w ostatnim miesiącu to plus minus 200 gramów wokół 83 kg. Czasem są większe wahania, zwłaszcza jeśli dużo poćwiczę i chodzi o wodę, ale nie ma już spadku, waga nie leci w dół. To jest w porządku, ale dylemat niestety nie daje mi spokoju.
Przed Mounjaro miałem wysokie ciśnienie. Zostało unormowane dzięki temu, że schudłem, ale GLP-1 też ma na to wpływ — są szeroko dostępne badania mówiące, że pomaga przy nadciśnieniu, i to nawet u osób nieotyłych. Poza tym, jak wspominałem w poprzednim filmie, ostatnio pojawiło się dużo badań o GLP-1 i raku. Okazuje się, że lek ma dobry wpływ, bo spowalnia rozwój nowotworu i zapobiega rakowi piersi. Ja jestem w pewnym stopniu obciążony — w rodzinie od strony mamy dużo osób chorowało na raka. To ryzyko gdzieś jest i znowu tkwi mi z tyłu głowy. Widząc te nagłówki, znowu myślę, że Mounjaro uśmiecha się, żeby je kontynuować.
(Informacja dodatkowa: badania nad wpływem leków z grupy GLP-1 na ryzyko nowotworów są wciąż wczesne i niejednoznaczne; nie należy traktować ich jako pewnika ani samodzielnie zmieniać terapii bez konsultacji z lekarzem.)
„Nowy Piotrek” — najważniejszy argument osobisty
Najważniejszym argumentem „za” jest jednak to, że kocham nowego Piotrka — tego, którym stałem się od początku Mounjaro. Zmieniło się moje życie, a tak naprawdę zmieniłem się ja: sposób myślenia, dbania o siebie, postrzeganie zdrowia w szerokim sensie. Zwracam uwagę na to, jak się odżywiam, poświęcam temu bardzo dużo czasu. To plus nie tylko dla mnie, ale i dla rodziny — dla mojego syna, dla którego jestem teraz dobrym przykładem. Widzi tatę, który zamiast siedzieć z piwem przed meczem intensywnie ćwiczy, dba o siebie, dużo się rusza i zdrowo je. Myślę, że to w dużym stopniu modeluje jego zachowanie. Jestem z siebie dumny i chciałbym to kontynuować.
Największy strach to obawa, że waga wróci po odstawieniu. Wiem jednak, że odstawienie Mounjaro nie równa się automatycznie przytyciu — jest sporo dowodów na to, że wagę da się utrzymać, jeśli się chce. To zależy od osoby, każdy jest inny, ale realnie jest to fifty-fifty: waga może wrócić albo się utrzymać. Najbardziej boję się tego, że stracę „nowe ja” — całe myślenie skupione wokół zdrowego trybu życia, zdrowej relacji z jedzeniem, nawet ćwiczeń siłowych, które robię trzy razy w tygodniu. Martwię się, że jak odstawię lek, pojawi się pierwsza oznaka: „nie chce mi się, może w tym tygodniu sobie odpuszczę, a w przyszłym nadrobię”. Tak było przy wcześniejszych próbach — szło dobrze, a potem święta, wizyta rodzinna, wakacje all inclusive, i powolutku wszystko szło na drugi tor, wracałem do starej wagi, a wszystkie efekty lądowały w koszu. To kolejny argument, żeby kontynuować.
Alkohol i wpływ na mózg
Następna rzecz to alkohol. Mounjaro bardzo dobrze działa na wszelkiego rodzaju uzależnienia i mogę to potwierdzić: odkąd jestem na leku, drink, piwo, wszelki alkohol stały się dla mnie mniej atrakcyjne — a właściwie wcale mnie nie pociągają. Poszły w odstawkę, co jest fantastyczne. I znowu dylemat: co będzie, jak odłożę lek — czy w weekendy nie zacznie mnie ciągnąć, żeby sobie podpić?
Poza tym sam spokój, jaki mam na Mounjaro. To nie tylko moje odczucie. Przedwczoraj pojawiło się dużo artykułów o amerykańskim badaniu mózgu, w którym zauważono, że tworzą się nowe połączenia nerwowe. To fakt naukowy: Mounjaro wpływa na mózg i go zmienia. W moim przypadku wydaje mi się, że na lepsze — choć wiele osób mówi, że traci energię i motywację, że pojawiają się nawet myśli samobójcze. U mnie działa odwrotnie, bardziej motywująco. Wiemy, że zmiana jest faktem, ale informacji jest niewiele — trudno to zbadać i zmierzyć, do mózgu nie można zajrzeć. Skanują, widzą te połączenia, ale niewiele wiedzą. Jak to naprawdę wygląda, okaże się pewnie za kilkanaście lat.
(Informacja dodatkowa: w opisie skutków ubocznych leków GLP-1 rzeczywiście pojawiają się doniesienia o obniżeniu nastroju czy myślach samobójczych — jeśli takie objawy się pojawią, należy niezwłocznie skontaktować się z lekarzem.)
W moim przypadku mam więcej energii do działania — zwłaszcza do zdrowego gotowania, ćwiczeń, dbania o siebie. Przez dziesięć miesięcy to były same plusy, choć muszę przyznać, że organizm trochę się przyzwyczaił. Na początku mówiłem, że mój mózg leci na 150% — teraz powiedziałbym, że na 120%. Trochę tego „highu” ubyło, ale wciąż jest na plus. To kolejny argument za kontynuacją i za tym, żeby uniknąć powrotu starego Piotrka.
Zmiana psychiczna — więcej myślenia o sobie
Zauważyłem też, że odkąd jestem na Mounjaro — zwłaszcza w ostatnich miesiącach — zacząłem bardziej myśleć o sobie. Dotąd byłem osobą, która wszystkich stawiała przed sobą. Najważniejsze było zrobić coś dla każdego, każdemu pomóc, a ja czułem się mało ważny, moje potrzeby wydawały się drugorzędne. Najpierw rodzina, znajomi, nawet psy — choćbym się spieszył do pracy i wiedział, że będę potem gnał z językiem na brodzie albo się spóźnię, i tak najważniejsze było, żeby psy wyszły na spacer. To prosty przykład pokazujący, jak zmieniło się moje myślenie.
Teraz zrobiłem się trochę — można powiedzieć — samolubny, a raczej bardziej myślę o sobie. Przykład: pozwoliłem sobie sam pojechać na Sri Lankę, i to dwa razy, bo pomyślałem, że ja też się liczę, że moje potrzeby też są ważne. Postawiłem swoje dobro jako równie ważne. Może „samolubny” to złe słowo — nie chodzi o to, że myślę tylko o sobie, a resztę rodziny mam gdzieś. Absolutnie nie. Po prostu uważam, że moje samopoczucie i dobro są tak samo ważne, jak innych członków rodziny.
Argumenty „za” odstawieniem i pułapki
Czy są argumenty za tym, żeby jednak odłożyć Mounjaro? Na pewno chciałbym spróbować dla eksperymentu. Wiem, że wielu z was czeka, żebym odstawił lek i udokumentował, czy da się utrzymać wagę, czy jednak trzeba go brać do końca życia. Powiem wam — i pozdrowienia dla Nony — że jeśli poczytacie komentarze, są osoby, które odstawiły i nawet dalej chudną. To nie jest sprawa przesądzona. Wiemy co prawda z tych oksfordzkich badań (nagrałem o nich osobny film, poszukajcie), że mówiono, iż waga wraca czterokrotnie szybciej i praktycznie wszystko skreślono — ale prawda jest bardziej skomplikowana. Wagę śmiało można utrzymać i chciałbym się z tym zmierzyć.
Pojawia się opcja: mógłbym schodzić z dawki, odstawić, a jeśli waga naprawdę zacznie wracać i nie dam rady — po prostu wrócić do leku. Tu jednak jest problem, z którym boryka się wiele osób: potem lekarze i apteki nie przepiszą leku, bo moje BMI jest prawie idealne. Jedynym rozwiązaniem powrotu byłaby wersja aptek robionych na zamówienie — kupowanie fiolek, bo nie wydaje mi się, żeby któryś lekarz zgodził się przepisać. W internecie jest mnóstwo filmów osób, które odstawiły, bo uznały lek za niepotrzebny albo za drogi, a potem okazało się, że na Mounjaro było im super, męczą się i chcą wrócić — i niestety nie mogą, bo ich waga jest zbyt bliska prawidłowej. To duży problem. Nowego Piotrka nie chciałbym stracić, a jeśli okaże się, że stracę i jego, i dostęp do leku — to bardzo pesymistyczna wizja staje mi przed oczami.
(Informacja dodatkowa: „wersja kompaundowana” to leki przygotowywane na zamówienie w aptekach recepturowych; w wielu krajach ich legalność i jakość bywają wątpliwe — to nie jest równoważnik oryginalnego, zarejestrowanego preparatu.)
Koszt i pytanie o długoterminowe stosowanie
Minusem jest oczywiście koszt Mounjaro, ale tu nie mam problemu, bo dzielę pena 15 mg — używam dawki 5 mg, więc koszt się rozkłada. Pen wystarcza mi na znacznie dłużej niż cztery tygodnie, więc wielkiej tragedii nie ma.
Zostaje jednak pytanie o długoterminowe przyjmowanie Mounjaro czy innych leków — Ozempicu, Wegovy. Lek istnieje od 2005 roku, a w ostatnich trzech–czterech latach jest bardzo szeroko stosowany. Wiele osób bierze go długoterminowo. Śledzę kilka kanałów z Ameryki i widzę ludzi, którzy są na leku bardzo długo — trzy, cztery lata. Ale z tyłu głowy mam znak zapytania: jaki wpływ na organizm będzie miało GLP-1 przez, powiedzmy, pięć lat? Jak długo trzeba przyjmować Mounjaro — czy naprawdę już zawsze? To trudny temat, poświęcam mu dużo czasu, żeby znaleźć rozwiązanie, w którym wilk syty i owca cała.
Na pewno nie chciałbym, żeby wrócił stary Piotrek — stare nawyki, w których zdrowie było na dalszym planie. Żeby drinki znów stały się atrakcyjne i żebym zaczął jeść kebaby. Byłem wielkim fanem kebaba, choć nie jadłem go już od dobrych paru miesięcy. Wcześniej bardzo często sobie na niego pozwalałem — teraz mnie nie interesuje. Wiem, że lubię to mięso i pewnie nadal bym lubił, ale nie pociąga mnie już tak, żebym sobie kupił. Nawet gdy czuję zapach, nie działa na mnie jak dawniej, gdy nie mogłem się opanować. Teraz myślę: pojadę do domu, ugotuję sam coś zdrowszego, zrobię sobie rybkę. To jest właśnie największy plus Mounjaro — wpływ na myślenie i percepcję. Tego najbardziej się boję stracić.
To poważny orzech do zgryzienia. Robię research, czytam, śledzę amerykańskie kanały ludzi, którzy są na leku któryś rok. Są też kanały osób, które odstawiły — z tych, które oglądam, powiedzmy na dziesięć cztery to osoby, które zostawiły lek i naprawdę świetnie sobie radzą. Ale, jak wiemy, Mounjaro to tylko narzędzie: one zmieniły styl życia, wprowadzały trwałe zmiany i wciąż je kontynuują — ćwiczą, zdrowo się odżywiają, patrzą, co kładą na talerz. Niektóre ich relacje są już po roku od odstawienia i waga nadal wygląda bardzo dobrze.
Są też osoby przeciwne. Oglądam pewnego mężczyznę z Wielkiej Brytanii, który robi dziwne rzeczy: podejmował wielkie próby — miał nie pić przez cały rok, założył wręcz kanał o tym, że nie będzie pił, i zrezygnował po trzech tygodniach. Potem miał ćwiczyć — dwa razy poszedł biegać. Odstawiał Mounjaro w grudniu, bo były święta, potem jechał na wakacje i znowu odstawiał, po czym wracał. Dzieją się u niego dziwne rzeczy, więc nie można go traktować jako przykładu, ale jest jedną z tych osób, które odstawiają i niestety wracają całkowicie do starego ja — czego najbardziej nie chciałbym u siebie zobaczyć.
Chciałem się z wami podzielić tym, gdzie jestem na mojej drodze z Mounjaro przy dziesiątym miesiącu. Jeśli macie pomysły albo jesteście w podobnym momencie — piszcie. Chętnie porozmawiam z kimś, kto mnie rozumie, kto jest w moich butach.
Odpowiedzi na częste pytania
Dzielenie pena. Często pojawia się pytanie o dzielenie pena 15 mg na dawki 2,5 mg. Wiem, że dużo osób tak robi bez problemu i nic się z lekiem nie dzieje, ale osobiście uważam, że dzielenie na 2,5 mg przez cały okres używania jednego pena jest trochę za długie. Dla osób stosujących 2,5 mg rozsądniejszym rozwiązaniem byłoby może 10 mg, żeby czas używania i przechowywania pena był krótszy. I pamiętajcie: część, w którą wbijamy igłę, trzeba trzymać sterylnie. Ja przecieram ją przed wbiciem igły i po — to miejsce najbardziej naraża płyn w środku na dostanie się bakterii. Bądźcie ostrożni, czyśćcie przed i po. To bardzo ważne.
(Informacja dodatkowa: dzielenie pena i modyfikowanie dawek to praktyka pozarejestracyjna, niezalecana przez producenta; przekazywane tu wskazówki to prywatne doświadczenie autora, a nie porada medyczna.)
Wymiana igieł. Drugie pytanie: czy zmieniać igłę przy każdym zastrzyku? Dla mnie to oczywiste — zmieniamy. Igła jest wbijana i wyciągana, zbiera bakterie i ciała obce, które potem wchodzą i wychodzą. Używanie tej samej igły jest niehigieniczne i naraża płyn w środku na bakterie — lek może przestać działać albo się zepsuć.
To tyle, krótki odcinek. Może ktoś doradzi coś ciekawego. Życzę miłego weekendu i tygodnia. Mam nadzieję, że przydało się też moje wideo z ćwiczeniami — prosty, 20-minutowy film z modyfikowanymi ćwiczeniami na początek. Jeśli macie problem ze stawami czy plecami, możecie śmiało niektóre wykorzystać, ale ostrożnie — róbcie tyle, na ile pozwala wam ciało. Dajcie znać w komentarzach, czy się przydało. Dzięki, że wysłuchaliście mojego marudzenia. Pozdrawiam wszystkich, a w szczególności Mariusza. Trzymajcie się.
10 najważniejszych takeaways — z kontekstem zastosowania
1.Cel wagowy to moment na świadomą decyzję, nie automatyczne odstawienie
Na czym polega: Po osiągnięciu wagi, z której jesteś zadowolony (u autora 83 kg po starcie ze 115 kg), pojawia się realna decyzja: odstawić lek, zejść na dawkę podtrzymującą czy kontynuować.
Jak stosować: Potraktuj osiągnięcie celu jako punkt do rozmowy z lekarzem prowadzącym, a nie sygnał do samodzielnego przerwania terapii. Rozpisz własny bilans zysków i strat.
Na co uważać: Nie utożsamiaj „celu wagowego” z „końcem leczenia” — GLP-1 bywa terapią przewlekłą, a decyzja o odstawieniu ma konsekwencje medyczne i praktyczne.
2.GLP-1 to więcej niż waga — korzyści sercowo-naczyniowe bywają głównym powodem kontynuacji
Na czym polega: Autor jako najsilniejszy argument „za” podaje korzyści dla serca oraz unormowane ciśnienie.
Jak stosować: Jeśli masz obciążenia (nadciśnienie, historia rodzinna chorób serca), omów z lekarzem, czy dawka podtrzymująca ma sens ze względów kardiologicznych, nie tylko wagowych.
Na co uważać: Korzyści zdrowotne to argument medyczny do zweryfikowania z lekarzem, a nie usprawiedliwienie samodzielnego przedłużania terapii; doniesienia o wpływie na raka są wciąż wczesne.
3.Dawka podtrzymująca (mikrodawka) jako kompromis między odstawieniem a pełną terapią
Na czym polega: Autor rozważa nie pełną dawkę „na chudnięcie”, lecz mikrodawki utrzymujące efekt i korzyści zdrowotne.
Jak stosować: Zapytaj lekarza, czy w twoim przypadku możliwa jest dawka podtrzymująca zamiast pełnego odstawienia — to często pomijana trzecia droga.
Na co uważać: Samodzielne ustalanie „mikrodawki” bez nadzoru to eksperyment na własnym zdrowiu; skuteczność i bezpieczeństwo zależą od indywidualnej reakcji.
4.Odstawienie nie oznacza automatycznego przytycia — ale wynik jest niepewny
Na czym polega: Autor przytacza, że część osób utrzymuje wagę po odstawieniu, choć realnie ocenia szanse jak „fifty-fifty”.
Jak stosować: Zanim odstawisz, miej gotowy plan utrzymania wagi (dieta, trening, monitoring) i traktuj pierwsze miesiące jako fazę wysokiego ryzyka nawrotu.
Na co uważać: Nagłówki typu „waga wraca czterokrotnie szybciej” są uproszczeniem; nie opieraj decyzji na jednym badaniu ani na komentarzach z YouTube.
5.Trwałe nawyki, a nie sam lek, decydują o utrzymaniu efektu
Na czym polega: Osoby, które odstawiły i utrzymały wagę, wcześniej trwale zmieniły styl życia — lek był tylko narzędziem.
Jak stosować: Już w trakcie terapii buduj nawyki (trening siłowy 3×/tydzień, gotowanie w domu), tak by przetrwały bez leku. Nie czekaj z tym do momentu odstawienia.
Na co uważać: Świąteczne/wakacyjne wyjątki bywają początkiem zsuwania się do starych nawyków — zaplanuj z góry, jak przetrwasz okresy pokus.
6.Uwzględnij realne ryzyko utraty dostępu do leku po odstawieniu
Na czym polega: Gdy BMI wróci do normy, lekarze i apteki mogą odmówić ponownej recepty, zostawiając tylko wątpliwe wersje kompaundowane.
Jak stosować: Zanim odstawisz „na próbę”, ustal z lekarzem, na jakich warunkach mógłbyś wrócić do terapii — potraktuj to jako część planu wyjścia.
Na co uważać: Leki robione na zamówienie w aptekach recepturowych nie są równoważnikiem oryginału; ich jakość i legalność bywają problematyczne.
7.Efekt na apetyt na alkohol i „śmieciowe” jedzenie może być cenny — i odwracalny
Na czym polega: Autor stracił ochotę na alkohol i kebaby, co uznaje za dużą korzyść, ale boi się powrotu tych zachcianek po odstawieniu.
Jak stosować: Jeśli lek pomógł ci ograniczyć używki, świadomie wzmacniaj te zmiany zachowaniem (nowe rutyny, unikanie wyzwalaczy), by nie zależały wyłącznie od farmakologii.
Na co uważać: Zmniejszony pociąg do alkoholu może wrócić po odstawieniu — nie zakładaj, że nawyk „sam się utrzyma”.
8.Wpływ na mózg i nastrój bywa różny u różnych osób
Na czym polega: Autor odczuwa więcej energii i motywacji, ale przywołuje, że inni zgłaszają spadek energii, utratę motywacji, a nawet myśli samobójcze.
Jak stosować: Obserwuj własny nastrój i poziom energii; jeśli reagujesz pozytywnie — dobrze, ale nie zakładaj, że twoja reakcja jest uniwersalna.
Na co uważać: Przy objawach obniżenia nastroju czy myślach samobójczych natychmiast skontaktuj się z lekarzem — to udokumentowane potencjalne działanie niepożądane, nie temat do „przeczekania”.
9.Higiena wstrzykiwania i wymiana igieł to nie formalność
Na czym polega: Autor podkreśla przecieranie miejsca wkłucia w penie przed i po oraz wymianę igły przy każdym zastrzyku, by nie skazić leku bakteriami.
Jak stosować: Zmieniaj igłę za każdym razem, utrzymuj sterylność portu wkłucia — to chroni zarówno ciebie, jak i skuteczność leku.
Na co uważać: Dzielenie pena i długie przechowywanie zwiększają ryzyko utraty jałowości; im dłużej używasz jednego pena, tym większa dbałość o sterylność i przechowywanie.
10.Dzielenie pena wydłuża czas użycia leku — waż to ostrożnie
Na czym polega: Autor dzieli pena 15 mg na dawki po 5 mg i sugeruje, że dzielenie na 2,5 mg może zbytnio wydłużyć okres używania jednego pena.
Jak stosować: Jeśli dzielisz dawki, rozważ, jak długo faktycznie będziesz trzymać otwarty pen; krótszy czas użycia to mniejsze ryzyko dla stabilności leku.
Na co uważać: To praktyka pozarejestracyjna — producent jej nie zaleca; opinie autora o „za długim” dzieleniu są jego osobistym doświadczeniem, a nie wytyczną medyczną. Skonsultuj sposób dawkowania z lekarzem lub farmaceutą.